Wyświetlenia

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 20

** 2 tygodnie później**

Brad

 Tak jak reszta chłopaków, byłem całkowicie zmęczony tymi koncertami. Dzień z nocą, kompletnie mi się myliły. Rozróżniałem je tylko dlatego, że w dzień mieliśmy próby, albo wolne, a w nocy był koncert za koncertem albo jakaś impreza. Miałem wszystkiego dosyć. Było gorąco, opaliłem się i skóra piekła mnie niemiłosiernie. A co najgorsze i to męczyło mnie najbardziej, nie mogłem zobaczyć się z Marcie. Tęsknota za nią, bolała mnie bardziej niż cokolwiek innego. Piekła mnie bardziej, niż poparzona słońcem skóra. Nie miałem ochoty jeść, pić... nie miałem ochoty na nic. Ciągle myślałem o niej. Męczyły mnie pytania. Dlaczego nie odpisuje? Dlaczego nie daję o sobie znaku życia? Czy ma kogoś innego? Czy jeśli ma kogoś innego, dlaczego mi tego nie powiedziała? Czasem miałem ochotę się po prostu rozpłakać, ale nie mogłem. Taka "gwiazda" jak ja, nie mogła sobie pozwolić choćby na jedną łzę. Zero życia prywatnego, wszędzie paparazzi i fani, musiałem im pokazać, że jestem silny. Tylko chłopaki z zespołu wiedzieli jak się czuję i tylko oni od czasu do czasu poklepali mnie po ramieniu i powiedzieli dobre słowo.
  Dziś mieliśmy zaplanowany tylko jeden wywiad i mogliśmy spokojnie odpoczywać po całych dwóch tygodniach koncertowania. Ale na wywiadzie pojawiło się pytanie, jakiego nigdy bym się nie spodziewał...
 - No więc, panowie nie ukrywajmy że każdy z was ma swoją ukochaną osobę, a którą teraz tęskni. Brad, opowiesz nam może o swoich kontaktach z Marcie?
 Popatrzyłem na redaktora wielkimi oczyma i nie miałem pojęcia co odpowiedzieć.
 - No, dajek Brad. Wiemy o twojej miłości do Marcie. Mamy nawet zdjęcia. - W tej chwili, na ekranie wielkiego telewizora za nami, pojawiło się kilka zdjęć moich i Marcie. Zdjęć na których spacerowaliśmy po molo, na imprezie moich rodziców...
 Wściekłem się. Jakim kurwa prawem, wyciągają to co łączy mnie i Marcie, podczas wywiadu dotyczącego naszej trasy koncertowej.
 - Co kurwa?! Skąd to macie!?- wydarłem się i nagle poczułem silne dłonie Mike'a i Rob'a na swoich ramionach. 
 - Hah, Brad nie denerwuj się tak. Zdjęcia zostały przysłane od fanów. No więc, opowiesz nam o tym?- zapytał lekko rozbawiony, wciąż spokojny dziennikarz.
 - Nie kurwa! Odpierdolicie się od mojego życia towarzyskiego!
 Wraz z wypowiedzeniem tych słów, wyrwałem się przyjaciołom i wybiegłem ze studia. Zatrzymałem się na parkingu i zobaczyłem kiosk ruchu. Sprawdziłem czy w kieszeni mam portfel i pobiegłem w jego stronę. Nikt nic nie kupował, więc gdy tylko dobiegłem wydyszałem:
 - Proszę paczkę Marlboro i zapalniczkę.
 Pani podała mi paczkę  powiedziała cenę a ja jej zapłaciłem nie czekając na resztę odszedłem. Byłem w wkurwiony. Usiadłem w jakimś parku na ławce i rozpakowałem papierosy. Wyciągnąłem jednego, resztę wsadziłem do kieszeni. Zapaliłem i porządnie się zaciągnąłem. Wydmuchałem dym i znów się zaciągnąłem. W ten oto sposób, w tak krótkim czasie, wypaliłem pół paczki. Paliłem, aż w końcu przejdzie mój gniew. Czułem się po tym zjarany lekko, ale przeżyłem. Wróciłem do hotelu w którym byłem zameldowany i poszedłem spać.

CHUJOWY DZIEŃ.
**********************************************************************************
Kolejny rozdział. Mam nadzieję że się podobał (: 
CZYTASZ? - KOMENTUJ ! ! ! 

                                                                                             ~ Jane   

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 19

Marcie


 Gdy skończyłam oglądać film... Przepraszam, kiedy film się skończył, obudziłam się. Przespałam prawie cały film, obejrzałam pierwsze 15 minut, źle się poczułam i zasnęłam. Więc, kiedy film się skończył,  wstałam z łóżka i trochę ogarnęłam ten syf po chipsach i pepsi. Zeszłam na dół, babcia była w salonie i oglądała swój brazylijski serial.
 - Cześć babciu!- przywitałam się ze staruszką kierując się do kuchni.
 - Cześć mała! - odpowiedziała i dalej oglądała swój serial.
 W kuchni niestety był Sam... Stanęłam jak wryta, w progu i patrzyłam na niego. Był odwrócony tyłem do mnie i nie widział że weszłam do kuchni. Chciałam już wyjść, żeby mnie nie zauważył, ale w ostatniej chwili się odwrócił i mnie zauważył. Nogi się pode mną ugięły, kiedy zobaczyłam że się chcę do mnie zbliżyć i poczułam że słabnę...

