Wyświetlenia
niedziela, 30 czerwca 2013
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozdział 10
Brad
Dziś o piątej, mieliśmy koncert w klubie. Od drugiej po południu ćwiczyliśmy, żeby wszystko wyszło idealnie. Za pół godziny mieliśmy wchodzić na scenę.
-Ej, chłopaki! Ja was proszę. Ostatni raz gramy Breaking The Habit i daję wam spokój, ale proszę, postarajcie się. - Mike truł nam tymi słowami dupę już od 15 minut.
Joe zaczął 'grać' na swojej konsolecie. Rob zaczął wybijać rytm, a ja i Pheonix dołączyliśmy do niego po chwili, grając na naszych gitarach. Nie dłużej niż 5 sekund później Chester zaczął śpiewać. Mike przyglądał się nam i jednocześnie grał na klawiszach. Graliśmy cicho, by nikt nas nie usłyszał, ponieważ nie chcieliśmy żeby nas słyszano. Gdy skończyliśmy po raz czwarty w tych 15 minutach Mike pozwolił nam odpocząć i poszedł pogadać z dźwiękowcem. Reszta poszła się napić, a ja zanim do nich dołączyłem, chciałem jeszcze zobaczyć jaką mamy widownię. To nie był koncert z naszej trasy, tylko tak w przerwie między pracowaniem nad nowym albumem, więc nie spodziewaliśmy się jakiejś widowni większej niż 200 osób. Odchyliłem lekko kurtynę. Moim oczom ukazało się dość spore pomieszczenie wypełnione ludźmi. Było głośno, bo DJ grał jakieś kawałki żeby rozgrzać publikę, przed naszym wejściem. Były tam miejsca, zarezerwowane dla VIP'ów. Siedziało tam już kilka sławnych osób. Niestety nie rozpoznałem, ale widziałem że fani robili sobie z nimi zdjęcia. Tuż pod sceną, zobaczyłem tą trzy osobową grupkę ludzi, która spotkała mnie i Marcie kiedy byliśmy na molo.
- Brad! - usłyszałem głos Joe'ego. Odwróciłem się do niego twarzą, stał wpatrzony we mnie. -Stary chodź stawaj już na swoje miejsce za minutę gramy!
- Okej. Już idę.- Powiedziałem, zasłoniłem kurtynę i stanąłem wraz z moją gitarą na wyznaczone miejsce.
Marcie
Ubrana w rurki, obcasy i koszulę, siedziałam w taksówce wtulona w Sam'a. Miałam ze sobą małą kopertówkę żeby schować I-Phone'a i jakąś kasę. Sam powiedział, że w klubie są szafki, do których dostaje się "zegarek" w których można schować swoje rzeczy. Postanowiliśmy że na wejściu od razu dam tam moją torebkę i pójdziemy do baru.
- Koncert powinien Ci się spodobać -odezwał się Sam, przerywając głuchą ciszę.
- A powiesz mi wreszcie, czyj to koncert?
- Powiem tylko, że zespołu gra Rock'a i Heavy Metal - mimo że było ciemno, widziałam ten jego zbójecki uśmiech na twarzy. Ja również wykrzywiłam usta w grymasie uśmiechu i pocałowałam go w usta.
Nadal wtulona w mojego "chłopka", rozmyślałam nad tym, co wydarzyło się, kiedy wyszłam z basenu. Poszłam do łazienki, umyłam się, wysuszyłam i stałam 10 minut przed szafą wybierając co mogę na siebie założyć. Nie miałam kompletnie pomysłu, ale w końcu, gdy dostałam SMS od Sam'a, że już czeka, wyciągnęłam pierwsze lepsze szmaty z szafy i je na siebie założyłam. Wyszłam z domu nie postrzeżenie. Jak wychodziłam z domu, pogoda diametralnie się zmieniła. Niebo było całe zachmurzone. Było duszno, a powietrze było ciężkie, człowiek momentalnie się męczył i pocił. Gdy wsiadłam do taxi, Sam mocno mnie objął i pocałował. Potem całowaliśmy się tak przez ok. 5 minut jazdy.
Sam mówił, że ten klub do którego jedziemy, jest oddalony od mojego domu. Wtulona w Sam'a i zamyślona, patrzyłam przez okno, obserwując ludzi, pogodę i różne budynki. Rozglądałam się, gdy moją uwagę przykuł wielki szyld, rozświetlony na biało. Bardzo poraziło mnie w oczy. Pokazałam Sam'owi ten szyld.- Właśnie tam jedziemy - odpowiedział, uśmiechając się po raz kolejny.- Panie kierowco, proszę trochę szybciej, zaraz się spóźnimy! -zawołał, a kierowca kiwną głową i przycisną pedał gazu.
Gdy wchodziliśmy do klubu, prowadzący imprezę, ogłaszał kto będzie grał. Niestety nie usłyszałam kto, ponieważ w momencie w którym weszliśmy zakończył. Poprosił publikę o jeszcze 5 minut, ponieważ muszą sprawdzić sprzęt. Korzystając z okazji, poszłam z Sam'em, do barmana poprosić o kluczyk. Kierując się do baru spojrzałam na scenę, była oświetlona niebieskim światłem. Jeśli się dobrze przyjrzeć, można było zauważyć kilka postaci. To pewnie był ten zespół. Sam zaprowadził mnie, na nasze miejsca dla VIP'ów. To miło z jego strony, że zamówił dla nas takie miejsca. Przynajmniej nie będziemy musieli dzielić stolika z jakaś flądrą i pijaczyskiem. Zapytał mnie, czego się napiję. Powiedziałam żeby wziął dwie butelki piwa i martini. Gdy poszedł, ja się wygodnie rozsiadłam i patrzyłam po tłumie. Nikogo tu nie znałam, całe szczęście bo oni nie znali również mnie. Dużo osób piło przy stolikach, reszta oblegała bar, a inni stali pod sceną. Zdawało mi się, że widziałam tam te trzy osoby co wtedy na molo, jak byłam z Brad'em, ale to raczej nie oni. No nie? Zresztą...
Sam przyniósł moje zamówienie i usiadł koło mnie. Nagle zgasły wszystkie światła. Zapalił się tylko jeden reflektor który oświetlał z góry jedną osobę. Był to dość wyskoki mężczyzna, trzymał w ręku mikrofon. Podniósł go do twarzy i momentalnie, jakby to był sygnał, zaczęły grać wszystkie instrumenty a on zaczął śpiewać piosenkę. Za chwilę dołączył do niego drugi wokalista, a ten zamilkł. Scena na powrót została oświetlona. Teraz widziałam wszystko dokładnie. Było dwóch gitarzystów, jedne perkusista, raper, wokalista i DJ. DJ z wyglądu przypominał chińczyka, był grubszy i miał skośne oczy. Obok niego, stał ten raper, który rozpoczynał, a z nimi stał jeden z gitarzystów. Był taki trochę bardziej rudy, wysoki i szczupły. Za nim była perkusja, za którą siedział kolejny koleś, miał włosy do ramion, które okalały jego spoconą twarz. Po jego prawej stronie, stał następny gitarzysta. W momencie, gdy go rozpoznałam. Moje serce zatrzymało się, zrobiło kilka fikołków i powróciło na swoje miejsce.
Boże. Brad!
Nie wiem czemu, ale nagle zrobiło mi się nie dobrze. Nie mówiąc nic Sam'owi, pobiegłam do łazienki. Gdy dobiegłam do sedesu, zwymiotowałam, ale tylko trochę, ponieważ nie miałam czym wymiotować. Zjadłam dziś trochę, ale nie na tyle by to wyrzygiwać przez godzinę. Spłukałam wodę w sedesie i podeszłam do umywalki. Oczyściłam twarz wodą i wypłukałam usta. Miałam nadzieję, że Sam miał gumę do żucia. Wróciłam do stolika. Sam był wyraźnie zaniepokojony, moją nagłą wycieczką do WC.
- Nic Ci nie jest? Co się stało?- zapytał.
- Nic. To zapewne zatrucie pokarmowe. - Skłamałam, w końcu sama dobrze nie wiedziałam co się stało. - Masz gumę?
Sam pogrzebał w kieszeni i bez słowa wręczył mi paczkę gum. Wzięłam dwie i wsadziłam je do ust. Były miętowe, moje ulubione. Usiadłam koło niego z powrotem, a on mnie przytulił. Położyłam głowę na jego ramieniu.
Po jakiejś godzinie siedzenia i gdy już było ze mną lepiej. Ruszyliśmy na parkiet. Świetnie się bawiliśmy. Potem ogłoszono krótką przerwę i muzycy schodzili ze sceny, by się napić. Wtedy Brad zauważył mnie w objęciach Sam'a...
***********************************************************************************
Wow! To już 10 rozdział!
Liczę, że podobał wam się tak samo, jak inne.
Proszę o komentarze.
Cieszę się, że wciąż tu zaglądacie.
Wiem że krótkie, ale chciałam to jeszcze dziś dodać.
CZYTASZ?- KOMENTUJ!
~Jane
niedziela, 23 czerwca 2013
Łzy radości.
Hej.
Jejku jejku jejku! Nawet nie wiecie jak się cieszę!
Jest tu już 1058 !!! wyświetleń!
Jesteście najwspanialsi na świecie! Nie mogę uwierzyć, że aż tyle osób czyta mojego bloga!
Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tak wielkiej ilości wyświetleń. Jesteście naprawdę wielcy! Nie wiem nawet jak wam dziękować.
Skopiowałam wam statystyki, byście mogli zobaczyć, to co ja.
Polska 733
Jejku jejku jejku! Nawet nie wiecie jak się cieszę!
Jest tu już 1058 !!! wyświetleń!
Jesteście najwspanialsi na świecie! Nie mogę uwierzyć, że aż tyle osób czyta mojego bloga!
Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tak wielkiej ilości wyświetleń. Jesteście naprawdę wielcy! Nie wiem nawet jak wam dziękować.
Skopiowałam wam statystyki, byście mogli zobaczyć, to co ja.
Polska 733
Rosja 47
Stany Zjednoczone 44
Ukraina 25
Niemcy 9
Holandia 8
Włochy 2
Dania 1
Wielka Brytania 1
Malezja 1
Dziękuję każdemu kto tu
zagląda, czyta oraz komentuje.
Wszyscy jesteście wspaniali.
~Jane
sobota, 22 czerwca 2013
Rozdział 9
Ten rozdział dedykuję, mojej najlepszej przyjaciółce, która pomaga mi we wszystkim. Ociera łzy, daję porządnego kopa, wspiera, pomaga. Cieszę się, że ją mam, bo bez niej świat z mojej perspektywy nie wydawałby się tak wesoły, jaki jest, kiedy spędzam z nią czas.
,,Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas,kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać"
-Antonie de Saint-Expery.
______________________________________________________________________
Marcie.
Moje oczy były już zmęczone walką z rażącymi promieniami słońca, przebijającymi się przez zasłony, więc je otworzyłam. Moje powieki były ociężałe, a ciało jakby zmęczone po nocy. Rzuciłam spojrzeniem na mój pokój. Jak zawsze był syf. Porozrzucane ubrania moje i Sam'a. Właśnie, Sam'a już powinno tu nie być. Przecież on o 9 ma być w pracy. To o co chodzi? Zanim jeszcze odwróciłam się by sprawdzić czy on jeszcze koło mnie leży, poczułam smród. Od razu rozpoznałam dym papierosowy. Odwróciłam się i ujrzałam Sam'a, leżącego i do połowy przykrytego kołdrą. W ręku trzymał papierosa. Zwykle nie pozwalał mi wąchać dymu papierosowego. Twierdził nawet że wąchanie dymu może mnie uzależnić. Więc o co chodzi? Popatrzyłam na niego, marszcząc czoło. Ale on, jakby w ogóle nie zauważył że na niego patrzę. Patrzył tylko na dym, który wypuszczał z ust. Patrzył na ten dym, jakby było to coś naprawdę bardzo interesującego.
Odchrząknęłam, by wreszcie zwrócić na siebie jego uwagę. Udało mi się. Oderwał wzrok od swojego dymu i spojrzał na mnie. W jego oczach zobaczyłam zdziwienie. To trochę dziwne, bo on w moich za pewne też.
-Wstałaś już?
- Tak. Nie powinieneś był być w pracy?- zapytałam.
- Dziś mam wolne. Może się gdzieś wybierzemy?
- Hm... jasne, czemu nie? Ale, myślałam że nie chcesz się ze mną pokazywać..
- To nie o to chodzi - wymigał się. - Wiesz przecież, że gdyby ludzie zobaczyli nas razem, zaczęli by gadać.
- Tak, ale...
- Nie. Nie ma żadnego ale. Dziś pójdziemy razem do klubu Create Nightclub, co ty na to?
- Okej. Nie ma sprawy, o której?
- O siódmej, zaczyna się koncert fajnego zespołu. Będzie trwał gdzieś do drugiej w nocy licząc przerwy. Może być?
- Tak, jasne.
