Brad
Dziś o piątej, mieliśmy koncert w klubie. Od drugiej po południu ćwiczyliśmy, żeby wszystko wyszło idealnie. Za pół godziny mieliśmy wchodzić na scenę.
-Ej, chłopaki! Ja was proszę. Ostatni raz gramy Breaking The Habit i daję wam spokój, ale proszę, postarajcie się. - Mike truł nam tymi słowami dupę już od 15 minut.
Joe zaczął 'grać' na swojej konsolecie. Rob zaczął wybijać rytm, a ja i Pheonix dołączyliśmy do niego po chwili, grając na naszych gitarach. Nie dłużej niż 5 sekund później Chester zaczął śpiewać. Mike przyglądał się nam i jednocześnie grał na klawiszach. Graliśmy cicho, by nikt nas nie usłyszał, ponieważ nie chcieliśmy żeby nas słyszano. Gdy skończyliśmy po raz czwarty w tych 15 minutach Mike pozwolił nam odpocząć i poszedł pogadać z dźwiękowcem. Reszta poszła się napić, a ja zanim do nich dołączyłem, chciałem jeszcze zobaczyć jaką mamy widownię. To nie był koncert z naszej trasy, tylko tak w przerwie między pracowaniem nad nowym albumem, więc nie spodziewaliśmy się jakiejś widowni większej niż 200 osób. Odchyliłem lekko kurtynę. Moim oczom ukazało się dość spore pomieszczenie wypełnione ludźmi. Było głośno, bo DJ grał jakieś kawałki żeby rozgrzać publikę, przed naszym wejściem. Były tam miejsca, zarezerwowane dla VIP'ów. Siedziało tam już kilka sławnych osób. Niestety nie rozpoznałem, ale widziałem że fani robili sobie z nimi zdjęcia. Tuż pod sceną, zobaczyłem tą trzy osobową grupkę ludzi, która spotkała mnie i Marcie kiedy byliśmy na molo.
- Brad! - usłyszałem głos Joe'ego. Odwróciłem się do niego twarzą, stał wpatrzony we mnie. -Stary chodź stawaj już na swoje miejsce za minutę gramy!
- Okej. Już idę.- Powiedziałem, zasłoniłem kurtynę i stanąłem wraz z moją gitarą na wyznaczone miejsce.
Marcie
Ubrana w rurki, obcasy i koszulę, siedziałam w taksówce wtulona w Sam'a. Miałam ze sobą małą kopertówkę żeby schować I-Phone'a i jakąś kasę. Sam powiedział, że w klubie są szafki, do których dostaje się "zegarek" w których można schować swoje rzeczy. Postanowiliśmy że na wejściu od razu dam tam moją torebkę i pójdziemy do baru.
- Koncert powinien Ci się spodobać -odezwał się Sam, przerywając głuchą ciszę.
- A powiesz mi wreszcie, czyj to koncert?
- Powiem tylko, że zespołu gra Rock'a i Heavy Metal - mimo że było ciemno, widziałam ten jego zbójecki uśmiech na twarzy. Ja również wykrzywiłam usta w grymasie uśmiechu i pocałowałam go w usta.
Nadal wtulona w mojego "chłopka", rozmyślałam nad tym, co wydarzyło się, kiedy wyszłam z basenu. Poszłam do łazienki, umyłam się, wysuszyłam i stałam 10 minut przed szafą wybierając co mogę na siebie założyć. Nie miałam kompletnie pomysłu, ale w końcu, gdy dostałam SMS od Sam'a, że już czeka, wyciągnęłam pierwsze lepsze szmaty z szafy i je na siebie założyłam. Wyszłam z domu nie postrzeżenie. Jak wychodziłam z domu, pogoda diametralnie się zmieniła. Niebo było całe zachmurzone. Było duszno, a powietrze było ciężkie, człowiek momentalnie się męczył i pocił. Gdy wsiadłam do taxi, Sam mocno mnie objął i pocałował. Potem całowaliśmy się tak przez ok. 5 minut jazdy.
Sam mówił, że ten klub do którego jedziemy, jest oddalony od mojego domu. Wtulona w Sam'a i zamyślona, patrzyłam przez okno, obserwując ludzi, pogodę i różne budynki. Rozglądałam się, gdy moją uwagę przykuł wielki szyld, rozświetlony na biało. Bardzo poraziło mnie w oczy. Pokazałam Sam'owi ten szyld.- Właśnie tam jedziemy - odpowiedział, uśmiechając się po raz kolejny.- Panie kierowco, proszę trochę szybciej, zaraz się spóźnimy! -zawołał, a kierowca kiwną głową i przycisną pedał gazu.