 ***

 Obudziło mnie miarowe... y.. pikanie? Tak, tam właśnie można to nazwać, było to pikanie jakichś urządzeń. Otworzyłam oczy, delikatnie i powoli, bo bardzo bolała mnie głowa. Nade mną, był zupełnie biały sufit, a ściany były pomalowane na blado niebieski kolor. Leżałam w białej pościeli która jebała krochmalem. Obok mojego łóżka były zupełnie nie znane mi szpitalne przyrządy i kroplówka... "SZPITALNE"?! "KROPLÓWKA"?!
" O ja pierdziele, jak ja się znalazłam w szpitalu?!", pomyślałam i jak na zawołanie do mojego "pokoju" wszedł jakiś lekarz.
 - Dzień dobry- przywitał się.- Jak się pani miewa?
 - A jak mam się miewać? Nie wiem co ja tu robię- rzuciłam chłodno, w stronę radosnego lekarza.
 - Sądzę, że powinna być pani lekko zdezorientowana i przerażona. - Odpowiedział na moje pytania. Co dziwne, tak właśnie się czułam. Nic nie odpowiedziałam, czekałam aż on coś powie.
 - Przywiózł tu panią, pani tata. Czeka zmartwiony w poczekalni. Zawołać go?
 W odpowiedzi tylko lekko kiwnęłam głową. Może i byłam już dorosła, ale nie cierpiałam być w szpitalu.
 Doktor wyszedł i w szybie drzwi zauważyłam swojego tatę. Wszedł do mojego pokoju, usiadł na krześle obok i złapał mnie za rękę. W jego oczach widać było smutek. Lekko uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział grymasem twarzy, siląc się na uśmiech, ale mu nie wyszło.
 - Tato.. co się stało? Dlaczego tu jestem? - zapytałam trochę za słabym jak na mnie głosem.
 - Wiesz... byłem w swoim gabinecie, kiedy usłyszałem jak Sam woła o pomoc. Gdy przybiegłem zobaczyłem że leżysz nie przytomna na podłodze w kuchni i nie oddychasz. Wziąłem Cię na ręce i zaniosłem do samochodu i przywiozłem tu. Lekarze powiedzieli, że po prostu to z wycieńczenia organizmu i najpóźniej za dwa dni, możemy zabrać Cię do domu.
 - A..a ile tu już leżę? - wydusiłam to z siebie.
 - Dwa dni... Trochę dużo jak na zwykłe wycieńczenie organizmu, ale lekarze powiedzieli że się bardzo odwodniłaś i to przez to.
 Nagle przypomniał mi się, ten straszny ból nóg. Już go nie czułam. Nie bolało mnie już, całe szczęście. Może to z tego zmęczenia i odwodnienia mnie bolało? Nie wiem, ale może właśnie dlatego.
 - Gdzie mama? - nie cierpiałam tej kobiety, ale byłam ciekawa czy się dalej pieprzy z ogrodnikiem, czy chociaż teraz przejęła się losem swojej jedynej córki i np jest teraz przed tym pokojem.
Tata skrzywił się na to pytanie... czyli jednak jest w domu i dalej się szmaci...
  - W domu została, powiedziała że głowa ją boli i nie ma ochoty na odwiedziny w szpitalu...- przerwał.
  - Tato... dlaczego ty się z nią nie rozwiedziesz i nie znajdziesz sobie kogoś innego, kogoś lepszego?
 Widocznie zaskoczyłam go tym pytaniem, bo zrobił na  mnie wielkie oczy, ale po wyrazie jego twarzy domyśliłam się, że bardzo chętnie by tak zrobił.
  - Nie wiem córcia, na prawdę nie wiem. Może dlatego że ją wciąż kocham?
  - Tato! Nie możesz tkwić w takim chujowym małżeństwie!
  - Marcie! Jak ty się wyrażasz!? - ochrzanił mnie za to.
  - No sorry, ale taka prawda. Robisz z siebie kozła ofiarnego. ONA cię niszczy. Rozwiedź się z nią.
  - Marcie, to mi zniszczy reputacje. Taki szanowany człowiek jak ja, rozwodzi się. To się nie trzyma kupy.
  - Musisz to zrobić. Ja i tak mam zamiar się wyprowadzić...
  - Co?- zszokowało go to co oznajmiłam.
  - Tak. Chcę się wyprowadzić. Znaleźć sobie mieszkanie, pracę i żyć na swoim. Mam już 21 lat, chcę rozpocząć samodzielne życie.
   - No dobrze...
   - Możesz już iść? Chcę odpocząć?- powiedziałam.
   - Oczywiście. Śpij dobrze.
 Tata wstał, ale jeszcze zanim wyszedł, zatrzymałam go.
   - Tato!
   - Tak?
   - Przemyśl to, co Ci powiedziałam.
   - Dobrze.
 I wyszedł.
 Zostawił mnie samą. I dobrze. Chwila ciszy... Zasnęłam.

 *********************************************************************************
 WITAM WAS, PO DŁUUUUUGIEJ PRZERWIE! 
Mam tylko nadzieję że ktoś zobaczy ten rozdział ;3333
 Tak jak zwykle: 
CZY TASZ?!- KO MEN TUJ ! ! ! 

     

                                                                                                       ~ Jane   

sobota, 26 października 2013

Rozdział 18 (cz. 2)

 Marcie.


 Wsiadłam do swojego wozu i odjechałam. Puściłam muzykę w radiu i wjechałam na jedną z autostrad. Na całe szczęście, nie było zbytniego ruchu, najwidoczniej tylko ja mam takie głupie pomysły, żeby w taką pogodę ruszać dupę z domu. Po ok. 15 minutach drogi, znalazłam się w swoim ulubionym centrum handlowym. Co prawda, nie za bardzo już lubię tu kupować i dawno tu nie byłam, ale przynajmniej nie muszę chodzić lub jeździć do pojedynczych sklepów tylko wszystko mam na miejscu.
 Wysiadłam z samochodu i skierowałam się ku wielkim drzwiom. Gdy weszłam, moje nozdrza przeżyły wstrząs. Od razu, od samego progu, jebało jakimiś perfumami. Rozejrzałam się i spostrzegłam po mojej lewej stronie małą perfumerię "Rose". Była malutka, ale za to dawała o sobie znać zapachem. Nie robiąc sobie z tego nic, ruszyłam ku schodom. Gdy wjechałam na górę, poszłam do kilku sklepów. Kupiłam kilka ciuchów, butów. Nie było tego tyle ile się spodziewałam, ale wszystko bardzo mi się podobało. Potem chodziłam po różne dodatki, i kilka innych rzeczy, by skompletować ciuchy. Cały dzień, niemiłosiernie, bolały mnie nogi. Gdy chodziłam, gdy siedziałam. Nie wiem czemu, ale mnie bolały. Po tym całym upadku w garderobie. Może po prostu nabiłam sobie kilka siniaków, ale nie bolały jak siniaki, zresztą nie ważne...
 Wyszłam po ok. 3 godzinach, całkowicie obładowana torbami. Byłam dumna ze swoich zakupów. Postanowiłam, że pojadę na coś do zjedzenia. Wsadziłam torby, do bagażnika, jeszcze kilka musiałam dać na tylnie siedzenie samochodu, bo do bagażnika się nie zmieściło. Wsiadłam i pojechałam do swojej ulubionej pizzeri. Zamówiłam pizze, zjadłam i pojechałam dalej, tym razem do kawiarni, tam zamówiłam kawę i jakiś deser. Wyciągnęłam gazetę i czytałam. Przyszedł SMS.
Od: Brad: "Cześć, przepraszam że nic nie pisałem, ale mieliśmy koncert i nie miałem jak. Czemu nie odpisujesz? Coś się stało? Marcie, proszę, daj jakiś znak zycia!!!". Chciałam mu odpisać, ale nie wiedziałam co. Zupełnie tak samo jak rano. Poddałam się znowu i wystukałam zwykłe "Wszystko w porządku, nie martw się". Ten SMS, zniszczył trochę mój nastrój. Nie czekałam na żadną jego odpowiedź, po prostu schowałam telefon do kieszeni i czekałam na swoje zamówienie. Zmówioną kawę i deser, podał mi niesamowicie seksowny kelner. Na oko.. hmm.. skończył dopiero gimnazjum. Był niesamowicie przystojny i wysportowany. Miał blond włosy i niebieskie oczy. Bardzo mi się spodobał. Ogarnęłam się w końcu i zjadłam deser. Wypiłam naprawde dobrą kawę i zmyłam się, puki była na to pora.
 Wróciłam do domu, zaniosłam swoje rzeczy do garderoby i włączyłam film do buforowania. Zeszłam na duł, by wziąć sobie coś na ząb do filmu, czyli dwie paczki chipsów i 1,5 litra pepsi. Wróciłam do siebie i zaczęłam oglądać, pchając w siebie te chipsy popijając pepsi. Starałam się nie myśleć, o tym, że mam wrażenie że moje nogi są gniecione przez 40 tonowy kwadratowy kloc...


*******************************************************************************************************************
 Cześć!!!
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na cz. 2, 18 rozdziału, ale BRAK WENY!!
Sami widzicie, że w tym rozdziale również się nie popisałam.
Pisałam go tylko po to, żebyście mieli co czytać. Tak na ODPIERDOL SIĘ go pisałam.
A pisanie na "OPIERDOL SIĘ" jest błędem każdego blogera. 
Mam nadzieję, ze szybko wrócę do formy, a wy równie szybko wybaczycie mi to moje badziewne pisanie.
CZYTASZ???- KOMENTUJ!!!