- No dobra mała. Jest już 10.02 muszę już iść. Wiesz pozałatwiać jakieś sprawy, zarezerwować miejsca i kupić bilety.
- Ooo. Czyli nie zostaniesz jeszcze na chwilę? -zapytałam z flirciarskim uśmiechem, równocześnie gładząc swoje odsłonięte udo, rąbkiem kołdry.
Sam spojrzał mi w oczy. Widać było, że podnieciłam go moim zachowaniem, ale widać było również w jego oczach to, że śpieszy mu się. Nie miał pojęcia co zrobić. Lubiłam kiedy był zakłopotany i rozdarty. Wyglądał wtedy na takiego słabego. Mimo że był twardzielem, gdy go prowokowałam, nie potrafił postawić na swoim. Lubiłam być górą.
- Nie wybaczę Ci - mrukną w moje ramię. To nie była groźba.
- Ale czego? - udałam głupią nadal z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Nie udawaj. - Wymruczał mi w szyję. - Zapłacisz mi za to, ale wieczorem...
- To groźba? - zaśmiałam się.
- A idź ty - zaśmiał się i zszedł ze mnie.
Usiadł na łóżku, a ja podniosłam się na łokciach, przykrywając kołdrą swoje nagie ciało. Uśmiechnęłam się do niego, on również odwzajemnił się swoim uśmiechem który lubiłam najbardziej.
Teraz, jak tak na niego patrzyłam, nie mogłam uwierzyć że chodź przez chwilę pomyślałam będąc z nim, że zdradzam Brad'a. Brad'a, prawie nie znałam. Ja i Brad, znamy się jakieś trzy dni. Z Sam'em, znam się o wiele dłużej, więc czemu wczoraj pomyślałam, że idąc z Sam'em do łóżka, zdradzam Brad'a? Nie wiem, ale mam nadzieję, że nigdy się to więcej nie powtórzy.
- Idę się umyć i ubrać - powiedział, nachylając się, po swoje ubranie które leżało na podłodze.
- Masz zapasową bieliznę? - zapytałam/
- Tak, wsadzałem do plecaka.
- Okej, przyjemnej kąpieli Ci życzę. - Uśmiechnęłam się do niego, a on wszedł do mojej łazienki. Słyszałam jak otwiera zawór z wodą i się nią opukuję.
Postanowiłam wstać i trochę ogarnąć w tym pokoju.
Wstałam i założyłam bieliznę. Weszłam do garderoby i znalazłam starą, jeszcze babci, koszulkę z napisem "It Is My Life and It Is'nt your problem". Szczerze, to nie miałam bladego pojęcia, skąd moja babcia wzięła taką koszulkę, ale gdy ją zobaczyła u niej w szafie, musiałam ją mieć. Więc dostałam ją na gwiazdkę dwa lata temu. Koszulka ta, jest na mnie o co najmniej dwa rozmiary za duża. Ja noszę S, a ona ma chyba XL, rozmiar męski. Fakt, że była niska, sprawiał że ta koszulka była mi do ud. Więc nie musiałam zakładać spodenek.
Wróciłam do pokoju i zaczęłam zbierać brudne ciuchy do prania. O! Od razu czyściej. Potem, gdy Sam już pójdzie, umyję sobie okna i pozmywam kurze, oraz poodkurzam. Pewnie się dziwicie, dlaczego sama sobie sprzątam w pokoju. Otóż kiedy zaczęłam spotykać się wieczorami z Sam'em, uznałam że nie warto ryzykować, by sprzątaczka znalazła coś, co nie powinna znaleźć, np.: kondom. Więc od półtorej roku, sprzątam sama. Tęsknię za codziennie pościelonym łóżkiem, umytymi oknami i startymi kurzami. Wtedy szłam na cały dzień na miasto z kumpelami, a teraz nie raz zajmuje mi cały dzień na ogarnięcie tego syfu. Czasami tego żałuję, ale w większości się tym nie przejmuję.
Gdy Sam skończył kąpiel, ja skończyłam już ogarniać ten syf. Pożegnaliśmy się namiętnym pocałunkiem, a potem on wyszedł oknem z mojego domu.
Po południu przyjechał mój tata, przywitałam się z nim, po uśmiechałam poudawałam że słucham jego "ciekawych" opowieści z podróży i zjadłam z rodzicami obiad. Mama oczywiście robiła maślane oczy do taty, udając że go nie zdradza. Po obiedzie, tata rozpakował walizki i dał nam małe upominki z Włoch. Ja dostałam od taty naprawdę śliczny naszyjnik, a mama pierścionek. Po wszystkim poszłam do swojego pokoju, posprzątałam zostawiając go w nienagannej czystości.
***********************************************************************************
Przepraszam za dość spore opóźnienie, ale nie miałam weny.
Dziękuję, każdemu kto tu zagląda. Jest was już prawie 1000!
Liczę na wasze komentarze, które za każdym razem pomagają mi pisać dalej.
Czytasz?!- KOMENTUJ!!!
~Jane
piątek, 14 czerwca 2013
Rozdział 8
Marcie.
Po tym, jak Brad, chamsko z resztą wepchał się do kolejki, i kupił lody, poszliśmy na molo*. Niestety nie było naszych ulubionych smaków, więc ja kupiłam śmietankowy, a Brad czekoladowy (jego drugi ulubiony smak). Gdy spacerowaliśmy po molo, wpadliśmy na pomysł, zrobienia zdjęcia naszym lodom. Wiemy, że to strasznie głupi pomysł, i gorszego już nie mogliśmy wymyślić, ale po prostu tak jakoś nam to do głowy wpadło. Więc, Brad wyciągną swojego I-Phone'a i ustawiliśmy nasze ręce wzniesione ku górze w taki sposób, by było je dobrze widać. Po kilku próbach ustawienia się, wyszło nam świetne zdjęcie. Potem kiedy, już skończyliśmy nasze wygłupy, szliśmy dalej w stronę końca molo. Podczas naszej rozmowy i spaceru, moją uwagę, przykuła trzyosobowa grupka ludzi. Jeden z nich miał szorty do kolan i koszulkę z dziwnym znakiem, z którym się jeszcze nie spotkałam. Podejrzewałam, że to logo jakiegoś jego ulubionego zespołu. Koszulka mi się bardzo spodobała. Była czarna, z napisem "Linkin Park". Zastanawiałam się, co to za zespół. Jeszcze nigdy nie słyszałam o tym zespole. Może raz, czy dwa obiło mi się o uszy, ale tak, to nic. Wokół tego chłopaka stała dziewczyna i inny chłopak. Przyjrzałam im się. Wszyscy mieli koszulki z nadrukiem Linkin Park. Drugi chłopak trzymał w ręku gitarę, wszyscy byli czymś bardzo podekscytowani, co można było rozpoznać po tonie ich głosów. Poczułam, że Brad, który nadal szedł po mojej prawej stronie, spią się. Ten pierwszy spojrzał w moją stronę. I... jego oczy prawie wyszły. Ale nie na mój widok, na widok Brad'a.
Powiedział coś, do swoich przyjaciół i oni również, się obrócili w naszą stronę. Usłyszałam jak Brad po cichu przeklną, ale nie zdołałam zrozumieć jego słów. Grupka tych ludzi podeszła do nas, z wlepionymi gałami w Brad'a.
- Brad Delson? - zapytał, ten który ciągle miał ze sobą gitarę.
- Tak, to ja. -Odpowiedział, bez żadnej spiny, na luziku.
- Możemy Pana prosić o autografy? - zapytała dziewczyna.
- Jasneee -odpowiedział przeciągle.- A macie coś do pisania i kawałek kartki?
- Hmm... zaraz się coś znajdzie- odpowiedział ten, który pierwszy nas spostrzegł.
Szczerze powiem, nie wiedziałam o co chodzi.
Na serio, dlaczego Ci ludzie proszą Brad'a, o autografy? Dlaczego proszą o to zwykłego człowieka? Może Brad, udziela się jakoś w jakiś akcjach, na rzecz biednych czy bezdomnych? Kto to wie.
Na razie skupiłam się na tym, by nie wyglądać jak jakaś idiotka. Brad, podpisywał właśnie autograf dziewczyny, kiedy ten z gitarą zapytał:
- Chcesz może usłyszeć moje wykonanie "In Pieces"? -zapytał i się zarumienił.
- Jasne! Dajesz, stary. -Brad natychmiast się rozweselił. A ja nadal stałam i patrzyłam na tę scenę jak ciele w malowane wrota.
Brad, kończąc już pisać autograf dla drugiego chłopaka, podszedł do barierki i oparł się o nią.
- No, graj -pospieszył zestresowanego chłopaka.
Chuck- tak miał na imię, z tego co się dowiedziałam gdy Brad podpisywał mu autograf- usiadł na futerale do gitary. Odchrząkną i zaczął śpiewać:
- Telling me to go
But hands beg me to stay
Your lips say that you love
Your eyes say that you hate [...]
Gdy skończył, byłam jak oszołom. Dobrze że nie miałam rozdziawionej buzi. On śpiewał naprawdę genialnie. Stałam, w tym samym miejscu, w którym stałam wcześniej. Brad spojrzał na mnie i mrugną. Lola- dziewczyna- wychwyciła ten mały ruch i... zaczęła wypytywać.
- Brad, kim jest ta dziewczyna?
- To koleżanka - odpowiedział szybko.
- Długo się znacie? Nigdy jej z tobą nie widziałam...
- Wiesz... to prywatna sprawa.
- Czy będzie z tobą, na następnym spotkaniu fanów? - jej upierdliwość, zaczynała działać mi na nerwy.
- Nie wiem. Może. -Odpowiedział, a po tonie jego głosu uznałam, że to było "ostrzeżenie", że jak zada jeszcze jedno pytania, to ją udusi. Na szczęście zrozumiała o co chodzi i nie odezwała się więcej.
- Można zrobić sobie z tobą zdjęcie? Wiesz... nikt nam może nie uwierzyć, że Cię spotkaliśmy.
- Okej. -Powiedział Brad.
Wszyscy stanęli razem, obok siebie. Chuck poprosił mnie, żebym zrobiła zdjęcie. Dał mi swój profesjonalny aparat, poinstruował co i jak i ustawił się do zdjęcia.
Brad otworzył ramiona, tak jakby chciał ich przytulić i uśmiechną się. Dziewczyna skorzystała z okazji i się do niego przytuliła. Gdy to robiła, patrzyła mi prosto w oczy. To było chamskie. Czy ona myśli, że jak się do niego przytuli, to jakimś cudem będę na nią wściekła? No dobra, czas zrobić to zdjęcie. Popatrzyłam się znowu w obiektyw. Wychwyciłam spojrzenie Brad'a, które było utkwione we mnie.
No i znowu. Wiercenie w brzuchu. O matko, to uczucie było dziwne, śmieszne, przyjemne.
Dobra! Dość!
Nacisnęła szybko migawkę i zrobiłam zdjęcie. Czemu migawkę? Bo ja tak nazywam przycisk do robienia zdjęć.
Oddałam aparat właścicielowi i zmierzałam w kierunku przeciwnym, do którego szłam wcześniej wraz z Brad'em.
Właśnie, gdzie Brad?
Dla tego, że byłam już kawałek od nich, Brad do mnie dobiegł.
- Co się stało? - zapytał
- Nic. Możesz mi wyjaśnić, co to było? Te autografy, te zdjęcia? Kim ty w ogóle jesteś?
- Emm... no tak. Przepraszam, zapomniałam Ci powiedzieć o jednej najistotniejszej rzeczy na mój temat.
- Czyli...- robiłam się bardziej niecierpliwa.
- A więc. Od 1996 roku, jestem głównym gitarzystą, w zespole o nazwie Linkin Park. Wypuściliśmy na rynek już dwie płyty, jesteśmy w trakcie pracowania nad nową, oraz jeździmy w trasy koncertowe. W zespole jest nas sześciu. Są tymi moim przyjaciółmi, o których ci już kilka razy wspominałem. Chester, Rob, Joe, Mike i Phoenix, czyli David. Koncertujemy, tworzymy i przy tym świetnie się bawimy. Cieszyłem się, gdy Cię poznałem, bo ty, ani twoi znajomi, oprócz Caroline, nie wiedzieli kim jestem. Było mi z tym wygodnie. Większość, osób gdy dowiaduje się, kim jestem, zamęcza mnie, jak to jest być sławnym i w ogóle. Nie lubię odpowiadać na takie pytania, bo mogli by trochę pomyśleć i by wiedzieli. Jest ciężko.
Gdy zakończył swoją opowieść, nie wiedziałam co zrobić. Siedziałam i patrzyłam mu w oczy, tak jak on patrzył mi, gdy to wszystko opowiadał. Byłam oczarowana jego historią. Pomyśleć, że cały czas byłam z tak sławną osobą i nawet o tym nie wiedziałam. W sumie, nie zrobiło mi to większej różnicy. W wyglądzie się nie zmienił, w charakterze też. Więc co? Nic.
