Marcie.
Gdy znalazłam się w domu, oczywiście mamy nie było, poszłam się przebrać. Zastanawiałam się co na siebie włożyć. Jak to przecież dziewczyny mają w zwyczaju. Kompletnie nie wiedziałam co włożyć. Wreszcie wybrałam jakiś komplet którego kompletowanie zajęło mi chwilę. Oczywiście, uznałam że te buty na obcasie w ogóle nie będą pasować. Tak, wiem że Brad jest cholernie wysoki, ale przecież idziemy do kina, a nie na imprezę. Zachowałam trochę powagi i z szafy wyciągnęłam nie używane dotychczas trampki. Miałam nadzieję, że wyjdę jak mamy jeszcze nie będzie, bo jak ta ząza mnie przyłapie w takich ciuchach, to dupa blada. Ale dobra, zresztą nie ważne.
Moje ciuchy były już gotowe, więc czas się odświeżyć. Weszłam do swojej łazienki i popatrzyłam w lusterko. Moje włosy, seryjnie super wyglądają - pomyślałam. Rozebrałam się i po raz kolejny dzisiaj, wzięłam prysznic. Na szczęście, pomyślałam zanim puściłam wodę i upięłam włosy, bo nie chciałam ich ponownie niszczyć suszarką. Gdy mój prysznic dobiegł końca porządnie się wytarłam i ubrałam. Czas na makijaż -pomyślałam.
Usiadłam do mojej toaletki, która znajdowała się w pomieszczeniu, tak jakby odizolowanym od łazienki, ale do łazienki i tego pomieszczenia były jedne drzwi. Wiecie o co chodzi, no nie? No nie ważne. Najpierw zaczęłam od korektora, by "usunąć" wszelkie nie doskonałości i zaczerwienienia. Potem to już z górki, trochę fluidu, różu, maskary. Gdy moje ręce zajmowały się twarzą, umysł robił co innego. Moja pamięć, sięgała do nocy, w której to ja i Brad się poznaliśmy. Do przedstawienia się, do pójścia razem po piwo, do pocałunku... W gruncie rzeczy, to najebani w cztery dupy, to my nie byliśmy. Znaczy się mi wystarczą dwa piwa i jestem jak zjarany Zbyszek, ale przecież wtedy wypiłam jakieś pół piwa. Brad wypił trochę więcej, bo przecież jedno pił, zanim zerowali, potem pił, jak zerowali, a potem pił jak graliśmy w butelkę. Tak, wszystko z tym pocałunkiem byłoby idealnie, gdyby nie to, że Brad'owi jebało z gęby piwem jak ze stajni Augiasza. Ale ten fakt pomińmy. Nie wiem czemu, ale gdy się całowaliśmy czułam coś dziwnego. Takiego dziwnego na maxa. Ton nie to, co czułam całując się z Sam'em. Wtedy czułam i wiedziałam, że nie możemy być razem, że to tylko sex. Ale kiedy poczułam smak ust Brad'a.... To było uczucie jakiego jeszcze nigdy nie zaznałam. Jego wargi dobrze wiedziały co robić, a język nie dawał za wygraną, kiedy starałam się górować. Lubię, jak ktoś chce ze mną "walczyć", w ten sposób. Sam też próbuje, ale on nie robi tego tak jak zrobił Brad. Sam łapie mnie za szyje i przerwa pocałunek. To nie jest miłe, zwłaszcza kiedy się nakręcę. Ciekawe jakby się czuł, gdybym ja tak zrobiła, gdyby jego staną, a ja na to "Nie dziś kotku"? Na pewno nie wiedziałby co zrobić. Nie no, jestem za obleśna. Powinnam przestać, bo to jest niesmaczne. No dobra, a jak tam się miewa mój makijaż? Całkiem nieźle mi to wyszło. Okej... a teraz fryzura.