                                                                                                            ~ Jane

sobota, 28 września 2013

Rozdział 18 (cz. 1)

  Brad

 Różnica czasu, dawała się nam wszystkim we znaki. Jedyne  co się liczyło, to to by zdążyć przećwiczyć wszystkie utwory które mieliśmy dziś zagrać. Zaczynaliśmy grać R.U. gdy ktoś nam przewał. Był to zapewne koleś który zajmował się całym koncertem. Rozmawiał z naszym menago. Po chwili, mężczyzna odszedł a nasz menadżer podszedł do nas z wyrazem twarzy jak zbity pies.
 - Panowie - odezwał się- czas zaczynać.
 - Że co proszę? -  odezwaliśmy się wszyscy chórem, a Joe'emu oczy prawie wyszły z orbit.
 - To co słyszeliście. Joe, nie patrz na mnie jak na idiotę. Już czas. Ruchy, ruchy! Wio na scenę wszyscy!
 Szybko odłożyliśmy instrumenty i napiliśmy się wody by się lekko nawilżyć. Zdążyliśmy jeszcze przebrać ciuchy i zaczęliśmy koncert z lekkim opóźnieniem. Na szczęście fani nie zauważyli naszego spóźnienia, a nawet jeśli, to gdy tylko zaczęliśmy grać pierwszy kawałek od razu nam wybaczyli. Przywitał nas wielki aplauz, okrzyki i plakaty z różnymi napisami.
 Graliśmy naprawdę super, co można było wywnioskować z aplauzu. Przyszła kolej na przerwę, zszedłem ze sceny, razem z chłopakami, a na nasze miejsce wszedł nasz support. Chłopaki byli kompletnie nakręceni, spoceni i spragnieni, wypiliśmy po kilka butelek wody i ustawiliśmy się w kolejce do kibla. Ja sprawdziłem skrzynkę odbiorczą, może dostałem SMS od Marcie. Niestety, nie odpisała mi. Trochę się zmartwiłem, ale co mogłem zrobić? Dzieliło nas kilka państw, ocean atlantycki i kilka stanów. Oczywiście, chciałbym coś zrobić, ale nie było jak. Przerwa się skończyła i na nowo weszliśmy na scenę. Graliśmy jak nigdy, a publika wariowała. Taki widok, był naprawdę nieziemski.


http://i.pinger.pl/pgr75/0d809676002051804fa8325a



 Marcie

  Gdy wstałam... gdy wstałam, właściwie nie pamiętam co było.
Pamiętam tylko, że niczego nie pamiętam, bo bolała mnie głowa. Chwyciłam telefon, żeby napisać do Brad'a. Niestety, nie miałam pojęcia co napisać. Po ośmiu próbach, odłożyłam telefon na jego poprzednie miejsce. Wstałam, przebrałam się i stwierdziłam że pogoda się poprawiła więc to wykorzystam i gdzieś pójdę. Nie będę siedzieć ciągle w domu.
 Weszłam do garderoby i upadłam na podłogę. Nie wiem czemu, ale jakbym na chwilę straciła czucie w nogach.  Chwilę tak leżałam, kompletnie ogłupiała. Po chwili wstałam i wciąż zdezorientowana zaczęłam wybierać ubrania. Na początku wzięłam się za obuwie, konkretnie to wzięłam nie dawno kupione lity, potem spodnie, zwykłą  białą koszulę a pod nią czarną bokserkę i na wierzch kurtkę. Wzięłam jeszcze mały plecaczek, bo stwierdziłam że nie chce mi się tachać torebki. Ubrałam się szybko, uczesałam, pomalowałam i umyłam zęby. Wreszcie dziś po raz pierwszy wyglądałam jak człowiek. Gdy zeszłam na duł, tacie opadła szczęka, ale po chwili ogarną się i zapytał:
 - Dokąd się wybierasz?
 - Na zakupy.
 - Potrzebujesz pieniędzy?
 W sumie, to miałam jeszcze dość sporą ilość gotówki w portfelu i zapas na karcie, ale postanowiłam że pustkę którą stanowi brak Brad'a, wypełnię zakupami. Oczywiście wiedziałam, że to mi nic nie da, ale jednak stwierdziłam, że wezmę od taty.
 - Tak.
 - Okej. - Nic więcej nie powiedział. Sięgną do kieszeni i wyciągną z niego portfel. Wyciągną z niego plik dwustu dolarowych banknotów i mi je wręczył.
 - Dziękuję. - Odparłam i wzięłam jego pieniądze.
 Wyszłam z salonu, gdzie spotkałam ojca i poszłam do drzwi. Na podwórku było wciąż pochmurnie, ale nie padło. Skierowałam się do garażu, po swój samochód. Na całe szczęście, nie było w pobliżu Sam'a. Szłam prostu, dumnie jakbym chciała pokazać kwiatkom jaka to ja jestem zajebista. Eh...

 *******************************************************************************************************
 Wybaczcie, że dzielę ten rozdział na dwie części, ale po prostu stwierdziłam że już dawno nie było rozdziału i pasuje coś dodać, a ten jeszcze nie skończony, ale trudno dodam. 
Przepraszam że taki krótki i że musieliście czekać. 
  Czekam na wasze opinie :****

CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!!!