- Wiesz. Nie przeszkadza mi to, że jesteś sławny. Nie jestem też tym faktem jakoś przejęta, czy coś. Nie będę Cię też traktować, tak, jakbyś był kimś innym. Ja po prostu będę się zachowywać wobec Ciebie, normalnie. Tak jak wcześniej. -Wydusiłam z siebie, po dłuższym zastanowieniu.
Na twarzy Brad'a, pojawił się wyraźny wyraz ulgi. Wreszcie się uśmiechną.
- Cieszę się, że taka była twoja reakcja. Przepraszam jeszcze raz, za to zamieszanie z fanami.
- Nie ma sprawy -ucieszyłam się, że rozmowa jest znów luźna, tak jak wcześniej.
- Ej, wiesz może która godzina? -zapytał całkowicie od czapy Brad.
- Już, chwilkę. Sprawdzę. - Wyciągnęłam swój telefon i go odblokowałam, oraz spojrzałam na zegarek. - Dochodzi 18. Jest 17:46, a co?
- O Jezu... -jękną.- Na 18 znów, mamy próbę...
- Ojj. Szkoda, bardzo wielka. Macie jakiś dzień, bez prób? -zapytałam, z wyraźną nadzieję w głosie.
- Mamy. We środę i sobotę, mamy wolne. Tak to resztę tygodnia zapieprzamy.
- Okej, dziś jest poniedziałek. To może we środę, się zobaczymy?
- Dobra - odpowiedział, a jego uśmiech poszerzył się.
- Gdzie zaparkowałeś samochód?
- Emm... na parkingu, tym strzeżonym. A ty?
- Też - uśmiechnęłam się.
Brad i ja, wsiedliśmy do naszych samochodów i udaliśmy się każde w swoją stronę.
***
Gdy wróciłam do domu, panowała taka sama norma, co zwykle. Ogrodnik skończył pracę i poszedł posuwać moją matkę w jej sypialni. Babcie znowu gdzieś wcięło, a Sam pił kawę z Mary w kuchni. Weszłam do kuchni, moim naturalnym chodem. Sam dziwnie się na mnie popatrzył, ale ja spokojnie doszłam do lodówki i wyciągnęłam sok pomarańczowy. Nalałam go sobie do szklanki i poszłam do swojego pokoju pozostawiając milczących Sam'a i Mary.
W moim pokoju, trochę śmierdziało, ale to szczegół. Pewnie Sam się ty schował, żeby zapalić, bo go moja matka gdzieś goniła. Otworzyłam okno, żeby się przewietrzyło i usiadłam przed komputerem. Pisałam ze znajomymi. Caroline, Darcy i James'em. Nie to, że nie mam więcej znajomych, ja po prostu nie lubię pisać, z nikim innym, no chyba że z Sam'em, ale jego akuratnie teraz na Facebook'u nie było. Przeglądałam strony, gdy zobaczyłam że ktoś zaprosił mnie do znajomych. Kliknęłam i zobaczyłam profil Brad'a. Nie wahałam się ani chwili. Kliknęłam "potwierdź", a potem "tak".
Jakąś minutę potem, dostałam wiadomość od niego. Wysłał zdjęcie naszych lodów.
Uśmiechnęłam się na ten widok. Przypomniał nam się nasz dzisiejszy spacer, a potem to co mi powiedział. Byłam naprawdę szczęśliwa, że spędziłam z nim, chodź to kilka godzin. Było mi bardzo przyjemnie. Cieszę się, że spędzę z nim środę. Jestem pewna, że będziemy się razem bawić.
Pisałam chwilę z Brad'em.
No dobra, skłamałam. Zaczęłam z nim pisać od 18:10 do 21, gdy już wracał do domu, pisał że bolą go trochę ręce i muszą mu odpocząć.
Pewnie się zastanawiacie, jakim cudem pisał ze mną w trakcie próby. Otóż, on pisała ze mną przez telefon. na FB. Ale potem przerzuciliśmy się na SMS'y.
W końcu wyszłam z pokoju i udałam się na duł, bu odnieść szklankę. W kuchni nie zastałam nikogo, co oznaczało tylko jedno, że skończyli pracę. Poszłam do salonu i spojrzałam na przez okno, czy nadal honda Dave'a stoi przed domem. Już jej na szczęście nie było.
Gdy wracałam do ciebie do pokoju, zaszłam jeszcze do pokoju babci, żeby zobaczyć, czy jest. Okazało się, że staruszka już śpi, całe szczęście. Wróciłam na górę do swojego pokoju. Zostawiłam u siebie zapaloną lampkę żeby łatwiej trafić do pokoju.
Otworzyłam i zamknęłam za sobą drzwi.
W moim pokoju, stał Sam. Jak co wieczór, przyszedł do mnie.
Podbiegłam do niego i skoczyłam na niego, a on złapał mnie i położył na łóżku. Nasz namiętnie pocałunki były coraz to głębsze. Usiadł na mnie okrakiem. Na wzajem się rozebraliśmy, a potem... no wiecie co. Nie muszę wam chyba wyjaśniać.
Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że nie wiedziałam czemu, ale męczyło mnie takie uczucie, jakbym zdradziła Brad'a...
*************************************************************************************
Jej! Mamy rozdział 8!
Kto się cieszy? Ja się cieszę! A ktoś poza mną?
Wreszcie nie było nudno!
Cieszę się strasznie, bo pisałam ten rozdział 3 godziny i mam nadzieję że wyszedł mi długi.
CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!
Dziękuję, że czytacie jeszcze mojego bloga.
~Jane
Po tym, jak Brad, chamsko z resztą wepchał się do kolejki, i kupił lody, poszliśmy na molo*. Niestety nie było naszych ulubionych smaków, więc ja kupiłam śmietankowy, a Brad czekoladowy (jego drugi ulubiony smak). Gdy spacerowaliśmy po molo, wpadliśmy na pomysł, zrobienia zdjęcia naszym lodom. Wiemy, że to strasznie głupi pomysł, i gorszego już nie mogliśmy wymyślić, ale po prostu tak jakoś nam to do głowy wpadło. Więc, Brad wyciągną swojego I-Phone'a i ustawiliśmy nasze ręce wzniesione ku górze w taki sposób, by było je dobrze widać. Po kilku próbach ustawienia się, wyszło nam świetne zdjęcie. Potem kiedy, już skończyliśmy nasze wygłupy, szliśmy dalej w stronę końca molo. Podczas naszej rozmowy i spaceru, moją uwagę, przykuła trzyosobowa grupka ludzi. Jeden z nich miał szorty do kolan i koszulkę z dziwnym znakiem, z którym się jeszcze nie spotkałam. Podejrzewałam, że to logo jakiegoś jego ulubionego zespołu. Koszulka mi się bardzo spodobała. Była czarna, z napisem "Linkin Park". Zastanawiałam się, co to za zespół. Jeszcze nigdy nie słyszałam o tym zespole. Może raz, czy dwa obiło mi się o uszy, ale tak, to nic. Wokół tego chłopaka stała dziewczyna i inny chłopak. Przyjrzałam im się. Wszyscy mieli koszulki z nadrukiem Linkin Park. Drugi chłopak trzymał w ręku gitarę, wszyscy byli czymś bardzo podekscytowani, co można było rozpoznać po tonie ich głosów. Poczułam, że Brad, który nadal szedł po mojej prawej stronie, spią się. Ten pierwszy spojrzał w moją stronę. I... jego oczy prawie wyszły. Ale nie na mój widok, na widok Brad'a.
Powiedział coś, do swoich przyjaciół i oni również, się obrócili w naszą stronę. Usłyszałam jak Brad po cichu przeklną, ale nie zdołałam zrozumieć jego słów. Grupka tych ludzi podeszła do nas, z wlepionymi gałami w Brad'a.
- Brad Delson? - zapytał, ten który ciągle miał ze sobą gitarę.
- Tak, to ja. -Odpowiedział, bez żadnej spiny, na luziku.
- Możemy Pana prosić o autografy? - zapytała dziewczyna.
- Jasneee -odpowiedział przeciągle.- A macie coś do pisania i kawałek kartki?
- Hmm... zaraz się coś znajdzie- odpowiedział ten, który pierwszy nas spostrzegł.
Szczerze powiem, nie wiedziałam o co chodzi.
Na serio, dlaczego Ci ludzie proszą Brad'a, o autografy? Dlaczego proszą o to zwykłego człowieka? Może Brad, udziela się jakoś w jakiś akcjach, na rzecz biednych czy bezdomnych? Kto to wie.
Na razie skupiłam się na tym, by nie wyglądać jak jakaś idiotka. Brad, podpisywał właśnie autograf dziewczyny, kiedy ten z gitarą zapytał:
- Chcesz może usłyszeć moje wykonanie "In Pieces"? -zapytał i się zarumienił.
- Jasne! Dajesz, stary. -Brad natychmiast się rozweselił. A ja nadal stałam i patrzyłam na tę scenę jak ciele w malowane wrota.
Brad, kończąc już pisać autograf dla drugiego chłopaka, podszedł do barierki i oparł się o nią.
- No, graj -pospieszył zestresowanego chłopaka.
Chuck- tak miał na imię, z tego co się dowiedziałam gdy Brad podpisywał mu autograf- usiadł na futerale do gitary. Odchrząkną i zaczął śpiewać:
- Telling me to go
But hands beg me to stay
Your lips say that you love
Your eyes say that you hate [...]
Gdy skończył, byłam jak oszołom. Dobrze że nie miałam rozdziawionej buzi. On śpiewał naprawdę genialnie. Stałam, w tym samym miejscu, w którym stałam wcześniej. Brad spojrzał na mnie i mrugną. Lola- dziewczyna- wychwyciła ten mały ruch i... zaczęła wypytywać.
- Brad, kim jest ta dziewczyna?
- To koleżanka - odpowiedział szybko.
- Długo się znacie? Nigdy jej z tobą nie widziałam...
- Wiesz... to prywatna sprawa.
- Czy będzie z tobą, na następnym spotkaniu fanów? - jej upierdliwość, zaczynała działać mi na nerwy.
- Nie wiem. Może. -Odpowiedział, a po tonie jego głosu uznałam, że to było "ostrzeżenie", że jak zada jeszcze jedno pytania, to ją udusi. Na szczęście zrozumiała o co chodzi i nie odezwała się więcej.
- Można zrobić sobie z tobą zdjęcie? Wiesz... nikt nam może nie uwierzyć, że Cię spotkaliśmy.
- Okej. -Powiedział Brad.
Wszyscy stanęli razem, obok siebie. Chuck poprosił mnie, żebym zrobiła zdjęcie. Dał mi swój profesjonalny aparat, poinstruował co i jak i ustawił się do zdjęcia.
Brad otworzył ramiona, tak jakby chciał ich przytulić i uśmiechną się. Dziewczyna skorzystała z okazji i się do niego przytuliła. Gdy to robiła, patrzyła mi prosto w oczy. To było chamskie. Czy ona myśli, że jak się do niego przytuli, to jakimś cudem będę na nią wściekła? No dobra, czas zrobić to zdjęcie. Popatrzyłam się znowu w obiektyw. Wychwyciłam spojrzenie Brad'a, które było utkwione we mnie.
No i znowu. Wiercenie w brzuchu. O matko, to uczucie było dziwne, śmieszne, przyjemne.
Dobra! Dość!
Nacisnęła szybko migawkę i zrobiłam zdjęcie. Czemu migawkę? Bo ja tak nazywam przycisk do robienia zdjęć.
Oddałam aparat właścicielowi i zmierzałam w kierunku przeciwnym, do którego szłam wcześniej wraz z Brad'em.
Właśnie, gdzie Brad?
Dla tego, że byłam już kawałek od nich, Brad do mnie dobiegł.
- Co się stało? - zapytał
- Nic. Możesz mi wyjaśnić, co to było? Te autografy, te zdjęcia? Kim ty w ogóle jesteś?
- Emm... no tak. Przepraszam, zapomniałam Ci powiedzieć o jednej najistotniejszej rzeczy na mój temat.
- Czyli...- robiłam się bardziej niecierpliwa.
- A więc. Od 1996 roku, jestem głównym gitarzystą, w zespole o nazwie Linkin Park. Wypuściliśmy na rynek już dwie płyty, jesteśmy w trakcie pracowania nad nową, oraz jeździmy w trasy koncertowe. W zespole jest nas sześciu. Są tymi moim przyjaciółmi, o których ci już kilka razy wspominałem. Chester, Rob, Joe, Mike i Phoenix, czyli David. Koncertujemy, tworzymy i przy tym świetnie się bawimy. Cieszyłem się, gdy Cię poznałem, bo ty, ani twoi znajomi, oprócz Caroline, nie wiedzieli kim jestem. Było mi z tym wygodnie. Większość, osób gdy dowiaduje się, kim jestem, zamęcza mnie, jak to jest być sławnym i w ogóle. Nie lubię odpowiadać na takie pytania, bo mogli by trochę pomyśleć i by wiedzieli. Jest ciężko.