Zawsze mam problem z tym, jak się uczesać. Teraz, kiedy mam te fioletowe włosy, pasowałby się jakoś "chwalić" tym światu. Ale jest bardzo gorąco, więc zrobię sobie ładnego warkocza wokół głowy. Po jakiś 30 minutach, prazy nad fryzurą, ręce bolały mnie w każdym miejscu, ale przynajmniej osiągnęłam efekt, jakiego pragnęłam. Teraz, moje włosy wyglądały na prawdę zabójczo. A w dodatku, wystawały gdzie nie gdzie małe kosmyki, co nadawało fryzurze oryginalnego wyglądu. Cieszyłam się, że moja fryzura wyglądała tak, a nie inaczej. Zwykle robię tak, że kilka razy przeczesze włosy szczotką i wiąże w warkocz, albo kok. No dobra, nie ważne. Która godzina?
Spojrzałam na wyświetlacz mojego I-Phone'a.
- O kurwa! - krzyknęłam.
Na zegarku, była 15:03. Powinnam tam być, przynajmniej pięć minut temu! Gdybyś nie zajmowała się tyle swoim ryjem, to byś się nie spóźniła, a teraz on tam biedy czeka! - skarciłam się w myślach.
Schowałam telefon do kieszeni i wzięłam klucze do samochodu. Tak będzie szybciej, niż jakbym miała biec.
Po drodze (do garażu) napotkałam Mary, która pytała gdzie się wybieram. Szybko rzuciłam coś w stylu "Z koleżankami na miasto!" i byłam w garażu. Przycisnęłam przycisk "otwórz" i wsiadłam do mojego BMW. Brama garażu się otworzyła, a ja wyjechałam z piskiem opon. Popatrzyłam na deskę rozdzielczą, gdzie znajdował się zegarek. Jezu... 15:08! Złapałam telefon, który wsiadając rzuciłam na siedzenie pasażera, ponieważ nie lubię jak mnie "uraża" w nogę, kiedy prowadzę. Złapałam go i przycisnęłam na ikonkę "Wiadomości". Wybrałam kontakt i wpisałam "Przepraszam, że się spóźniam. Zaraz będę". Napisałam i położyłam sobie telefon na udach, w nadziei że szybko uzyskam odpowiedz. Nie myliłam się, otworzyłam kopertkę i przeczytałam wiadomość " Spokojnie, nic się nie stało, nie czekam długo. Uważaj jak jedziesz, żebym nie musiał iść do ciebie do szpitala". Zaśmiałam się. To uroczę że się troszczy. Odłożyłam telefon na siedzenie pasażera. Dopiero teraz, zorientowałam się, że jadę w absolutnej ciszy. Co jest po prostu nie dopuszczalne! Włączyłam radio. Akuratnie trafiłam na piosenkę, która mi się ostatnio bardzo podobała, czyli Imagine Dragons- Radioactive. Trochę wstyd się przyznać, ale zaczęłam śpiewać. Nie będę wam tu kłamać, że jestem bardzo utalentowana. W ogóle nie umiem śpiewać. Serio. Jak otwieram usta, moi znajomi zakrywają uszy. Zresztą nie dziwię im się. Dobrze że przynajmniej mam dobry gust muzyczny.
Tak nad tym rozmyślałam, że jeszcze trochę, a ominęłabym wjazd na przystań. Na szczęście zorientowałam się w miarę prędko i zdążyłam skręcić. Zjechałam na płatny i za razem strzeżony parking. Podszedł do mnie strażnik i zażądał opłaty. Wyciągnęłam ze schowka dwa dolary i podałam mu. Wyciągnęłam jeszcze 20 kiedy już odszedł i gdy wysiadłam, zamknęłam wszędzie drzwi. Wzięłam I-Phona, wystukałam dwa słowa "Gdzie jesteś?" i razem z kluczykami wsadziłam go do kieszeni. Dobrze że wzięłam jakieś okulary, bo słońce nie miłosiernie raziło. Założyłam okulary i wyruszyłam na poszukiwanie Brad'a.
Przechodziłam właśnie koło butki z Hot- Dog'ami, gdy poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach. Gwałtownie się odwróciłam. Miałam już tej osobie dać w twarz, kiedy rozpoznałam że to Brad. Uśmiechną się do mnie serdecznie.
- Cześć. - Przywitał się.
- Hej, myślałam że to ja miałam Cię szukać.
- A widzisz? To ja znalazłem Ciebie - uśmiechną się szerzej, ukazując w ten sposób szereg biały zębów.
- To gdzie idziemy? - zapytałam, nie mogąc oprzeć się pokusie, by również się uśmiechnąć.