                                                                                                                         ~ Jane  

sobota, 21 września 2013

Rozdział 17

 Marcie


 Już o 10 dziewczyny do mnie dzwoniły. Nie miałam nastroju do rozmów, więc nasze rozmowy trwały nie co ponad 5 minut. Niestety dzwoniły do mnie trzy razy, więc nie mogłam olewać ich telefonów, bo by się obraziły czego nie chcę. Darcy dzwoniła, by oznajmić mi że ślub odbędzie się za dwa miesiące, gdyż w kościele w którym ona zawsze pragnęła mieć ślub mają termin dopiero wtedy, a Caroline, żeby mnie opierdolić za to, że o niej zapomniałam i się u niej nie pokazałam od dwóch dni, ani nie dałam żadnych oznak życia. Potem dzwoniły wspólnie, bo Darcy odwiedziła Caroline i przekazały mi, że powinnam żałować iż mnie z nimi nie ma. Udałam że żałuję i że nie mogę do nich przyjechać bo samochód mamy w naprawie, a Sam'a nie ma. Wszystko oczywiście było kłamstwem wymyślonym na poczekaniu. Tak naprawdę samochód stał w garażu, a Sam za pewne był na dole w kuchni i pił morzoną kawę, jego ulubioną z cynamonem. Pewnie teraz jego delikatne usta muskają szklankę, a prawą ręką przewraca kartki jakiegoś magazynu z motocyklami. Zawsze marzył by sobie jakiś kupić.
 Zaraz.
 Chwila.
 Dość!!!
 Nigdy więcej, nie pomyślę o tym draniu. Nie mogę. Nie chcę. Nie.. nie.. nie umiem się powstrzymać. Powinnam z tym skończyć. Po tym co mi zrobił, nie mogę na niego patrzeć, a jednak ciągle o nim myślę. Nie mam na to wpływu. Wystarczy mi jedna rzecz, która go przypomni i natychmiast mój mózg atakuje fala wspomnień której nie jestem w stanie ogarnąć. One wszytkie, jakby z nikąd, a jednak tak bardzo znane. Myśli, wspomnienia, wszystko. Atakuje mój mózg, a on nie radzi sobie z odganianiem ich. Wywołuje to atak szału, panikę, nawet łzy.
 Siedząc na parapecie, z głową na kolanach i szklanymi oczami, patrzyłam przez okno na wielki ogród. Pełno w nim było kwiatów różnych kolorów i gatunków, które teraz łamały się pod ciężarem ciężkich kropli deszczu spływających po łodygach, liściach i płatkach. Po szybach spływały krople deszczu, jedna ścigała się z następną. Pamiętam, że gdy byłam mała, razem z mamą podczas deszczu przesiadywałyśmy w moim starym pokoju, wtulone w siebie obserwując takie właśnie "zjawisko". Obstawiałyśmy która kropla spłynie pierwsza. Na całe szczęście, wspomnienia z dzieciństwa przysłoniły myśli o Sam'ie. Otarłam łzy i postanowiłam pójść do swojego starego pokoju. Wyszłam ze swojego pokoju, kierując się lewo.
 Dawno tędy nie szłam. Od kat rodzice przenieśli mnie w wieku 14 lat do mojego aktualnego pokoju, tamten został posprzątany i zarezerwowany dla mojej młodszej kuzynki, która co roku na wakacjach i w w ferie zimowe przyjeżdżała na kilka tygodni. Szłam w ciąż prosto, by następnie skręcić w lewo i znaleźć się przed brązowymi drzwiami z napisem "Princess". Przekręciłam klucz, który znajdował się w zamku i pchnęłam drzwi. Ustąpiły bez żadnych niedogodzeń, tylko trochę zaskrzypiały. Zamknęłam je za sobą i stanęłam na środku pokoju. Szczerzę powiem, że już zapomniałam jak ten pokój wyglądał, więc byłam pełna podziwu. Ściany były blado różowe, narzuta na łóżku była w odcieniu pudrowego różu, a dywan był biały. Podłoga była zrobiona z ciemnych paneli, a meble były białe. Na łóżku znajdowało się kilka misiów opartych o poduszki, a na pułkach znajdowało się kilka książek. Usiadłam na fotelu przy biurku i patrzyłam przed siebie. Wdychałam zapach filii, który docierał do mnie z odświeżacza ukrytego pod parapetem. Rzuciłam okiem jeszcze dwa razy po wszystkim dookoła i zawiesiłam się. Nie wiem czemu, nie wiem po co, ale się zawiesiłam. Mój wzrok utkwił na zdjęciu powieszonym na ścianie. Przedstawiało ono mnie, mamę i tatę. Byliśmy na nim wszyscy tacy uśmiechnięci, idealny obraz kochającej się rodziny. A potem wszystko się spierdoliło.
 Gdy ocknęłam się, znowu miałam mokre oczy. W sumie to lubiłam popłakać, jak byłam sama. Nie lubiłam płakać przy kimś, bo to by oznaczało, że jestem słaba. A to wcale nie jest prawdą. Nie jest. Przetarłam je rękawem swetra i wstałam z fotela. Wyszłam z pokoju, nie patrząc nawet ostatni raz na to pomieszczenie. Zamknęłam je na klucz i pobiegłam korytarzem, a potem zbiegłam ze schodów. Stwierdziłam iż dawno nie widziałam babci, nie wiedziałam co się z nią dzieję. Poszłam jej poszukać. Nie znalazłam jej nigdzie, co było dość dziwne. Poszukałam taty, który był w swoim gabinecie. Siedział przy biurku i przeglądał strony internetowe i różne fora notując coś w notesie. Dopiero po dwóch minutach zorientował się, że stoję w drzwiach i mu się przypatruję.
 - Czy coś się stało? - zapytał i zdjął okulary. Przetarł lekko zaczerwienione oczy.
 - Tak. Nigdzie nie mogę znaleźć babci.
 - Babci? Oh, skarbie nie martw się o babcie. Z tego co wiem, pojechała do szpitala z Sam'em, ponieważ doktor ją prosił o konsultację.
 - Aha, to dobrze, bo już się martwiłam że gdzieś zniknęła. - Uspokoiłam się, ale zaraz na nowo zaczęłam się martwić. - Zaraz moment, a to nie jest przypadkiem tak że doktor wzywa na konsultację co jakiś czas? Przecież babcia była u lekarza dwa tygodnie temu, nie powinno być przypadkiem odstępów co kilka miesięcy?
 - Kochanie, a niby skąd ja mam to wiedzieć? Nie jestem przecież lekarzem. Nie martw się, babci na pewno nic nie jest. Widzisz po niej, że czuje się wyśmienicie - uspokajał mnie tata.
 - No w sumie racja. Okej, ja się zmywam i nie przeszkadzam.
 Wyszłam z jego gabinetu, nie czekając nawet na jakąś odpowiedź. Szybko wróciłam do siebie do pokoju i poszłam spać.

**************************************************************************************************************
 WOW! To już naprawdę 17 rozdział!
Jak to się stało? Hahahaha ;D 
No w każdym razie, jak Wam się podoba?
(ważne pytanie)
Sądzicie, że jestem jeszcze w formie, by dalej prowadzić ten blog?
 
CZYTASZ?!- KOMENTUJ!!!