Gdy zakończył swoją opowieść, nie wiedziałam co zrobić. Siedziałam i patrzyłam mu w oczy, tak jak on patrzył mi, gdy to wszystko opowiadał. Byłam oczarowana jego historią. Pomyśleć, że cały czas byłam z tak sławną osobą i nawet o tym nie wiedziałam. W sumie, nie zrobiło mi to większej różnicy. W wyglądzie się nie zmienił, w charakterze też. Więc co? Nic.
- Wiesz. Nie przeszkadza mi to, że jesteś sławny. Nie jestem też tym faktem jakoś przejęta, czy coś. Nie będę Cię też traktować, tak, jakbyś był kimś innym. Ja po prostu będę się zachowywać wobec Ciebie, normalnie. Tak jak wcześniej. -Wydusiłam z siebie, po dłuższym zastanowieniu.
Na twarzy Brad'a, pojawił się wyraźny wyraz ulgi. Wreszcie się uśmiechną.
- Cieszę się, że taka była twoja reakcja. Przepraszam jeszcze raz, za to zamieszanie z fanami.
- Nie ma sprawy -ucieszyłam się, że rozmowa jest znów luźna, tak jak wcześniej.
- Ej, wiesz może która godzina? -zapytał całkowicie od czapy Brad.
- Już, chwilkę. Sprawdzę. - Wyciągnęłam swój telefon i go odblokowałam, oraz spojrzałam na zegarek. - Dochodzi 18. Jest 17:46, a co?
- O Jezu... -jękną.- Na 18 znów, mamy próbę...
- Ojj. Szkoda, bardzo wielka. Macie jakiś dzień, bez prób? -zapytałam, z wyraźną nadzieję w głosie.
- Mamy. We środę i sobotę, mamy wolne. Tak to resztę tygodnia zapieprzamy.
- Okej, dziś jest poniedziałek. To może we środę, się zobaczymy?
- Dobra - odpowiedział, a jego uśmiech poszerzył się.
- Gdzie zaparkowałeś samochód?
- Emm... na parkingu, tym strzeżonym. A ty?
- Też - uśmiechnęłam się.
Brad i ja, wsiedliśmy do naszych samochodów i udaliśmy się każde w swoją stronę.
***
Gdy wróciłam do domu, panowała taka sama norma, co zwykle. Ogrodnik skończył pracę i poszedł posuwać moją matkę w jej sypialni. Babcie znowu gdzieś wcięło, a Sam pił kawę z Mary w kuchni. Weszłam do kuchni, moim naturalnym chodem. Sam dziwnie się na mnie popatrzył, ale ja spokojnie doszłam do lodówki i wyciągnęłam sok pomarańczowy. Nalałam go sobie do szklanki i poszłam do swojego pokoju pozostawiając milczących Sam'a i Mary.
W moim pokoju, trochę śmierdziało, ale to szczegół. Pewnie Sam się ty schował, żeby zapalić, bo go moja matka gdzieś goniła. Otworzyłam okno, żeby się przewietrzyło i usiadłam przed komputerem. Pisałam ze znajomymi. Caroline, Darcy i James'em. Nie to, że nie mam więcej znajomych, ja po prostu nie lubię pisać, z nikim innym, no chyba że z Sam'em, ale jego akuratnie teraz na Facebook'u nie było. Przeglądałam strony, gdy zobaczyłam że ktoś zaprosił mnie do znajomych. Kliknęłam i zobaczyłam profil Brad'a. Nie wahałam się ani chwili. Kliknęłam "potwierdź", a potem "tak".
Jakąś minutę potem, dostałam wiadomość od niego. Wysłał zdjęcie naszych lodów.Uśmiechnęłam się na ten widok. Przypomniał nam się nasz dzisiejszy spacer, a potem to co mi powiedział. Byłam naprawdę szczęśliwa, że spędziłam z nim, chodź to kilka godzin. Było mi bardzo przyjemnie. Cieszę się, że spędzę z nim środę. Jestem pewna, że będziemy się razem bawić.
Pisałam chwilę z Brad'em.
No dobra, skłamałam. Zaczęłam z nim pisać od 18:10 do 21, gdy już wracał do domu, pisał że bolą go trochę ręce i muszą mu odpocząć.
Pewnie się zastanawiacie, jakim cudem pisał ze mną w trakcie próby. Otóż, on pisała ze mną przez telefon. na FB. Ale potem przerzuciliśmy się na SMS'y.
W końcu wyszłam z pokoju i udałam się na duł, bu odnieść szklankę. W kuchni nie zastałam nikogo, co oznaczało tylko jedno, że skończyli pracę. Poszłam do salonu i spojrzałam na przez okno, czy nadal honda Dave'a stoi przed domem. Już jej na szczęście nie było.
Gdy wracałam do ciebie do pokoju, zaszłam jeszcze do pokoju babci, żeby zobaczyć, czy jest. Okazało się, że staruszka już śpi, całe szczęście. Wróciłam na górę do swojego pokoju. Zostawiłam u siebie zapaloną lampkę żeby łatwiej trafić do pokoju.
Otworzyłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Podbiegłam do niego i skoczyłam na niego, a on złapał mnie i położył na łóżku. Nasz namiętnie pocałunki były coraz to głębsze. Usiadł na mnie okrakiem. Na wzajem się rozebraliśmy, a potem... no wiecie co. Nie muszę wam chyba wyjaśniać.
Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że nie wiedziałam czemu, ale męczyło mnie takie uczucie, jakbym zdradziła Brad'a...
*************************************************************************************
Jej! Mamy rozdział 8!
Kto się cieszy? Ja się cieszę! A ktoś poza mną?
Wreszcie nie było nudno!
Cieszę się strasznie, bo pisałam ten rozdział 3 godziny i mam nadzieję że wyszedł mi długi.
CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!
Dziękuję, że czytacie jeszcze mojego bloga.
~Jane
środa, 12 czerwca 2013
Rozdział 7
Marcie.
Gdy znalazłam się w domu, oczywiście mamy nie było, poszłam się przebrać. Zastanawiałam się co na siebie włożyć. Jak to przecież dziewczyny mają w zwyczaju. Kompletnie nie wiedziałam co włożyć. Wreszcie wybrałam jakiś komplet którego kompletowanie zajęło mi chwilę. Oczywiście, uznałam że te buty na obcasie w ogóle nie będą pasować. Tak, wiem że Brad jest cholernie wysoki, ale przecież idziemy do kina, a nie na imprezę. Zachowałam trochę powagi i z szafy wyciągnęłam nie używane dotychczas trampki. Miałam nadzieję, że wyjdę jak mamy jeszcze nie będzie, bo jak ta ząza mnie przyłapie w takich ciuchach, to dupa blada. Ale dobra, zresztą nie ważne.
Moje ciuchy były już gotowe, więc czas się odświeżyć. Weszłam do swojej łazienki i popatrzyłam w lusterko. Moje włosy, seryjnie super wyglądają - pomyślałam. Rozebrałam się i po raz kolejny dzisiaj, wzięłam prysznic. Na szczęście, pomyślałam zanim puściłam wodę i upięłam włosy, bo nie chciałam ich ponownie niszczyć suszarką. Gdy mój prysznic dobiegł końca porządnie się wytarłam i ubrałam. Czas na makijaż -pomyślałam.
Usiadłam do mojej toaletki, która znajdowała się w pomieszczeniu, tak jakby odizolowanym od łazienki, ale do łazienki i tego pomieszczenia były jedne drzwi. Wiecie o co chodzi, no nie? No nie ważne. Najpierw zaczęłam od korektora, by "usunąć" wszelkie nie doskonałości i zaczerwienienia. Potem to już z górki, trochę fluidu, różu, maskary. Gdy moje ręce zajmowały się twarzą, umysł robił co innego. Moja pamięć, sięgała do nocy, w której to ja i Brad się poznaliśmy. Do przedstawienia się, do pójścia razem po piwo, do pocałunku... W gruncie rzeczy, to najebani w cztery dupy, to my nie byliśmy. Znaczy się mi wystarczą dwa piwa i jestem jak zjarany Zbyszek, ale przecież wtedy wypiłam jakieś pół piwa. Brad wypił trochę więcej, bo przecież jedno pił, zanim zerowali, potem pił, jak zerowali, a potem pił jak graliśmy w butelkę. Tak, wszystko z tym pocałunkiem byłoby idealnie, gdyby nie to, że Brad'owi jebało z gęby piwem jak ze stajni Augiasza. Ale ten fakt pomińmy. Nie wiem czemu, ale gdy się całowaliśmy czułam coś dziwnego. Takiego dziwnego na maxa. Ton nie to, co czułam całując się z Sam'em. Wtedy czułam i wiedziałam, że nie możemy być razem, że to tylko sex. Ale kiedy poczułam smak ust Brad'a.... To było uczucie jakiego jeszcze nigdy nie zaznałam. Jego wargi dobrze wiedziały co robić, a język nie dawał za wygraną, kiedy starałam się górować. Lubię, jak ktoś chce ze mną "walczyć", w ten sposób. Sam też próbuje, ale on nie robi tego tak jak zrobił Brad. Sam łapie mnie za szyje i przerwa pocałunek. To nie jest miłe, zwłaszcza kiedy się nakręcę. Ciekawe jakby się czuł, gdybym ja tak zrobiła, gdyby jego staną, a ja na to "Nie dziś kotku"? Na pewno nie wiedziałby co zrobić. Nie no, jestem za obleśna. Powinnam przestać, bo to jest niesmaczne. No dobra, a jak tam się miewa mój makijaż? Całkiem nieźle mi to wyszło. Okej... a teraz fryzura.
Zawsze mam problem z tym, jak się uczesać. Teraz, kiedy mam te fioletowe włosy, pasowałby się jakoś "chwalić" tym światu. Ale jest bardzo gorąco, więc zrobię sobie ładnego warkocza wokół głowy. Po jakiś 30 minutach, prazy nad fryzurą, ręce bolały mnie w każdym miejscu, ale przynajmniej osiągnęłam efekt, jakiego pragnęłam. Teraz, moje włosy wyglądały na prawdę zabójczo. A w dodatku, wystawały gdzie nie gdzie małe kosmyki, co nadawało fryzurze oryginalnego wyglądu. Cieszyłam się, że moja fryzura wyglądała tak, a nie inaczej. Zwykle robię tak, że kilka razy przeczesze włosy szczotką i wiąże w warkocz, albo kok. No dobra, nie ważne. Która godzina?
Spojrzałam na wyświetlacz mojego I-Phone'a.
- O kurwa! - krzyknęłam.
Na zegarku, była 15:03. Powinnam tam być, przynajmniej pięć minut temu! Gdybyś nie zajmowała się tyle swoim ryjem, to byś się nie spóźniła, a teraz on tam biedy czeka! - skarciłam się w myślach.
Schowałam telefon do kieszeni i wzięłam klucze do samochodu. Tak będzie szybciej, niż jakbym miała biec.
Po drodze (do garażu) napotkałam Mary, która pytała gdzie się wybieram. Szybko rzuciłam coś w stylu "Z koleżankami na miasto!" i byłam w garażu. Przycisnęłam przycisk "otwórz" i wsiadłam do mojego BMW. Brama garażu się otworzyła, a ja wyjechałam z piskiem opon. Popatrzyłam na deskę rozdzielczą, gdzie znajdował się zegarek. Jezu... 15:08! Złapałam telefon, który wsiadając rzuciłam na siedzenie pasażera, ponieważ nie lubię jak mnie "uraża" w nogę, kiedy prowadzę. Złapałam go i przycisnęłam na ikonkę "Wiadomości". Wybrałam kontakt i wpisałam "Przepraszam, że się spóźniam. Zaraz będę". Napisałam i położyłam sobie telefon na udach, w nadziei że szybko uzyskam odpowiedz. Nie myliłam się, otworzyłam kopertkę i przeczytałam wiadomość " Spokojnie, nic się nie stało, nie czekam długo. Uważaj jak jedziesz, żebym nie musiał iść do ciebie do szpitala". Zaśmiałam się. To uroczę że się troszczy. Odłożyłam telefon na siedzenie pasażera. Dopiero teraz, zorientowałam się, że jadę w absolutnej ciszy. Co jest po prostu nie dopuszczalne! Włączyłam radio. Akuratnie trafiłam na piosenkę, która mi się ostatnio bardzo podobała, czyli Imagine Dragons- Radioactive. Trochę wstyd się przyznać, ale zaczęłam śpiewać. Nie będę wam tu kłamać, że jestem bardzo utalentowana. W ogóle nie umiem śpiewać. Serio. Jak otwieram usta, moi znajomi zakrywają uszy. Zresztą nie dziwię im się. Dobrze że przynajmniej mam dobry gust muzyczny.
Tak nad tym rozmyślałam, że jeszcze trochę, a ominęłabym wjazd na przystań. Na szczęście zorientowałam się w miarę prędko i zdążyłam skręcić. Zjechałam na płatny i za razem strzeżony parking. Podszedł do mnie strażnik i zażądał opłaty. Wyciągnęłam ze schowka dwa dolary i podałam mu. Wyciągnęłam jeszcze 20 kiedy już odszedł i gdy wysiadłam, zamknęłam wszędzie drzwi. Wzięłam I-Phona, wystukałam dwa słowa "Gdzie jesteś?" i razem z kluczykami wsadziłam go do kieszeni. Dobrze że wzięłam jakieś okulary, bo słońce nie miłosiernie raziło. Założyłam okulary i wyruszyłam na poszukiwanie Brad'a.