Gdy wchodziliśmy do klubu, prowadzący imprezę, ogłaszał kto będzie grał. Niestety nie usłyszałam kto, ponieważ w momencie w którym weszliśmy zakończył. Poprosił publikę o jeszcze 5 minut, ponieważ muszą sprawdzić sprzęt. Korzystając z okazji, poszłam z Sam'em, do barmana poprosić o kluczyk. Kierując się do baru spojrzałam na scenę, była oświetlona niebieskim światłem. Jeśli się dobrze przyjrzeć, można było zauważyć kilka postaci. To pewnie był ten zespół. Sam zaprowadził mnie, na nasze miejsca dla VIP'ów. To miło z jego strony, że zamówił dla nas takie miejsca. Przynajmniej nie będziemy musieli dzielić stolika z jakaś flądrą i pijaczyskiem. Zapytał mnie, czego się napiję. Powiedziałam żeby wziął dwie butelki piwa i martini. Gdy poszedł, ja się wygodnie rozsiadłam i patrzyłam po tłumie. Nikogo tu nie znałam, całe szczęście bo oni nie znali również mnie. Dużo osób piło przy stolikach, reszta oblegała bar, a inni stali pod sceną. Zdawało mi się, że widziałam tam te trzy osoby co wtedy na molo, jak byłam z Brad'em, ale to raczej nie oni. No nie? Zresztą...
Sam przyniósł moje zamówienie i usiadł koło mnie. Nagle zgasły wszystkie światła. Zapalił się tylko jeden reflektor który oświetlał z góry jedną osobę. Był to dość wyskoki mężczyzna, trzymał w ręku mikrofon. Podniósł go do twarzy i momentalnie, jakby to był sygnał, zaczęły grać wszystkie instrumenty a on zaczął śpiewać piosenkę. Za chwilę dołączył do niego drugi wokalista, a ten zamilkł. Scena na powrót została oświetlona. Teraz widziałam wszystko dokładnie. Było dwóch gitarzystów, jedne perkusista, raper, wokalista i DJ. DJ z wyglądu przypominał chińczyka, był grubszy i miał skośne oczy. Obok niego, stał ten raper, który rozpoczynał, a z nimi stał jeden z gitarzystów. Był taki trochę bardziej rudy, wysoki i szczupły. Za nim była perkusja, za którą siedział kolejny koleś, miał włosy do ramion, które okalały jego spoconą twarz. Po jego prawej stronie, stał następny gitarzysta. W momencie, gdy go rozpoznałam. Moje serce zatrzymało się, zrobiło kilka fikołków i powróciło na swoje miejsce.
Boże. Brad!
Nie wiem czemu, ale nagle zrobiło mi się nie dobrze. Nie mówiąc nic Sam'owi, pobiegłam do łazienki. Gdy dobiegłam do sedesu, zwymiotowałam, ale tylko trochę, ponieważ nie miałam czym wymiotować. Zjadłam dziś trochę, ale nie na tyle by to wyrzygiwać przez godzinę. Spłukałam wodę w sedesie i podeszłam do umywalki. Oczyściłam twarz wodą i wypłukałam usta. Miałam nadzieję, że Sam miał gumę do żucia. Wróciłam do stolika. Sam był wyraźnie zaniepokojony, moją nagłą wycieczką do WC.
- Nic Ci nie jest? Co się stało?- zapytał.
- Nic. To zapewne zatrucie pokarmowe. - Skłamałam, w końcu sama dobrze nie wiedziałam co się stało. - Masz gumę?
Sam pogrzebał w kieszeni i bez słowa wręczył mi paczkę gum. Wzięłam dwie i wsadziłam je do ust. Były miętowe, moje ulubione. Usiadłam koło niego z powrotem, a on mnie przytulił. Położyłam głowę na jego ramieniu.
Po jakiejś godzinie siedzenia i gdy już było ze mną lepiej. Ruszyliśmy na parkiet. Świetnie się bawiliśmy. Potem ogłoszono krótką przerwę i muzycy schodzili ze sceny, by się napić. Wtedy Brad zauważył mnie w objęciach Sam'a...
***********************************************************************************
Wow! To już 10 rozdział!
Liczę, że podobał wam się tak samo, jak inne.
Proszę o komentarze.
Cieszę się, że wciąż tu zaglądacie.
Wiem że krótkie, ale chciałam to jeszcze dziś dodać.
CZYTASZ?- KOMENTUJ!
~Jane
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńSpecjalnie mi to robisz, prawda?
Zapamiętaj:
NIE WOLNO ci kończyć w takich momentach bo ja tu nerwicy dostaję.
A teraz, jak powinno się skończyć...uważam że Brad mógłby zrobić dobry uczynek i wykopać Sama na tory kolejowe, ewentualnie przerobić na pasek do spodni. Fajna propozycja, nie?
Nie. :D
UsuńLP nie gra Heavy Metalu ani Rock. Oni grają Nu Metal. ;)
OdpowiedzUsuńMoże, ja napisałam tak jak wiem.
UsuńCiekawie piszesz. :)
OdpowiedzUsuńhttp://melkafrywelka.blogspot.com/
dziękuję :)
Usuń