                                                                                   ~Jane 

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 16

  Brad


  Ktoś poruszał moim ramieniem i szeptał:
 - Chłopcze? Chłopcze obudź się, słyszysz? Wstawaj!
  Otworzyłem oczy. Nie widziałem z byt wiele ponieważ było naprawdę ciemno. Z trudem rozpoznałem po głosie, że był to tata Marcie.
 - Yyy... dobry?- zapytałem od czapy całkowicie zaspany. Usłyszałem jak mężczyzna zatuszowuje swój śmiech kaszlem.
  - Wstawaj. Pora już na Ciebie. Rodzice będą się o Ciebie martwić.
 - Tak. Już wstaję. - Spojrzałem obok siebie. Marcie spała wtulona w mój tors. Jej oczy wciąż były zapuchnięte od płaczu, ale jednak wyglądała tak pięknie. Miałem ochotę ją pocałować, ale nie zrobię tego przecież przy jej ojcu! Wstałem, uważając by jej nie obudzić. Sprawdziłem kieszenie, czy kluczyki i telefon mi gdzieś nie spadły. Wszystko było na swoim miejscu. Pożegnałem się z jej ojcem i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i odjechałem. Rodzice prosili mnie, żebym spał dziś u nich, ale ja jednak zdecydowałem że będę spał w swoim domu. Mieszkałem ok. 5 km od domu Marcie. Jechałem szybko, ponieważ ulica była prawie pusta. Na liczniku miałem 130 km/h. Chciałem szybko dojechać do domu. Gdy tylko wyszedłem z domu Marc, obudziła się we mnie prawdziwa wściekłość.
 Jak ten pierdolony chuj, mógł zrobić coś takiego tak wspaniałej dziewczynie?! Gdybym go teraz dorwał, bym go prawdopodobnie zabił! Tępy skuriwel...
 Dojechałem wreszcie do domu. Zaparkowałam samochód w garażu i wszedłem do kuchni. Zjadłam coś na szybko i poszedłem się umyć. Potem położyłem się spać. Niestety nie mogłem szybko zasnąć, bo wciąż wyobrażałem sobie jak przejeżdżam Sam'a samochodem.
 Rano obudził mnie dźwięk dzwonka. Przetarłem oczy i spojrzałem na zegarek. 8:38. Kurwa! Co kto ode mnie chce o tak wczesnej porze? Przetarłem oczy i wstałem z łóżka. Przeczesałem włosy ręką i założyłem porzucone spodenki, na bokserki. Miałem jeszcze na sobie koszulkę, więc w razie gdyby to był paparazzo nie zrobił by mi zdjęcia gdy jestem pół nagi.
 Zszedłem po schodach, a następnie korytarzem skierowałem się ku drzwiom wejściowym. Ktoś ciągle się do nich dobijał i dzwonił. Trochę mnie to już zaczęło wkurwiać, więc zanim doszedłem krzyknąłem "CHWILA!". Chwyciłem za klamkę i przekręciłem klucz. Ku mojemu całkowitemu zdziwieniu, przede mną stał Rob. Zmierzył mnie badawczym spojrzeniem, a po chwili jego wyraz twarzy zmienił się z zmęczenia i zniecierpliwienia, na wkurwienie.
 - Stary! Co ty kurwa odpieprzasz?!
 Zmierzyłem go spojrzeniem i stwierdzając iż jest całkowicie trzeźwy, zapytałem:
 - O co Ci chodzi?
 - Jak to o co mi chodzi?! Ty wiesz która godzina?!
 - Yyy.... ósma coś, a co?
 - O 9:10 mamy samolot do Włoch! Zapomniałeś?! Gramy tam dziś koncert!
 I nagle mnie oświeciło.
 Faktycznie, przecież mieliśmy te wszystkie próby z jakiś powodów. Ten koncert przecież rozpoczyna naszą nową trasę! Jak ja mogłem zapomnieć?!
 - Oooo kurwa - zaklnąłem.- Daj mi chwilę. Powinienem mieć już spakowane walizki.
 Pobiegłem szybko do swojej sypialni. Na szczęście byłam już spakowany. Nie wiem jakim cudem, ale jednak. Wbiegłem do łazienki i ubrałem się w biały t-shirt, który był na mnie trochę luźny, spodnie oraz buty. Wziąłem naprawdę ekspresowy prysznic, po czym założyłem świeżą bieliznę i przygotowaną odzież. Wychodząc z szafki w korytarzu wziąłem swoje okulary przeciwsłoneczne, a z wieszaka zdjąłem czarną skórzaną kurtkę. Mimo iż słońce świeciło, na podwórku było chłodno. Za nim jeszcze wsiadłem do samochodu z Rob'em, poinformowałem sąsiada że wyjeżdżam i oddałem mu klucze do mieszkania żeby podlewał mi kwiatki.
 Była 9 gdy dojechaliśmy na lotnisko. Chłopaki stali z bagażami przy wejściu na odprawę. Czekali na nas. Wścieknięci na mnie, ale czekali. Przywitałem się z nimi i ruszyliśmy do odprawy. Wsiedliśmy do samolotu i teraz czekała nas ok. 10 godzin lotu...

   Marcie.

 Rano obudziłam się z podpuchniętymi oczami. Nie było przy mnie Brad'a, obudziłam się w łóżku. Nie miałam pojęcia jak się tam znalazłam, ale trudno. Gdy wstałam, poszłam do łazienki przemyć twarz. Nie przebierałam się z ciuchów w których wczoraj zasnęłam. Weszłam do kuchni. Rodzice jedli śniadanie. Przywitali się ze mną, a ja wymamrotałam niechętnie "dzień dobry". Wzięłam jogurt i łyżeczkę. Wróciłam do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Poprawiłam sobie poduszkę i położyłam laptop na kolanach. Otworzyłam jogurt o smaku owoców leśnych i oblizałam sreberko po czym je zgniotłam i rzuciłam na podłogę. Włączyłam laptop i uruchomiłam stronę na której mogę oglądać darmowo filmy. Postanowiłam że obejrzę film pod tytułem "Now Is Good". Film mi się spodobał i gdy się skończył ja miałam już mokrą twarz od kolejnej fali łez. Spojrzałam na zegarek, była 9:14. Dostałam SMS: "Od: Brad: Cześć. Przepraszam że się tak ulotniłem zostawiając Cię samą, ale w nocy wrócili twoi rodzice i twój tata kazał mi się zmywać. Mam nadzieję, że już z tobą lepiej. Niestety nie będziemy mogli się spotkać przez najbliższe kilka miesięcy. Zapomniałam Ci powiedzieć, ale wyjeżdżam dziś w trasę. Właśnie jestem w samolocie do Włoch. Wybacz, sam o tym zapomniałem".
 Zatkało mnie to.
 Jak to, nie będziemy mogli się spotkać przez najbliższe kilka miesięcy?! Teraz?! Akurat teraz kiedy go najbardziej potrzebuję?! Kurwa mać, to się nazywa jebane szczęście.
  Postanowiłam wreszcie wyjść z łóżka i iść się umyć. Wzięłam laptop i ładowarkę. Zaniosłam je do łazienki i położyłam na szafce z ręcznikami. Wróciłam do pokoju i weszłam do garderoby. Wzięłam z pułki legginsy, sweter i zwykłą białą bokserkę pod spód. Wzięłam jeszcze bieliznę i skarpetki z szuflady i weszłam do łazienki. Niestety mimo tego iż jak wstałam świeciło jeszcze słonko, chmurzyło się już i zapowiadało się na deszcz. W sumie to dobrze, bo dziewczyny nigdzie nie będą chciały iść. Podłączyłam laptop do ładowarki a ładowarkę do gniazdka i włączyłam swoją playlistę. Rozebrałam się i weszłam do wanny wypełnionej ciepłą wodą i pianą. W sumie to nie chciałam się kąpać, tylko poleżeć sobie w wodzie i zrelaksować się. Tym razem włączyłam swoją spokojniejszą listę utworów, znajdowały się na niej takie utwory jak: Emeli Sande- River, Ben Clocks- So Cold, Angus i Julia Stone- Devil's Tears. To tylko kilka z ok. 30, ale te trzy są moimi ulubionymi na właśnie taką pogodę jak dziś i mój nastrój.

********************************************************************************************************
Wybaczcie że tak długo kazałam Wam czekać na kolejny rozdział.
Sama mam ostatnio doła, który trwa już ok. 4 dni więc rozumiem naszą bohatrkę.
Liczę że Wy również zrozumiecie mnie. 
Wiem że rozdział jest krótki, ale cierpię na zespół pozbawienia weny.  
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!!