Przechodziłam właśnie koło butki z Hot- Dog'ami, gdy poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach. Gwałtownie się odwróciłam. Miałam już tej osobie dać w twarz, kiedy rozpoznałam że to Brad. Uśmiechną się do mnie serdecznie.
- Cześć. - Przywitał się.
- Hej, myślałam że to ja miałam Cię szukać.
- A widzisz? To ja znalazłem Ciebie - uśmiechną się szerzej, ukazując w ten sposób szereg biały zębów.
- To gdzie idziemy? - zapytałam, nie mogąc oprzeć się pokusie, by również się uśmiechnąć.
- Pomyślałem, że najpierw zjemy lody, a potem się zobaczy. Co ty na to?
- W tak gorący dzień, jak dzisiejszy nie robiłabym nic innego, jak tylko jadła lody. A tak w ogóle, to jaki jest twój ulubiony smak?
- Mój? Wiesz... ja lubię każdy smak, choć największą słabość mam do waniliowych. A ty?
- Ja to uwielbiam truskawkę. Nie wiem czemu, od dzieciństwa jem tylko lody truskawkowe.
- Aha.
- Ej, a mogę wiedzieć. gdzie ty i Caroline się spotkaliście?
- To było jakiś czas temu, w jakiejś knajpie. Poszedłem tam opić z kolegami wolność jednego z nich i Chester na nią trafił. Mówiła że miały ty być też jej dwie kumpele, ale coś im wypadło. Miała iść, ale Chester ją powstrzymał, obiecując że się będzie z nią bawił, do puki się nie zmęczy. Więc została i tak poznała mnie i resztę chłopaków. Miło spędziliśmy razem czas. Po jakimś czasie, zaproponowała żeby któryś z nas poszedł do ciebie, na tę "imprezę", nie miałem co robić, więc przyszedłem. I nie żałuję, było świetnie. - Spojrzał na mnie kiedy zmierzaliśmy w stronę budki z lodami. Nawet bym tego nie zauważyła, gdyby nie to, że w chwili w której skończył, popatrzyłam w jego oczy, a on w moje.
Poczułam delikatne uderzenie w brzuchu. Jakby ktoś mnie od środka uderzał. Moje serce zaczęło bić szybciej, ale nie głośniej, tak jakby chciało zachować ciszę w tym momencie. A na karku poczułam mrowienie, jakbym się spociła. Miałam ochotę zdjąć okulary, stanąć na palcach i wpić się w jego wargi, ale właśnie w sekundzie w której miałam zdejmować okulary, coś mną trąciło, tak że upadłam.
Szybko wstałam i zobaczyłam sprawcę mojego wypadku. Była to na oko siedmioletnia dziewczynka, w blond warkoczykach, która pędziła do klauna, który malował twarze. Dziewczynka spojrzała na mnie z wyraźnym smutkiem w oczach. Podeszła do mnie, gdy wstałam.
- Przepraszam panią bardzo. J-j-ja nie chciałam pani potrącić - wyjąkała ledwo powstrzymując łzy.
- Nic się nie stało. Spokojnie, biegnij do klauna, tylko już nikogo nie potrąć - powiedziałam i posłałam jej najbardziej radosny i pokrzepiający uśmiech, jaki tylko potrafiłam. Dziewczynka również odpowiedziała mi uśmiechem, odeszła tym razem spokojnie.
Otrzepałam moje spodenki i spojrzałam na Brad'a.
- Urocza. -Stwierdził.
Popatrzyłam na niego, i podniosłam jedną brew do góry. Jednak to że powiedział "urocza", wzbudziło we mnie coś w stylu radości.
- Tak masz rację. No chodźmy po te lody bo już mnie w gardle pali -stwierdziłam.
Nie odezwał się, tylko przyśpieszył i za jakieś 7 sekund, staliśmy w kolejce po lody.
****************************************************************************************
Przepraszam, że ten rozdział taki krótki, ale muszę zrobić dużo zadania.
Wiem, był cholernie nudny. Nic się w nim nie działo.
Liczę na kolejne komentarze.
Może i był krótki, ale mam nadzieję że wam się podobał.
Cieszę się że mam tyle wyświetleń. Dziękuję wam.
Czytasz?- KOMENTUJESZ!!!
~Jane
Gdy znalazłam się w domu, oczywiście mamy nie było, poszłam się przebrać. Zastanawiałam się co na siebie włożyć. Jak to przecież dziewczyny mają w zwyczaju. Kompletnie nie wiedziałam co włożyć. Wreszcie wybrałam jakiś komplet którego kompletowanie zajęło mi chwilę. Oczywiście, uznałam że te buty na obcasie w ogóle nie będą pasować. Tak, wiem że Brad jest cholernie wysoki, ale przecież idziemy do kina, a nie na imprezę. Zachowałam trochę powagi i z szafy wyciągnęłam nie używane dotychczas trampki. Miałam nadzieję, że wyjdę jak mamy jeszcze nie będzie, bo jak ta ząza mnie przyłapie w takich ciuchach, to dupa blada. Ale dobra, zresztą nie ważne.
Moje ciuchy były już gotowe, więc czas się odświeżyć. Weszłam do swojej łazienki i popatrzyłam w lusterko. Moje włosy, seryjnie super wyglądają - pomyślałam. Rozebrałam się i po raz kolejny dzisiaj, wzięłam prysznic. Na szczęście, pomyślałam zanim puściłam wodę i upięłam włosy, bo nie chciałam ich ponownie niszczyć suszarką. Gdy mój prysznic dobiegł końca porządnie się wytarłam i ubrałam. Czas na makijaż -pomyślałam.
Usiadłam do mojej toaletki, która znajdowała się w pomieszczeniu, tak jakby odizolowanym od łazienki, ale do łazienki i tego pomieszczenia były jedne drzwi. Wiecie o co chodzi, no nie? No nie ważne. Najpierw zaczęłam od korektora, by "usunąć" wszelkie nie doskonałości i zaczerwienienia. Potem to już z górki, trochę fluidu, różu, maskary. Gdy moje ręce zajmowały się twarzą, umysł robił co innego. Moja pamięć, sięgała do nocy, w której to ja i Brad się poznaliśmy. Do przedstawienia się, do pójścia razem po piwo, do pocałunku... W gruncie rzeczy, to najebani w cztery dupy, to my nie byliśmy. Znaczy się mi wystarczą dwa piwa i jestem jak zjarany Zbyszek, ale przecież wtedy wypiłam jakieś pół piwa. Brad wypił trochę więcej, bo przecież jedno pił, zanim zerowali, potem pił, jak zerowali, a potem pił jak graliśmy w butelkę. Tak, wszystko z tym pocałunkiem byłoby idealnie, gdyby nie to, że Brad'owi jebało z gęby piwem jak ze stajni Augiasza. Ale ten fakt pomińmy. Nie wiem czemu, ale gdy się całowaliśmy czułam coś dziwnego. Takiego dziwnego na maxa. Ton nie to, co czułam całując się z Sam'em. Wtedy czułam i wiedziałam, że nie możemy być razem, że to tylko sex. Ale kiedy poczułam smak ust Brad'a.... To było uczucie jakiego jeszcze nigdy nie zaznałam. Jego wargi dobrze wiedziały co robić, a język nie dawał za wygraną, kiedy starałam się górować. Lubię, jak ktoś chce ze mną "walczyć", w ten sposób. Sam też próbuje, ale on nie robi tego tak jak zrobił Brad. Sam łapie mnie za szyje i przerwa pocałunek. To nie jest miłe, zwłaszcza kiedy się nakręcę. Ciekawe jakby się czuł, gdybym ja tak zrobiła, gdyby jego staną, a ja na to "Nie dziś kotku"? Na pewno nie wiedziałby co zrobić. Nie no, jestem za obleśna. Powinnam przestać, bo to jest niesmaczne. No dobra, a jak tam się miewa mój makijaż? Całkiem nieźle mi to wyszło. Okej... a teraz fryzura.
Zawsze mam problem z tym, jak się uczesać. Teraz, kiedy mam te fioletowe włosy, pasowałby się jakoś "chwalić" tym światu. Ale jest bardzo gorąco, więc zrobię sobie ładnego warkocza wokół głowy. Po jakiś 30 minutach, prazy nad fryzurą, ręce bolały mnie w każdym miejscu, ale przynajmniej osiągnęłam efekt, jakiego pragnęłam. Teraz, moje włosy wyglądały na prawdę zabójczo. A w dodatku, wystawały gdzie nie gdzie małe kosmyki, co nadawało fryzurze oryginalnego wyglądu. Cieszyłam się, że moja fryzura wyglądała tak, a nie inaczej. Zwykle robię tak, że kilka razy przeczesze włosy szczotką i wiąże w warkocz, albo kok. No dobra, nie ważne. Która godzina?
Spojrzałam na wyświetlacz mojego I-Phone'a.
- O kurwa! - krzyknęłam.
Na zegarku, była 15:03. Powinnam tam być, przynajmniej pięć minut temu! Gdybyś nie zajmowała się tyle swoim ryjem, to byś się nie spóźniła, a teraz on tam biedy czeka! - skarciłam się w myślach.
Schowałam telefon do kieszeni i wzięłam klucze do samochodu. Tak będzie szybciej, niż jakbym miała biec.
Po drodze (do garażu) napotkałam Mary, która pytała gdzie się wybieram. Szybko rzuciłam coś w stylu "Z koleżankami na miasto!" i byłam w garażu. Przycisnęłam przycisk "otwórz" i wsiadłam do mojego BMW. Brama garażu się otworzyła, a ja wyjechałam z piskiem opon. Popatrzyłam na deskę rozdzielczą, gdzie znajdował się zegarek. Jezu... 15:08! Złapałam telefon, który wsiadając rzuciłam na siedzenie pasażera, ponieważ nie lubię jak mnie "uraża" w nogę, kiedy prowadzę. Złapałam go i przycisnęłam na ikonkę "Wiadomości". Wybrałam kontakt i wpisałam "Przepraszam, że się spóźniam. Zaraz będę". Napisałam i położyłam sobie telefon na udach, w nadziei że szybko uzyskam odpowiedz. Nie myliłam się, otworzyłam kopertkę i przeczytałam wiadomość " Spokojnie, nic się nie stało, nie czekam długo. Uważaj jak jedziesz, żebym nie musiał iść do ciebie do szpitala". Zaśmiałam się. To uroczę że się troszczy. Odłożyłam telefon na siedzenie pasażera. Dopiero teraz, zorientowałam się, że jadę w absolutnej ciszy. Co jest po prostu nie dopuszczalne! Włączyłam radio. Akuratnie trafiłam na piosenkę, która mi się ostatnio bardzo podobała, czyli Imagine Dragons- Radioactive. Trochę wstyd się przyznać, ale zaczęłam śpiewać. Nie będę wam tu kłamać, że jestem bardzo utalentowana. W ogóle nie umiem śpiewać. Serio. Jak otwieram usta, moi znajomi zakrywają uszy. Zresztą nie dziwię im się. Dobrze że przynajmniej mam dobry gust muzyczny.
Tak nad tym rozmyślałam, że jeszcze trochę, a ominęłabym wjazd na przystań. Na szczęście zorientowałam się w miarę prędko i zdążyłam skręcić. Zjechałam na płatny i za razem strzeżony parking. Podszedł do mnie strażnik i zażądał opłaty. Wyciągnęłam ze schowka dwa dolary i podałam mu. Wyciągnęłam jeszcze 20 kiedy już odszedł i gdy wysiadłam, zamknęłam wszędzie drzwi. Wzięłam I-Phona, wystukałam dwa słowa "Gdzie jesteś?" i razem z kluczykami wsadziłam go do kieszeni. Dobrze że wzięłam jakieś okulary, bo słońce nie miłosiernie raziło. Założyłam okulary i wyruszyłam na poszukiwanie Brad'a.
Przechodziłam właśnie koło butki z Hot- Dog'ami, gdy poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach. Gwałtownie się odwróciłam. Miałam już tej osobie dać w twarz, kiedy rozpoznałam że to Brad. Uśmiechną się do mnie serdecznie.
- Cześć. - Przywitał się.
- Hej, myślałam że to ja miałam Cię szukać.
- A widzisz? To ja znalazłem Ciebie - uśmiechną się szerzej, ukazując w ten sposób szereg biały zębów.
- To gdzie idziemy? - zapytałam, nie mogąc oprzeć się pokusie, by również się uśmiechnąć.
- Pomyślałem, że najpierw zjemy lody, a potem się zobaczy. Co ty na to?
- W tak gorący dzień, jak dzisiejszy nie robiłabym nic innego, jak tylko jadła lody. A tak w ogóle, to jaki jest twój ulubiony smak?