- Pomyślałem, że najpierw zjemy lody, a potem się zobaczy. Co ty na to?
- W tak gorący dzień, jak dzisiejszy nie robiłabym nic innego, jak tylko jadła lody. A tak w ogóle, to jaki jest twój ulubiony smak?
- Mój? Wiesz... ja lubię każdy smak, choć największą słabość mam do waniliowych. A ty?
- Ja to uwielbiam truskawkę. Nie wiem czemu, od dzieciństwa jem tylko lody truskawkowe.
- Aha.
- Ej, a mogę wiedzieć. gdzie ty i Caroline się spotkaliście?
- To było jakiś czas temu, w jakiejś knajpie. Poszedłem tam opić z kolegami wolność jednego z nich i Chester na nią trafił. Mówiła że miały ty być też jej dwie kumpele, ale coś im wypadło. Miała iść, ale Chester ją powstrzymał, obiecując że się będzie z nią bawił, do puki się nie zmęczy. Więc została i tak poznała mnie i resztę chłopaków. Miło spędziliśmy razem czas. Po jakimś czasie, zaproponowała żeby któryś z nas poszedł do ciebie, na tę "imprezę", nie miałem co robić, więc przyszedłem. I nie żałuję, było świetnie. - Spojrzał na mnie kiedy zmierzaliśmy w stronę budki z lodami. Nawet bym tego nie zauważyła, gdyby nie to, że w chwili w której skończył, popatrzyłam w jego oczy, a on w moje.
Poczułam delikatne uderzenie w brzuchu. Jakby ktoś mnie od środka uderzał. Moje serce zaczęło bić szybciej, ale nie głośniej, tak jakby chciało zachować ciszę w tym momencie. A na karku poczułam mrowienie, jakbym się spociła. Miałam ochotę zdjąć okulary, stanąć na palcach i wpić się w jego wargi, ale właśnie w sekundzie w której miałam zdejmować okulary, coś mną trąciło, tak że upadłam.
Szybko wstałam i zobaczyłam sprawcę mojego wypadku. Była to na oko siedmioletnia dziewczynka, w blond warkoczykach, która pędziła do klauna, który malował twarze. Dziewczynka spojrzała na mnie z wyraźnym smutkiem w oczach. Podeszła do mnie, gdy wstałam.
- Przepraszam panią bardzo. J-j-ja nie chciałam pani potrącić - wyjąkała ledwo powstrzymując łzy.
- Nic się nie stało. Spokojnie, biegnij do klauna, tylko już nikogo nie potrąć - powiedziałam i posłałam jej najbardziej radosny i pokrzepiający uśmiech, jaki tylko potrafiłam. Dziewczynka również odpowiedziała mi uśmiechem, odeszła tym razem spokojnie.
Otrzepałam moje spodenki i spojrzałam na Brad'a.
- Urocza. -Stwierdził.
Popatrzyłam na niego, i podniosłam jedną brew do góry. Jednak to że powiedział "urocza", wzbudziło we mnie coś w stylu radości.
- Tak masz rację. No chodźmy po te lody bo już mnie w gardle pali -stwierdziłam.
Nie odezwał się, tylko przyśpieszył i za jakieś 7 sekund, staliśmy w kolejce po lody.
****************************************************************************************
Przepraszam, że ten rozdział taki krótki, ale muszę zrobić dużo zadania.
Wiem, był cholernie nudny. Nic się w nim nie działo.
Liczę na kolejne komentarze.
Może i był krótki, ale mam nadzieję że wam się podobał.
Cieszę się że mam tyle wyświetleń. Dziękuję wam.
Czytasz?- KOMENTUJESZ!!!
~Jane

Przymknij się już z tymi nudnymi rozdziałami, bo mnie denerwujesz. Widzę, że dotrzymałaś słowa i w końcu się spotkali. THANK GOD, bo już umierałam w oczekiwaniu. A, i stwierdzam, że w tym rozdziale były najśmieszniejsze teksty: ,gdybyś nie zajmowała się tyle swoim ryjem' ,komplet, którego kompletowanie zajęło mi chwilę' i .mi wystarczy że wypiję dwa piwa i jestem jak zjarany Zbyszek' wymiatają :D
OdpowiedzUsuń