                                                                                                                ~Jane

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 15

     Marcie

 Razem z Brad'em, rozmawialiśmy dłuższą chwilę. Z nim można było normalnie porozmawiać, a nie to co z Sam'em. Mimo że z nim rozmowa mi się strasznie kleiła, czułam że byłam czerwona ze wstydu. Bałam się, że on ciągle myśli o tym czego się o mnie dowiedział i ma mnie za szmatę. Ale Brad nie jest taki.. prawda? Ehh... nie będę się tym męczyć. Ogółem mówiąc, było naprawdę cool. Delson oprowadził mnie po wszystkim i dużo rozmawialiśmy. Opowiedział mi o swoich słuchawkach. Rozbawiła mnie ta historia. Później chciałam mu je zabrać, ale mi nie pozwolił. Było naprawdę świetnie.
 W końcu poszłam na poszukiwanie łazienki by przypudrować nosek. Nie wiem, jakim cudem ale znalazłam się na parkingu. Postanowiłam skorzystać z okazji i zobaczyć, co tam u Sam'a. Było już strasznie ciemno, co prawda na parking docierało trochę światła, ale nie tak, żeby go całkiem oświetlić. Znalazłam naszego mercedesa i ruszyłam w jego kierunku. Zauważyłam Sam'a stojącego z boku naszego samochodu. Stał przodem do prawego boku auta. Podeszłam bliżej, po cichu żeby zrobić mu niespodziankę. Stanęłam jak wryta tuż obok bagażnika naszego samochodu. Sam jednak nie potrzebował towarzystwa! Bardzo dobrze się bawił na masce mojego samochodu razem z jakąś brunetką!
 - Co to ma być!?- zawołałam, gdyż nie wytrzymałam. Sam odwrócił gwałtownie głowę, a za nimta dziewczyna.
 - Yyy... Marcie! To nie tak!- próbował się tłumaczyć. Zaśmiałam się, przez cisnące się do oczu łzy.
 - Dupek! Jesteś cholernym dupkiem! Nigdy więcej nie pokazuj mi się już na oczy!- krzyczałam. W końcu mogłam się ruszyć. Pobiegłam z powrotem do ośrodka. Zalana łzami, szukałam rodziców. W tej chwili, chciałam tylko wrócić do domu. Przeszłam przez całą salę, do której przeniesiono imprezę. Niestety nie mogłam ich znaleźć. Nie wiem czemu, ale właśnie w tej chwili, zapragnęłam mocno przytulić się do mamy i usłyszeć że wszystko będzie dobrze. Mimo iż tak naprawdę nie byliśmy z Sam'em parą i dobrze wiedziałam, że nie jestem jedyną dziewczyną w jego życiu, było mi przykro.
 W końcu znalazłam rodziców. Rozmawiali z państwem Delson i Brad'em. Brad rozglądał się, jakby czegoś szukał. Podeszłam do rodziców. Otarłam łzy z policzków, a na palcach zostały czarne ślady po maskarze, stwierdziłam że muszę wyglądać okropnie. Stanęłam obok nich, a oni na mnie spojrzeli. W oczach taty pojawił się niepokój, a moja mama wyglądała na zszokowaną.
 - Możemy już wracać do domu?- zapytałam łamiącym się głosem.
 - Co się stało kochanie?- tata przytulił mnie do siebie, a mama zaczęła masować po plecach.
 - Nic. Proszę, czy możemy już wrócić?- powtórzyłam.
  Zauważyłam, że rodzice wymienili zaniepokojone spojrzenie, a państwo Delson patrzyli na syna, który wzruszył ramionami i patrzył na mnie.
 - Wiesz, chcieliśmy zostać jeszcze dłużej, więc może zamówimy Ci taksówkę?- zapytała mama. Oczywiście. Imprezy były dla niej ważniejsze od własnego dziecka. Zresztą co ja odpierdalam, przecież mam skończone 20 lat! Tata posłał mamie mrożące spojrzenie i już miał coś mówić, ale nie dopuściłam go do głosu.
 - To dobry pomysł. Dajcie mi kasę, a ja zadzwonię po taxi.
 - No dobrze...- tata się wahał.
 - Nie ma potrzeby wzywania taxówki!- odezwał się tata Brad'a. - Przecież Brad może ją zawieść prawda synu?
  Brad nieco zaskoczony postawą ojca odpowiedział:
 - Tak, jasne.
 Spojrzała na niego, a on mi wysłał delikatny uśmiech. Tata wypuścił mnie z ramion, a mama przestała masować.
 - No dobrze, w takim razie jedźcie bezpiecznie -powiedziała moja mama. -No więc powracając do rozmowy...
  Reszty nie dosłyszałam, bo ja i Brad byliśmy już za daleko.
  Podczas jazdy samochodem Brad kilka razy próbował podjąć temat, ale bez żadnych skutków. Siedziałam na miejscu pasażera z brodą opartą o kolana i patrzyłam nieprzytomnie przed siebie. Gdy dotarliśmy do domu, Brad zaparkował na podjeździe. Wysiadłam, nie czekając aż otworzy mi drzwi. Stanęłam w otwartych drzwiach domu, patrząc na stojącego przy drzwiach samochodu Brad'a.
 - Może wejdziesz?- zapytałam. Poczułam, że jednak potrzebuję czyjejś bliskości, wypadło na Delosn'a.
 - Z chęcią. - Odpowiedział.
 Zaczekałam aż BBB wejdzie do domu, zamknęłam za nim drzwi.
 - Idź do mojego pokoju. Wiesz gdzie to?
 - Tak, pamiętam jeszcze.
 - To dobrze. Zresztą pójdziemy razem, wezmę od razu ciuchy i się przebiorę.
Ja nie ocieram łez. Ja usuwam ślady…  Zaprowadziłam chłopaka do swojego pokoju. Usiadł na fotelu, a ja weszłam do garderoby. Wyciągnęłam z niej dresy i koszulkę. Poszłam do łazienki i tam się przebrałam, rozpuściłam również moje brązowe włosy i pozwoliłam im swobodnie opaść na ramiona i talię. Delikatnie jeprzeczesałam, a z pod moich powiek, znowu pociekły łzy. Starłam je, ale one nadal leciały. Moje usta wykrzywił grymas. Otarłam je na nowo. Przemyłam twarz, zmyłam makijaż, a raczej jego pozostałość i posmarowałam buzię kremem nawilżającym. Wróciłam do pokoju już całkowicie ogarnięta.



       Brad

 Cały czas, zastanawiałam się co się stało Marcie. Nie chciała nikomu powiedzieć. Gdy wróciła do pokoju, jak zwykle wyglądała pięknie. Koszulka lekko odsłaniała jej szczuplutki brzuch, a dresy wyszczuplały nogi. Nie to, że ma grube, tylko w dresach miała jeszcze szczuplejsze. Jej oczy były delikatnie czerwone. Stanęła na środku pokoju, po czym zrezygnowała i usiadła na szerokim parapecie i podciągnęła nogi pod brodę. Patrzyła przez okno, na ciemność. Wstałem i usiadłem na wolnym miejscu naprzeciwko niej. Spojrzała na mnie, szklanymi oczami. Postanowiłem, że dowiem się od niej co się stało, nawet gdybym miał z nią tu siedzieć przez kilka dni.
 - Marcie... co się stało?
 Gwałtownie zwróciła głowę w stronę okna i położyła ją na kolanach. Ja jednak nie rezygnowałem.
 - Marc, powiedz mi proszę, co się stało?
 Pokręciła przecząco głową. Usłyszałem, jak cięgnie nosem. Byłem zmartwiony jej samopoczuciem.
Nie chciałem, by się smuciła. Smutek nie pasował do jej piękności. Była za piękna, by chodź przez chwilę na jej twarzy królował smutek. Nie chciałam jej pozwolić na smutek, ale jak mogłem pomóc? Nie wiedziałem, co się dzieję więc jak mógłbym pomóc? Po raz kolejny pociągnęła nosem. I kolejny. Na jej spodniach już widziałem ciemniejszą plamę. To było nie do zniesienia.
 - Marcie! Powiedz mi do cholery co się stało?!- wydarłem się. Dziewczyna przerażona spojrzała w moją stronę. Boże, jakim ja jestem debilem. Tak się nie robi... - Proszę. Dziewczyno powiedz mi co się stało. -Spróbowałem delikatniej.
 Przełknęła ślinę i patrzyła mi prosto w oczy. Przetarła oczy.
 - S-s-s-sam- jej głos bardzo się trząsł- dziś n-n-na par-r-r-kingu...-Nie dokończyła, zalała ją fala łez.
 Nie wiem co zrobiłem, ale Marcie, znalazła się w moich ramionach. Nie wiem, jak to się stało bo to były sekundy. Nawet nie myślałem, o tym żeby ją przytulić, więc to chyba ona przytuliła mnie, a ja to odwzajemniłam. Była taka ciepła...
 - Sam pieprzył się dziś z jakąś dziunią na parkingu podczas imprezy- usłyszałem słowa Marcie, które wypowiedziała w moją koszulkę. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Zupełnie mnie zatkało. Ciało Marcie, w moich rękach wydawało się taki kruche i miękkie. Miałem wrażenie, że zasnęła. Jej oddech stał się miarowy i nie słychać było już szlochu krztuszącego gardło. Spojrzałem na jej twarz. Miała zamknięte oczy. Teraz już na sto procent byłem pewien że śpi. Niestety trochę nie wygodnie siedziało tak mi się siedziało, jak siedziałem aktualnie. Nie chciałem również jej budzić. Wziąłem ją na ręce i usiadłem na parapecie. Był na tyle długi, że mogłem wyprostować nogi. Jedną z nich zgiąłem a drugą wyprostowałem. Położyłem Marc, obok siebie. Między sobą a szybą, żeby nie spadła. Po jakimś czasie, ona oparła głowę o moje ramię, a ja ją przytuliłem.
 Czas leciał nie miłosiernie długo, a ja nie chciałem tracić ani chwili. Po pewnym czasie zmorzył mnie sen.
 Nie wiedziałem która była godzina i co się dzieję, ale obudziłem się tylko dlatego że...