- Mój? Wiesz... ja lubię każdy smak, choć największą słabość mam do waniliowych. A ty?
- Ja to uwielbiam truskawkę. Nie wiem czemu, od dzieciństwa jem tylko lody truskawkowe.
- Aha.
- Ej, a mogę wiedzieć. gdzie ty i Caroline się spotkaliście?
- To było jakiś czas temu, w jakiejś knajpie. Poszedłem tam opić z kolegami wolność jednego z nich i Chester na nią trafił. Mówiła że miały ty być też jej dwie kumpele, ale coś im wypadło. Miała iść, ale Chester ją powstrzymał, obiecując że się będzie z nią bawił, do puki się nie zmęczy. Więc została i tak poznała mnie i resztę chłopaków. Miło spędziliśmy razem czas. Po jakimś czasie, zaproponowała żeby któryś z nas poszedł do ciebie, na tę "imprezę", nie miałem co robić, więc przyszedłem. I nie żałuję, było świetnie. - Spojrzał na mnie kiedy zmierzaliśmy w stronę budki z lodami. Nawet bym tego nie zauważyła, gdyby nie to, że w chwili w której skończył, popatrzyłam w jego oczy, a on w moje.
Poczułam delikatne uderzenie w brzuchu. Jakby ktoś mnie od środka uderzał. Moje serce zaczęło bić szybciej, ale nie głośniej, tak jakby chciało zachować ciszę w tym momencie. A na karku poczułam mrowienie, jakbym się spociła. Miałam ochotę zdjąć okulary, stanąć na palcach i wpić się w jego wargi, ale właśnie w sekundzie w której miałam zdejmować okulary, coś mną trąciło, tak że upadłam.
Szybko wstałam i zobaczyłam sprawcę mojego wypadku. Była to na oko siedmioletnia dziewczynka, w blond warkoczykach, która pędziła do klauna, który malował twarze. Dziewczynka spojrzała na mnie z wyraźnym smutkiem w oczach. Podeszła do mnie, gdy wstałam.
- Przepraszam panią bardzo. J-j-ja nie chciałam pani potrącić - wyjąkała ledwo powstrzymując łzy.
- Nic się nie stało. Spokojnie, biegnij do klauna, tylko już nikogo nie potrąć - powiedziałam i posłałam jej najbardziej radosny i pokrzepiający uśmiech, jaki tylko potrafiłam. Dziewczynka również odpowiedziała mi uśmiechem, odeszła tym razem spokojnie.
Otrzepałam moje spodenki i spojrzałam na Brad'a.
- Urocza. -Stwierdził.
Popatrzyłam na niego, i podniosłam jedną brew do góry. Jednak to że powiedział "urocza", wzbudziło we mnie coś w stylu radości.
- Tak masz rację. No chodźmy po te lody bo już mnie w gardle pali -stwierdziłam.
Nie odezwał się, tylko przyśpieszył i za jakieś 7 sekund, staliśmy w kolejce po lody.
****************************************************************************************
Przepraszam, że ten rozdział taki krótki, ale muszę zrobić dużo zadania.
Wiem, był cholernie nudny. Nic się w nim nie działo.
Liczę na kolejne komentarze.
Może i był krótki, ale mam nadzieję że wam się podobał.
Cieszę się że mam tyle wyświetleń. Dziękuję wam.
Czytasz?- KOMENTUJESZ!!!
~Jane
sobota, 8 czerwca 2013
Rozdział 6
Brad.
Trzymałem telefon przy uchu, a drugą przytrzymywałem swoją gitarę przy biodrze. Miałem nadzieję że szybko odbierze, ponieważ przerwa na próbie według Mike'a, powinna trwać krótko byśmy "nie wypadli z rytmu". Miałem jeszcze chyba 3 minuty, więc musiałem się streszczać.
Słyszałem już w słuchawce jej piosenkę na czekanie. Było to AC/DC Highway to Hell. Jeszcze trochę, a zacząłbym grać na gitarze to co grał Angus Young. Na całe szczęście się powstrzymałem i cierpliwie czekałem aż odbierze. Był już drugi dzwonek, pomyślałem że może się bać odebrać, bo chyba jeszcze nie zdążyła zapisać mojego numeru, albo po prostu nie słyszy że dzwonie.
W końcu usłyszałem jak dzwonek cichnie i telefon został odebrany.
- Halo? -zapytała.
- Cześć Marcie. Tu Brad.
- O, taaak. Cześć Brad, co słychać?
- W porządku, chciałem zapytać, czy może nie chciałabyś się potem gdzieś przejść? Może do kina albo na plaże.
Chwilę się zastanawiała.
- Potem, czyli kiedy?
- Wiesz... ja kończę pracę gdzieś tak o 15, więc może tak jakoś?
- Okej, nie ma sprawy. Spotkamy się na przystani. Brad, wiesz ja muszę już kończyć, bo mama przyjechała. Idę jeść śniadania. Paa
- Pa. - I... rozłączyła się.
Schowałem telefon do kieszeni dresów i założyłem pasek do gitary na szyję i wróciłem do chłopaków. Joe coś kombinował na swojej konsolecie, Chester i Mike rozmawiali i pili wodę, a Pheonix'a i Rob'a, gdzieś wcięło.
- I jak? - zapytał Chazz, spoglądając na mnie.
- Co jak? - zdziwiłem się.
- No, czy pójdzie z tobą się przejść?
- Skąd wiesz?
- Jezu, stary. Jak się zakochasz to dupa blada. Jesteś nie ogarnięty! Zanim poszedłeś zadzwonić powiedziałeś że zadzwonisz do koleżanki. A wszyscy wiemy że nie masz koleżanek. Więc, widzie z tobą?
- Tak. -Odpowiedziałem. Ja pierdziele, chłopaki mają racje, faktycznie im powiedziałem że idę zadzwonić. Jestem powalony...
Marcie
Gdy moja i Brad'a rozmowa się zakończyła, wpatrywałam się nadal w ekran mojego I-Phone'a. Zapisałam jego numer i nadal się wpatrywałam. Czy ja mam nie po kolei w głowie? Eh...
Schowałam wreszcie ten telefon do kieszeni. Babcia patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem.
- Coś się stało?- zapytałam.
- Czy to było AC/DC? - odpowiedziała pytaniem na pytania.
- Babciu, skąd ty to wiesz?
- Ach, nie ważne. O patrz, mama Cię woła. - Nie chciałam żeby mnie tak łatwo zbyła, ale faktycznie mama mnie wołała.
Wstałam z leżaka i ruszyłam w stronę drzwi do domu. Mama stała w nich do momentu, w którym zobaczyła że idę w jej kierunku. Gdy weszłam już do środka, zmierzałam właśnie w kierunku kuchni, gdy coś mnie pociągnęło do pralni. Jeszcze trochę, a zaczęłabym krzyczeć, gdyby nie to, że moje usta były zasłonięte czyjąś dłonią. Jedną ręką ktoś zakrywał mi usta, a drugą obejmował w pasie. Cholernie się przestraszyłam! Napad we własnym domu! Co jeszcze? Może ktoś będzie strzelał do mnie jak będę odpalać samochód? W garażu!
Ta osoba, odwróciła mnie do siebie przodem. Na początku nawet nie chciałam widzieć, kto to tylko wyrywać się i grzmocić GO pięściami w tors. Ale gdy uniosłam głowę do góry przeżyłam szok.
- No cześć mała! - powiedział.
- Ty debilu! Przestraszyłam się!- powiedziałam i wtuliłam się w tors Sam'a.
- Tęskniłaś?
- Jeszcze pytasz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, ale tak jakoś się czułam, jakbym kłamała.
- Wiedziałem- uśmiechną się.
- Czemu się wcześniej nie pokazałeś?
- Dopiero wróciłem. Musiałem jechać jeszcze na zakupy...- przerwały mu natarczywe i głośne krzyki mojej matki. - Wiesz co? Chyba musisz iść. Widzimy się dziś, jak skończę pracę?
- Oczywiście -odpowiedziałam i stanęłam na palcach by go pocałować.
- Marcieeeeeee!!!!!!!- usłyszeliśmy krzyk tuż koło drzwi. Krzyk ten bowiem należał do mojej matki. Szybko od siebie odskoczyliśmy. Na szczęście mama przeszła koło drzwi i gdzieś poszła. Na szczęście.
- Chyba musisz już iść. - Stwierdził Sam, krztusząc się śmiechem.
- Ha ha ha! Bardzo zabawne -odpowiedziałam mając nadzieję że zabrzmiało to kąśliwie.
- No już, no już. Daj buzi i spadam. To jak, dasz? - zapytał, rozchylając swoje ramiona.
- Pff...
Podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek, jednak było po nim widać że chce więcej. Złapał moją głowę w soje dłonie i złączył moje usta z jego w namiętnym pocałunku. Sam operował swoim językiem z grabinie i szybko w moich ustach, a ja tam coś od czasu do czasu ruszyłam swoim. Jakoś nie miałam ochoty na całusy i te klimaty.
Przerwałam pocałunek, zdyszana wyszeptałam "Później" i wyszłam.
Weszłam do kuchni. Mamy tam nie było. Uff... Zajęłam się tym, co po sobie zostawiła. Wsadziłam produkty spożywcze do lodówki i skierowałam się na taras, gdzie ona już sama jadła to co przygotowała Mary. Widać po niej było, że jest na mnie za coś zła.
- Cześć. - Powiedziałam oschle.
- Dzień dobry. Gdzie byłaś? Szukałam cię i wołałam.
- Nie słyszałam.
- Siadaj i jedz. Josh przyjedzie jutro. Jakie masz na dziś plany?
- Tata jutro będzie? - zdziwiłam się.- Dziś pójdę do fryzjera, odwiedzimy z Darcy Caroline i gdzieś się wybiorę ze znajomymi. A co?
- A nic. Potrzebujesz pieniędzy na tego fryzjera?
- Nie, zostało mi coś jeszcze z ostatnich zakupów.
- Dobrze, w takim razie ja dziś też się gdzieś wybieram. Pojadę do galerii z Dave'm i wybierzemy nowe rośliny.
- Spoko, wisi mi to. - Matka skarciła mnie wzrokiem za to, że powiedziałam "wisi mi to". A mam to wszystko w dupie.
***
- Jak myślisz, co powie Caroline jak zobaczy twoją nową fryzurę? - zapytała Darcy, patrząc cały czas na moje włosy.
- Nie wiem, pewnie stwierdzi, że mam nierówno pod sufitem. - Zaśmiałyśmy się.
Właśnie wchodziłyśmy do studia w którym Caroline pracuje jako modelka. Darcy razem ze mna poszła do fryzjera, ona tylko ścinała włosy. Ja natomiast zrobiłam sobie fioletowe włosy. Według mnie były zajebiste, według Darcy były zajebiste i do mnie pasowały. Czegóż chcieć więcej? Przy wejściu przywitał nas ochroniarz, stwierdzając że do twarzy mi w tym kolorze. Weszłyśmy do pomieszczenia do którego mogły wchodzić osoby tylko z taką specjalną kartą, jaką ja i Darcy dostałyśmy od C. Trafiłyśmy właśnie na moment, w którym mieli przerwę. Kilka modelek rozmawiało ze stylistkami, a Caroline rozmawiała z Kate- fotografką. Podeszłyśmy do nich.
- Cześć wam! - zawołałyśmy
- Omg! Caroline, jak ty świetnie wyglądasz! - zawołała Caroline, a Kate przytaknęła.
- Do twarzy ci w tym kolorze. - Powiedziała Kate.
- Dziękuję.
- Ej! Mam genialny pomysł! - zawołała Kate. - Co ty na to, żebyś pozowała do kilku zdjęć?
- Cooo? Jaaa? -zdziwiłam się i to nie na żarty.
- No tak, mam już nawet kilka pomysłów. Tylko musiałabyś się przebrać i poddać charakteryzacji.
- Yyy... No nie wiem. Co wy na to? - zwróciłam się do moich przyjaciółek.
- Jeszcze pytasz? Lecisz do przebieralni! - zawołała Caroline.
- Stevie! - zawołała Kate do jednej kobiet stojących przy lustrach. Stevie natychmiast stanęła przy naszej grupce.
- Co jest?
- Kojarzysz jeszcze projekt "Zimowa purpura"?
- Ten, taki z tą taką dziewczyną? Jak ten to kojarzę.
- Tak, to ten. To jak, zrobisz z niej nasza zimową purpurę?- Kate wskazała na mnie, zadając Stevie to pytanie.
- Oczywiście.
Po 30 minutach.
Wyszłam z szatni ubrana w bardzo ładne zimowe ciuszki. Były w kolorach typu fioletu i lili. Ciągle jednak zastanawiało mnie to, o co chodzi z tą "Zimową Purpurą". Na jakieś pięć minut zasiadłam na fotelu przed wielkim lustrem, a efekt końcowy był wprost genialny! Nie mogłam siebie poznać. Wyglądałam jak żywcem wydarta z jakiejś bajki.
W końcu, zostałam ustawiona na całkowicie białym tle. Gdy Kate stanęła za aparatem, nie wiedziałam co mam robić. Ona oczywiście zaczęła mnie instruować, co i jak, a ja starałam się wykonywać jej polecenia jak najlepiej. Nastąpiła krótka przerwa podczas której podeszła do mnie makijażystka i poprawiła mój makijaż. Gdy oddaliła się, przerwa się skończyła, a Kate z powrotem strzelała mi foty. Kiedy wreszcie skończyła, ustaliłyśmy że zdjęcia wyśle na mojego mail'a. Poszłam się przebrać i razem z Darcy pożegnałyśmy się z Caroline i wyszłyśmy.
*********************************************************************************
Przepraszam że was zanudzam!
Ten i ostatni rozdział wyszły mi naprawdę nudne. Ale to tylko i wyłącznie z winy tego że mam mało czasu na pisanie!
Jestem kiepska w pisaniu. Wiem to.
Powinnam była nie zakładać tego bloga, a teraz was tylko zanudzam. Przepraszam ;(
Przebaczcie mi i liczę na wasze komentarze.
~Jane
Trzymałem telefon przy uchu, a drugą przytrzymywałem swoją gitarę przy biodrze. Miałem nadzieję że szybko odbierze, ponieważ przerwa na próbie według Mike'a, powinna trwać krótko byśmy "nie wypadli z rytmu". Miałem jeszcze chyba 3 minuty, więc musiałem się streszczać.
Słyszałem już w słuchawce jej piosenkę na czekanie. Było to AC/DC Highway to Hell. Jeszcze trochę, a zacząłbym grać na gitarze to co grał Angus Young. Na całe szczęście się powstrzymałem i cierpliwie czekałem aż odbierze. Był już drugi dzwonek, pomyślałem że może się bać odebrać, bo chyba jeszcze nie zdążyła zapisać mojego numeru, albo po prostu nie słyszy że dzwonie.
W końcu usłyszałem jak dzwonek cichnie i telefon został odebrany.
- Halo? -zapytała.
- Cześć Marcie. Tu Brad.
- O, taaak. Cześć Brad, co słychać?
- W porządku, chciałem zapytać, czy może nie chciałabyś się potem gdzieś przejść? Może do kina albo na plaże.
Chwilę się zastanawiała.
- Potem, czyli kiedy?
- Wiesz... ja kończę pracę gdzieś tak o 15, więc może tak jakoś?
- Okej, nie ma sprawy. Spotkamy się na przystani. Brad, wiesz ja muszę już kończyć, bo mama przyjechała. Idę jeść śniadania. Paa
- Pa. - I... rozłączyła się.
Schowałem telefon do kieszeni dresów i założyłem pasek do gitary na szyję i wróciłem do chłopaków. Joe coś kombinował na swojej konsolecie, Chester i Mike rozmawiali i pili wodę, a Pheonix'a i Rob'a, gdzieś wcięło.
- I jak? - zapytał Chazz, spoglądając na mnie.
- Co jak? - zdziwiłem się.
- No, czy pójdzie z tobą się przejść?
- Skąd wiesz?
- Jezu, stary. Jak się zakochasz to dupa blada. Jesteś nie ogarnięty! Zanim poszedłeś zadzwonić powiedziałeś że zadzwonisz do koleżanki. A wszyscy wiemy że nie masz koleżanek. Więc, widzie z tobą?
- Tak. -Odpowiedziałem. Ja pierdziele, chłopaki mają racje, faktycznie im powiedziałem że idę zadzwonić. Jestem powalony...
Marcie
Gdy moja i Brad'a rozmowa się zakończyła, wpatrywałam się nadal w ekran mojego I-Phone'a. Zapisałam jego numer i nadal się wpatrywałam. Czy ja mam nie po kolei w głowie? Eh...
Schowałam wreszcie ten telefon do kieszeni. Babcia patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem.
- Coś się stało?- zapytałam.
- Czy to było AC/DC? - odpowiedziała pytaniem na pytania.
- Babciu, skąd ty to wiesz?
- Ach, nie ważne. O patrz, mama Cię woła. - Nie chciałam żeby mnie tak łatwo zbyła, ale faktycznie mama mnie wołała.
Wstałam z leżaka i ruszyłam w stronę drzwi do domu. Mama stała w nich do momentu, w którym zobaczyła że idę w jej kierunku. Gdy weszłam już do środka, zmierzałam właśnie w kierunku kuchni, gdy coś mnie pociągnęło do pralni. Jeszcze trochę, a zaczęłabym krzyczeć, gdyby nie to, że moje usta były zasłonięte czyjąś dłonią. Jedną ręką ktoś zakrywał mi usta, a drugą obejmował w pasie. Cholernie się przestraszyłam! Napad we własnym domu! Co jeszcze? Może ktoś będzie strzelał do mnie jak będę odpalać samochód? W garażu!
Ta osoba, odwróciła mnie do siebie przodem. Na początku nawet nie chciałam widzieć, kto to tylko wyrywać się i grzmocić GO pięściami w tors. Ale gdy uniosłam głowę do góry przeżyłam szok.
- No cześć mała! - powiedział.
- Ty debilu! Przestraszyłam się!- powiedziałam i wtuliłam się w tors Sam'a.
- Tęskniłaś?
- Jeszcze pytasz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, ale tak jakoś się czułam, jakbym kłamała.
- Wiedziałem- uśmiechną się.
- Czemu się wcześniej nie pokazałeś?
- Dopiero wróciłem. Musiałem jechać jeszcze na zakupy...- przerwały mu natarczywe i głośne krzyki mojej matki. - Wiesz co? Chyba musisz iść. Widzimy się dziś, jak skończę pracę?
- Marcieeeeeee!!!!!!!- usłyszeliśmy krzyk tuż koło drzwi. Krzyk ten bowiem należał do mojej matki. Szybko od siebie odskoczyliśmy. Na szczęście mama przeszła koło drzwi i gdzieś poszła. Na szczęście.
- Chyba musisz już iść. - Stwierdził Sam, krztusząc się śmiechem.
- Ha ha ha! Bardzo zabawne -odpowiedziałam mając nadzieję że zabrzmiało to kąśliwie.
- No już, no już. Daj buzi i spadam. To jak, dasz? - zapytał, rozchylając swoje ramiona.
- Pff...
Podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek, jednak było po nim widać że chce więcej. Złapał moją głowę w soje dłonie i złączył moje usta z jego w namiętnym pocałunku. Sam operował swoim językiem z grabinie i szybko w moich ustach, a ja tam coś od czasu do czasu ruszyłam swoim. Jakoś nie miałam ochoty na całusy i te klimaty.
Przerwałam pocałunek, zdyszana wyszeptałam "Później" i wyszłam.
Weszłam do kuchni. Mamy tam nie było. Uff... Zajęłam się tym, co po sobie zostawiła. Wsadziłam produkty spożywcze do lodówki i skierowałam się na taras, gdzie ona już sama jadła to co przygotowała Mary. Widać po niej było, że jest na mnie za coś zła.
- Cześć. - Powiedziałam oschle.
- Dzień dobry. Gdzie byłaś? Szukałam cię i wołałam.
- Nie słyszałam.
- Siadaj i jedz. Josh przyjedzie jutro. Jakie masz na dziś plany?
- Tata jutro będzie? - zdziwiłam się.- Dziś pójdę do fryzjera, odwiedzimy z Darcy Caroline i gdzieś się wybiorę ze znajomymi. A co?
- A nic. Potrzebujesz pieniędzy na tego fryzjera?
- Nie, zostało mi coś jeszcze z ostatnich zakupów.
- Dobrze, w takim razie ja dziś też się gdzieś wybieram. Pojadę do galerii z Dave'm i wybierzemy nowe rośliny.
- Spoko, wisi mi to. - Matka skarciła mnie wzrokiem za to, że powiedziałam "wisi mi to". A mam to wszystko w dupie.
***
- Jak myślisz, co powie Caroline jak zobaczy twoją nową fryzurę? - zapytała Darcy, patrząc cały czas na moje włosy.
- Nie wiem, pewnie stwierdzi, że mam nierówno pod sufitem. - Zaśmiałyśmy się.
- Cześć wam! - zawołałyśmy
- Omg! Caroline, jak ty świetnie wyglądasz! - zawołała Caroline, a Kate przytaknęła.
- Do twarzy ci w tym kolorze. - Powiedziała Kate.
- Dziękuję.
- Ej! Mam genialny pomysł! - zawołała Kate. - Co ty na to, żebyś pozowała do kilku zdjęć?
- Cooo? Jaaa? -zdziwiłam się i to nie na żarty.
- No tak, mam już nawet kilka pomysłów. Tylko musiałabyś się przebrać i poddać charakteryzacji.
- Yyy... No nie wiem. Co wy na to? - zwróciłam się do moich przyjaciółek.
- Jeszcze pytasz? Lecisz do przebieralni! - zawołała Caroline.
- Stevie! - zawołała Kate do jednej kobiet stojących przy lustrach. Stevie natychmiast stanęła przy naszej grupce.
- Co jest?
- Kojarzysz jeszcze projekt "Zimowa purpura"?
- Ten, taki z tą taką dziewczyną? Jak ten to kojarzę.
- Tak, to ten. To jak, zrobisz z niej nasza zimową purpurę?- Kate wskazała na mnie, zadając Stevie to pytanie.
- Oczywiście.
Po 30 minutach.
W końcu, zostałam ustawiona na całkowicie białym tle. Gdy Kate stanęła za aparatem, nie wiedziałam co mam robić. Ona oczywiście zaczęła mnie instruować, co i jak, a ja starałam się wykonywać jej polecenia jak najlepiej. Nastąpiła krótka przerwa podczas której podeszła do mnie makijażystka i poprawiła mój makijaż. Gdy oddaliła się, przerwa się skończyła, a Kate z powrotem strzelała mi foty. Kiedy wreszcie skończyła, ustaliłyśmy że zdjęcia wyśle na mojego mail'a. Poszłam się przebrać i razem z Darcy pożegnałyśmy się z Caroline i wyszłyśmy.
*********************************************************************************
Przepraszam że was zanudzam!
Ten i ostatni rozdział wyszły mi naprawdę nudne. Ale to tylko i wyłącznie z winy tego że mam mało czasu na pisanie!
Jestem kiepska w pisaniu. Wiem to.
Powinnam była nie zakładać tego bloga, a teraz was tylko zanudzam. Przepraszam ;(
Przebaczcie mi i liczę na wasze komentarze.
~Jane
piątek, 7 czerwca 2013
Informacja
Chciałabym was poinformować, że z powodu burzy rozdział który powinien zostać dodany dziś, zostanie dodany jutro. Chciałabym dodać go jutro, ale burza mi nie pozwoli. Także przepraszam jeśli chcieliście by rozdział pojawił się dziś. Nie wincie mnie, tylko tej burzy która trwa już kilka dni.
~Jane
~Jane
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Rozdział 5
Marcie
Dryfowałam w krainie snu, kiedy mój budzik zaczął grać Enter Sandman.
Moją pierwszą myślą było to, jakim cudem mój budzik został nastawiony, bo przecież nie pamiętam żebym go nastawiała. Jedyne co pamiętam to to, że całowałam się z Brad'em, a potem zemdlałam ze zmęczenia. Przetarłam oczy rękami i postanowiłam że wstanę. Otworzyłam oczy i wolałabym tego nie widzieć. Otóż w moim pokoju był wielki syf. Co prawda, zawsze jest tu syf, ale nie aż taki. OMG! Przecież ja tu sprzątałam, nie pamiętam kiedy, ale sprzątałam to pewne. Kurwa... no i znowu muszę sprzątać. Popatrzyłam na zegarek, była 7. O matko.... Powoli usiadłam na łóżku i przypominałam sobie powoli co wydarzyło się wczoraj. No to w punktach: 1. zaprosiłam znajomych, 2. Caroline przyprowadziła Brad'a, 3. oglądaliśmy filmy 4. zadzwoniła mama, 5 poszłam po piwo z Brad'em, 6. graliśmy w butelkę, 7. całowałam się z Brad'em, 8. zemdlałam.
No tak. Punkt 7 był mega fajny.
Wstałam z łóżka i popatrzyłam na siebie. Miałam na sobie wczorajsze ciuchy tylko nie miałam swoich butów na stopach, ciekawe gdzie były? No trudno pomyślałam. Weszłam do mojej garderoby i z półek zdjęłam kolejno różową koszulkę, szare dresy i vansy. Tych ciuchów akurat nie musiałam ukrywać przed mamą, bo kupiłam ją będąc z nią na zakupach. Oczywiście coś mruczała, ale miałam to w głębokim poważaniu. Nie ubrałam ciuchów na siebie, ale tylko je trzymałam bo na początku chciałam się umyć.