************************************************************************************************************
Witam Was z kolejnym rozdziałem! 
Jak myślicie, dlaczego Brad się obudził?
Co sądzicie o postępku Sam'a? 
Jak myślicie, co będzie dalej?
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!! 

 Mam również małą informacje. 
Poważnie zastanawiam się nad usunięciem bloga.
Myślicie że to dobry pomysł?
W końcu moje wypociny nie są na tyle dobre, by je publikować. 
Czekam na Wasze komentarze z odpowiedziami na moje powyższe pytania,
oraz z opiniami na temat usunięcie bloga. 


                                                                                                              ~Jane

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 14

 Brad.

 W tym roku, impreza dobroczynna organizowana dla potrzebujących odbywała się wyjątkowo szybko, bo w wakacje. Zwykle moi rodzice organizowali ją w zimie, w święta lecz w tym roku nie będzie ich w kraju na święta, więc organizują ją szybciej żeby niczego nie przepuścić. W tym roku impreza odbywała się na polu golfowym, wynajętym przez organizatorów. Wszystkie atrakcje były płatne, ponieważ wszystkie pieniądze zarobione będą oddawane na potrzeby bezdomnych i biednych. Byłem ubrany w luźny niebieski T-shirt i czarne spodnie do kolan. Na nogach miałem swoje ulubione czarne conversy, a do kompletu okulary nerdy. Stałam na balkonie widokowym, patrząc na wszystkie dzieci które bawiły się w raz z opiekunkami na polu i rozstawione stoły dla ich rodziców.  W ręku trzymałem kieliszek z szampanem. W gruncie rzeczy wolę mocniejsze alkohole, ale niestety dziś nie podano tych które by mnie w jakikolwiek sposób zainteresowały. Rodzice mnie już wielokrotnie wołali żeby przyłączył się do nich, ale odmawiałem. Wolałem poczekać na moich przyjaciół. Właśnie gdzie oni są? Chester obiecał, że przywiezie Joe'ego, Mike miał wziąć Anne, a reszta chłopaków miała przyjechać osobno. Mieli tu być jakieś 30 minut temu, a jak nazłość rozładował mi się telefon więc nie było jak do nich zadzwonić. Postanowiłem wreszcie przyłączyć się do rodziców i powitać naszych gości.
 Gdy mama mnie zobaczyła uśmiechnęła się i delikatnie skrzywiła gdy zobaczyła że na szyi mam słuchawki. Stwierdziła ostatnio że za niedługo wrosną mi się w szyje jeśli ich nie zdejmę, a ja zacząłem się śmiać tak że mało nie spadłem z krzesła. Mama przedstawiła mnie gościom a ja podałem rękę mężczyzną i pocałowałem w rękę kobiety. Niestety gdybym tego nie zrobił, zapewne mama by mnie zabiła, ale to tylko szczegół. Gdy miałem już odchodzić, do pomieszczenia weszła kobieta w czerwonej sukience i kapeluszu, a za nią mężczyzna, wyższy od niej o całą głowę.
 - Oh! Państwo Force! Jak miło państwa powitać, mam nadzieję że dotarli państwo bez większych trudności- zawołała moja mama i podała ręką kobiecie, a potem mężczyźnie.
 - Nie martw się kochanieńka, dotarliśmy bez żadnych problemów. A cóż to za młodzieniec? -kobieta zapytała patrząc na mnie.
 - Ah.. tak. Wybaczcie. To nasz syn Bradford- mama wskazała ruchem ręki na mnie, a ja rzuciłem jej ciche "mamo..." i zrobiłem to co poprzednim razem.
 - A to nasza córka...- kobieta obróciła się i popatrzyła na męża widząc za nim pustkę.- Najdroższy, gdzie nasza córka? - mąż popatrzył na nią, jak na idiotkę i obrócił się.
 - Oj. Przepraszam, już po nią idę. - Mężczyzna wyszedł z hotelu, a kobieta zaczęła zagadywać moją mamę.

 Marcie. 

 Stałam przed wejściem do jakiegoś hotelu, a moja sukienka powiewała na delikatnym wietrze. Niespodziewanie z hotelu wyszedł mój tata.
 - Co ty wyrabiasz? Czemu nie weszłaś z nami? Organizatorzy chcą Cię poznać.
 - Nic. A miałam? Czemu?- odpowiedziałam na każde pytanie po kolei, a na końcu sama je zadałam.
 - Nie zgrywaj głupa, tylko chodź. -Tata złapał mnie za rękę i delikatnie pociągną do środka. Szłam za nim, ponieważ drzwi były dość wąskie, więc nie pomieściły by nas razem. Stanęłam obok mamy, a przede mną stały trzy postacie. O ja pierdole! Tam był Brad! Zaśmiałam się pod nosem, a moje serce znowu zaczęło dostawać padaczki i rzucało się w mojej klatce piersiowej jak kanarek jakiś.
 - Tak jak mówiłam, to nasza córka Marcie.- Przedstawiła mnie mama.
 - Dzień dobry, miło państwa poznać- wypowiedziałam tę regułkę której nauczyłam się już w wieku trzech lat i uścisnęłam im dłonie.
 - Witaj Marcie, poznaj naszego syna Brad'a. - Powiedziała kobieta i wskazała na swojego syna. Brad uśmiechną się do mnie, a ja do niego. Oni nie wiedzieli że my już się znamy.
 - Cześć Brad- przywitałam się dusząc w sobie śmiech, gdy ten całował moją dłoń.
 - Witaj, Marcie.
 Po tym akcie, Bradowi kazano mnie oprowadzić, a nasi rodzice gdzieś poszli. Gdy byli już daleko, ja i Brad wybuchliśmy śmiechem.
 - Hahahaha! Widziałeś to? Kurwa, szkoda że togo nikt nie nagrał- zawołałam.
 - Tak, to było dobre!
 - No dobra, trza się ogarnąć- uspokoił nas Brad.
 - Przejdziemy się? - zapytałam, bo to stanie w holu było jakieś dziwne.
 - Jasne, chodź oprowadzę Cię.
 - Ok.
 Brad oprowadził mnie po całym ośrodku. Od holu, do dachu (pomijając pokoje). Widok z dachu, a może raczej balkonu widokowego, był naprawdę piękny. Po jednej stronie był widok na rozległe pole golfowe z jeziorkami w nie których miejscach, a z drugiej na park.
 Stałam oparta o barierkę, koło mnie Brad również zachwycał się widokiem. Znudziła mi się ta cisza, ale jednak trudno mi było otworzyć usta.
 - Czemu nie powiedziałeś, że macie koncert?
 Po chwili ciszy, usłyszałam jak Brad nabiera powietrza by mi opowiedzieć:
 - Zapomniałem. Zresztą pewnie byś nie przyszła. Po za tym, przyszłaś z chłopakiem- ten ostatni wyraz wymówił, jakby z bólem.
 - To nie mój chłopak- spojrzałam na Brad'a, a on na mnie.
 - Serio? Całkowicie inaczej to wyglądało, jak się obejmowaliście, lub całowaliście.
 - To nie mój chłopak. My nie jesteśmy parą, jesteśmy...partnerami- wyjaśniłam.
 Delson popatrzył na mnie zdziwiony. Nie dziwię mu się. Zabrzmiało to co najmniej, jakby mu powiedziała, że jedyne co nas łączy to sex. Zaraz... to prawda. O kurwa, wreszcie to komuś powiedziałam. Strasznie głupio się poczułam.
  - Chcesz mi powiedzieć, że łączy Was tylko sex?- uniósł brew do góry. Pokiwałam twierdząco głowom. To było na prawdę mega żenujące.  