Weszłam do mojej łazienki i sprawdziłam godzinę, była 7:07. Rozebrałam się, rozpuściłam moje długie prawie do pasa włosy i weszłam pod prysznic. Co prawda, gdy nie było mamy zawsze brałam kąpiel w jej wielkiej wannie, ale dziś nie miałam na to ochoty. Wyszorowałam paznokcie, umyłam włosy moim arbuzowym szamponem i umyłam ciało waniliowym płynem pod prysznic. Gdy zakończyłam prysznic wyszłam z kabiny i okręciłam ciało ręcznikiem. Spojrzałam powtórnie, na zegarek. Niewiele czasu upłynęło. Porządnie wytarłam się ręcznikiem, włosy najpierw zawinęłam w ręcznik, a potem wysuszyłam suszarką. Ubrałam się w wcześniej przygotowane ciuchy, plus świeżą bieliznę. Wtarłam jeszcze kilka specyfików we włosy i w ręce.
Schodząc po schodach na dół, zdałam sobie sprawę, że chciałabym zmienić coś w swoim wyglądzie. Może fryzurę? Albo schudnąć? Hmm... Doszłam do kuchni i stanęłam przed lodówką. Otworzyłam drzwi i wyciągnęłam truskawkowy jogurt. Otworzyłam i zjadłam moje "śniadanie". Gdy byłam wreszcie gotowa psychicznie wkroczyłam do salonu. Nie było aż tak źle, jak sądziłam. Moi przyjaciele trochę tu ogarnęli jak wychodzili i dobrze. Jedne co musiałam zrobić to poodkurzać i zetrzeć kurze. Popatrzyłam na zegarek i zdziwiłam się tym, że była dopiero 8. Zeszłam po schodkach do pralni po odkurzacz i przy okazji sprawdziłam wiadomości. Może dostałam jakiegoś SMS'a? Kto wie? O! I jest. Wiadomość od Darcy: "Siemano, śpioszku. Żebyś się nie martwiła to klucz zostawiliśmy w skrzynce na listy". Aha! No przecież ja miałam zamknąć dom. Szybko wróciłam na górę i poodkurzałam.
8:10
Jezu, co ja będę robić do tej 9?
Weszłam z domu przez garaż, gdzie zaparkowane było moje BMW. Wyszłam na podwórko i pogoda była wprost idealna! Słońce świeci, jest delikatny wietrzyk, wprost idealnie. Podeszłam do bramy i ze skrzynki na listy wyjęłam klucz do domu. była do niego przyczepiona karteczka z notesu. Był na niej jakiś numer i podpis "Brad". O jejku! On zostawił numer! Nie wiem czemu, ale poczułam że płoną mi policzki. Wróciłam do domu cała w skowronkach.
Napisałam do Caroline, czy się dziś spotkamy, odpowiedziała po dłuższym czasie "Sorry, ale nie pamiętasz że mam dziś sesję? Do 19 jestem w studio". No tak, zapomniałam że Caroline jest modelką. Moja przyjaciółka jest najszczuplejsza z naszej trójki. Kiedyś, po tym jak zerwał z nią chłopak, jej prawdziwa miłość, tylko dlatego że jego koledzy śmieją się z niego dlatego że chodzi z grubą świnią, zaczęła się głodzić. Jedyne co jadła to owoce, ale kiedy uznała że to za dużo piła tylko wodę hektolitrami. Potem popadła w bulimię i tak w wieku 19 lat ważyła 34 kg. Całe szczęście udało jej się z tego wyjść. Ja, Darcy, lekarze i psycholog jej pomogliśmy. Ale i tak teraz waży bardzo mało. Ma 21 lat a waży 49 kilo, oczywiście teraz bardzo dużo je, ale i tak nie bardzo tyje. Dlatego jest teraz modelką, pozuje do zdjęć w różnych magazynach, dostała również propozycję do nagiej sesji dla Playboy'a, ale się nie zgodziła. Stwierdziła wtedy że nie będzie się rozbierać dla jakiś napalonych starych dziadków.
Poszukałam mojej babci gdy dotarłam do kuchni. W jej pokoju jej nie było, poszła do salonu, pralni, jeszcze raz sprawdziłam w kuchni, ale jej nie było. O kurde! Ciekawe czy przyjmują zgłoszenia na policji. Pełna strachu o moją ukochaną babcię wbiegła do ogrodu.
Uf! Była tam. Siedziała na leżaku. Miała na sobie delikatnie różową spódnicę do kostek, białe klapki, miętowy sweterek i mały pleciony kapelusz. Jej siwe włosy były rozpuszczone, a loczki poplątały się ze sobą. Wyglądała bardzo ładnie. Miała też delikatny makijaż, ale prawie bym go ie zauważyła gdyby nie to że delikatnie wszyła za linię warg swoją szminką. Podeszłam do niej i usiadłam na leżaku który znajdował się koło jej.
- Cześć babciu. - Babcia chyba mnie nie usłyszała, że przyszłam, bo delikatnie drgnęła gdy usłyszała mój głos.
- Dzień dobry wnusiu- powiedziała i odwróciła głowę w moją stronę. - Dobrze się wczoraj bawiliście?
- Tak, było świetnie. Mama wróci za 5 minut. Jakie masz plany na dziś?
- Chyba pójdę pomóc Dave'owi w ogrodzie. Widzę że jest dziś chyba w nie humorze to trochę mu pomogę.
- Okej, jak mama przyjedzie to Mary poda śniadanie. Mam nadzieję że zjesz z nami?
- Chyba tak. Postaram się, ale wiesz że jak patrzę na twoją mamę to mi się nie dobrze robi?
- Babciu...
- No co? Twoja mama potrafi być odrażająca.
- No, to fakt.- Zgodziłam się ze staruszkom.
Poczułam wibrację w kieszeni dresów i nagle usłyszałam charakterystyczną piosnkę dla rock'owej grupy AC/DC Back In Black. Spojrzałam na wyświetlacz. Numer nie znany.
******************************************************************************************
Rozdział 5!
Liczę, że ten rozdział podobał wam się równie bardzo jak poprzedni.
Jak myślicie, kto zadzwonił do Marcie?
Tak jak ostatnio, liczę na kilka komentarzy.
Mam nadzieję że nie sądzicie że jest krótki.
Pozdrowionka ! xoxo
~Jane
Dryfowałam w krainie snu, kiedy mój budzik zaczął grać Enter Sandman.
No tak. Punkt 7 był mega fajny.
Wstałam z łóżka i popatrzyłam na siebie. Miałam na sobie wczorajsze ciuchy tylko nie miałam swoich butów na stopach, ciekawe gdzie były? No trudno pomyślałam. Weszłam do mojej garderoby i z półek zdjęłam kolejno różową koszulkę, szare dresy i vansy. Tych ciuchów akurat nie musiałam ukrywać przed mamą, bo kupiłam ją będąc z nią na zakupach. Oczywiście coś mruczała, ale miałam to w głębokim poważaniu. Nie ubrałam ciuchów na siebie, ale tylko je trzymałam bo na początku chciałam się umyć.
Weszłam do mojej łazienki i sprawdziłam godzinę, była 7:07. Rozebrałam się, rozpuściłam moje długie prawie do pasa włosy i weszłam pod prysznic. Co prawda, gdy nie było mamy zawsze brałam kąpiel w jej wielkiej wannie, ale dziś nie miałam na to ochoty. Wyszorowałam paznokcie, umyłam włosy moim arbuzowym szamponem i umyłam ciało waniliowym płynem pod prysznic. Gdy zakończyłam prysznic wyszłam z kabiny i okręciłam ciało ręcznikiem. Spojrzałam powtórnie, na zegarek. Niewiele czasu upłynęło. Porządnie wytarłam się ręcznikiem, włosy najpierw zawinęłam w ręcznik, a potem wysuszyłam suszarką. Ubrałam się w wcześniej przygotowane ciuchy, plus świeżą bieliznę. Wtarłam jeszcze kilka specyfików we włosy i w ręce.
Schodząc po schodach na dół, zdałam sobie sprawę, że chciałabym zmienić coś w swoim wyglądzie. Może fryzurę? Albo schudnąć? Hmm... Doszłam do kuchni i stanęłam przed lodówką. Otworzyłam drzwi i wyciągnęłam truskawkowy jogurt. Otworzyłam i zjadłam moje "śniadanie". Gdy byłam wreszcie gotowa psychicznie wkroczyłam do salonu. Nie było aż tak źle, jak sądziłam. Moi przyjaciele trochę tu ogarnęli jak wychodzili i dobrze. Jedne co musiałam zrobić to poodkurzać i zetrzeć kurze. Popatrzyłam na zegarek i zdziwiłam się tym, że była dopiero 8. Zeszłam po schodkach do pralni po odkurzacz i przy okazji sprawdziłam wiadomości. Może dostałam jakiegoś SMS'a? Kto wie? O! I jest. Wiadomość od Darcy: "Siemano, śpioszku. Żebyś się nie martwiła to klucz zostawiliśmy w skrzynce na listy". Aha! No przecież ja miałam zamknąć dom. Szybko wróciłam na górę i poodkurzałam.
8:10
Jezu, co ja będę robić do tej 9?
Weszłam z domu przez garaż, gdzie zaparkowane było moje BMW. Wyszłam na podwórko i pogoda była wprost idealna! Słońce świeci, jest delikatny wietrzyk, wprost idealnie. Podeszłam do bramy i ze skrzynki na listy wyjęłam klucz do domu. była do niego przyczepiona karteczka z notesu. Był na niej jakiś numer i podpis "Brad". O jejku! On zostawił numer! Nie wiem czemu, ale poczułam że płoną mi policzki. Wróciłam do domu cała w skowronkach.
Napisałam do Caroline, czy się dziś spotkamy, odpowiedziała po dłuższym czasie "Sorry, ale nie pamiętasz że mam dziś sesję? Do 19 jestem w studio". No tak, zapomniałam że Caroline jest modelką. Moja przyjaciółka jest najszczuplejsza z naszej trójki. Kiedyś, po tym jak zerwał z nią chłopak, jej prawdziwa miłość, tylko dlatego że jego koledzy śmieją się z niego dlatego że chodzi z grubą świnią, zaczęła się głodzić. Jedyne co jadła to owoce, ale kiedy uznała że to za dużo piła tylko wodę hektolitrami. Potem popadła w bulimię i tak w wieku 19 lat ważyła 34 kg. Całe szczęście udało jej się z tego wyjść. Ja, Darcy, lekarze i psycholog jej pomogliśmy. Ale i tak teraz waży bardzo mało. Ma 21 lat a waży 49 kilo, oczywiście teraz bardzo dużo je, ale i tak nie bardzo tyje. Dlatego jest teraz modelką, pozuje do zdjęć w różnych magazynach, dostała również propozycję do nagiej sesji dla Playboy'a, ale się nie zgodziła. Stwierdziła wtedy że nie będzie się rozbierać dla jakiś napalonych starych dziadków.
Poszukałam mojej babci gdy dotarłam do kuchni. W jej pokoju jej nie było, poszła do salonu, pralni, jeszcze raz sprawdziłam w kuchni, ale jej nie było. O kurde! Ciekawe czy przyjmują zgłoszenia na policji. Pełna strachu o moją ukochaną babcię wbiegła do ogrodu.
Uf! Była tam. Siedziała na leżaku. Miała na sobie delikatnie różową spódnicę do kostek, białe klapki, miętowy sweterek i mały pleciony kapelusz. Jej siwe włosy były rozpuszczone, a loczki poplątały się ze sobą. Wyglądała bardzo ładnie. Miała też delikatny makijaż, ale prawie bym go ie zauważyła gdyby nie to że delikatnie wszyła za linię warg swoją szminką. Podeszłam do niej i usiadłam na leżaku który znajdował się koło jej.
- Cześć babciu. - Babcia chyba mnie nie usłyszała, że przyszłam, bo delikatnie drgnęła gdy usłyszała mój głos.
- Dzień dobry wnusiu- powiedziała i odwróciła głowę w moją stronę. - Dobrze się wczoraj bawiliście?
- Tak, było świetnie. Mama wróci za 5 minut. Jakie masz plany na dziś?
- Chyba pójdę pomóc Dave'owi w ogrodzie. Widzę że jest dziś chyba w nie humorze to trochę mu pomogę.
- Okej, jak mama przyjedzie to Mary poda śniadanie. Mam nadzieję że zjesz z nami?
- Chyba tak. Postaram się, ale wiesz że jak patrzę na twoją mamę to mi się nie dobrze robi?
- Babciu...
- No co? Twoja mama potrafi być odrażająca.
- No, to fakt.- Zgodziłam się ze staruszkom.
Poczułam wibrację w kieszeni dresów i nagle usłyszałam charakterystyczną piosnkę dla rock'owej grupy AC/DC Back In Black. Spojrzałam na wyświetlacz. Numer nie znany.
******************************************************************************************
Rozdział 5!
Liczę, że ten rozdział podobał wam się równie bardzo jak poprzedni.
Jak myślicie, kto zadzwonił do Marcie?
Tak jak ostatnio, liczę na kilka komentarzy.
Mam nadzieję że nie sądzicie że jest krótki.
Pozdrowionka ! xoxo
~Jane
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