****************************************************************************************************
Podobał Wam się kolejny rozdział?
Jak myślicie, co będzie dalej?
Czy Brad, zrazi się do Marcie, bo pomyśli że nie chce od facetów niczego więcej, niż seks?
 Czy Marc będzie jeszcze długo s Sam'em?
Tego dowiemy się już niedługo...

                                                                                             ~Jane

piątek, 26 lipca 2013

Cześć!
Przepraszam Was, z całego serducha i jak tylko mogę!
Wiem, spierdoliłam sprawę. I za to Was bardzo, ale to bardzo przepraszam. 
Pojechałam do cioci na tydzień, na wakacje i nie miałam zbytniego dostępu do komputera. 
Strasznie mi przykro, że Was zawiodłam.
Liczę, że szybko zapomnicie mi tą wtopę i nadal będziecie tu zaglądać.


Jeszcze taki tam zajebisty i najlepszy na świecie gif, jako prezent prze prosinowy:

 
http://api.ning.com/files/NqkuYxlxVg3jgbgbiWnKl1NHsJ3RIruobLT7IFDaJ07VBYfVcG8SV3sFLpVbg3VDhM0cMyPEqAyE6VF0RtCPgd35EQ0OBqsR/2968528106_7b1b304105_o.gif 

                                                           ~Jane 

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 13

Marcie.

http://polki.pl/work/privateimages/formats/V5_MT_LIFE/157810.jpg Po obudzeniu się, wraz z Sam'em przygotowaliśmy śniadanie. Sam poszedł po zakupy, a ja się ogarnęłam. Umyłam się, pościeliłam łóżko, otworzyłam okna itp. Nie miałam w co się ubrać, więc założyłam szlafrok Sam'a. Gdy wrócił, zrobiliśmy kanapki ze świeżych bułek z serem i pomidorem. Zanim jeszcze zasiedliśmy do stołu, ja wyprałam swoją bielizną w rękach, by mieć ją czystą do założenia. Po śniadaniu, Sam poszedł się umyć i ubrać, ja za ten czas pozmywałam i ubrałam się. Bieliznę miałam już suchą i świeżą. Założyłam wczorajsze ciuchy i czekając na Sam'a w kuchni sprawdziłam Facebook'a na I-Phone'ie. Gdy zobaczyłam pewne zdjęcie, myślałam że spadnę z krzesła.Caroline, dodała zdjęcie, z podpisem "Tak się kończy bieganie w obcasach". Było to zdjęcie  jej prawej nogi, w różowym gipsie z podpisami. Byłam w szoku, nie wiedziałam co mam robić. W końcu to była moja najlepsza przyjaciółka. Byłam zmartwiona jej nie szczęściem. Kiedy Sam już był gotowy, oznajmiłam mu że ma mnie zawieść do Caroline, a sam ma jechać do mnie do domu. Nawet nie pytał czemu tak, po prostu zawiózł mnie do przyjaciółki. Pożegnałam się z nim dyskretnym pocałunkiem w policzek i wysiadłam z samochodu.
 Weszłam do jej domu. Caroline, już od dwóch lat mieszkała sama, odkąd przyjęto ją do studia.
 - Halo?! - zawołałam do wnętrza domu.
 - Tu jestem!!- usłyszałam odpowiedź mojej przyjaciółki z salonu. Zdjęłam buty i zostawiłam je w korytarzu.  Weszłam do salonu. Caroline leżała rozciągnięta na sofie, oglądając jakieś brazylijskie seriale na plazmie. To było dziwne, bo zawsze uważała, że takie seriale niszczą psyche.
 - Co ty dobrego zrobiłaś?- zapytałam z uśmiechem na ustach, by trochę poprawić jej humor.  Popatrzyła na mnie z grymasem na ustach.
 - Zderzyłam się z kolegą i skręciłam kostkę. A ty mnie miałaś odebrać z pracy - popatrzyła na mnie z wyrzutem.
 - Ojj, przepraszam. Zapomniałam. - Zrobiłam się czerwona na twarzy, ale na prawdę zapomniałam. Tak, to NIE miało nic wspólnego z tym, że całą noc byłam z Sam'em. - Wybaczysz mi?
Byłam naprawdę podminowana faktem, że moja przyjaciółka przeze mnie cierpi. Czułam się naprawdę paskudnie.
 - Oczywiście, że Ci wybaczam - uśmiechnęła się do mnie, i przytuliła mnie.
 - Dziękuję.
 - Kochana, powiedz mi proszę, czemu masz na sobie wczorajsze ciuchy? - zapytała odsuwając się ode mnie.
 - Yyy... jak się dowiedziałam że masz skręconą kostkę założyłam byle co, żeby być tu z tobą jak najszybciej- powiedziałam  pierwsze co przyszło mi namyśl.
 - Ooo, to takie słodkie. -Uśmiechnęła się do mnie.
  Uff, połknęła haczyk. Jest dobrze.
 - Marcie, możesz przynieść lody z zamrażarki i trzy łyżki?
 - Trzy? -zapytałam.
 - Zanim przyszłaś, dzwoniła Darc że przyjdzie.
 - Aha, już pędzę. - Uśmiechnęłam się z powrotem, tym razem szerzej.
 Kuchnia Caroline, mieściła się na przeciwko wejścia do salonu. Czyli jak wyszłam z salonu, szłam prosto do kuchni.  Lodówka mieściła się na przeciwko wejścia. Uklękłam przy zamrażarce i wyciągnęłam z szuflady, trzy dość spore kubełki lodów.
 Gdy byłam koło drzwi, usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Była to moja druga przyjaciółka, Darcy. Uśmiechnęłam się do niej i po tym jak zdjęła buty obydwie poszłyśmy do Caroline.
 - Jesteś już! - zawołała widząc idącą za mną Darcy.
http://farm4.staticflickr.com/3098/2765950272_a27f2e0252.jpg - Heeej. Kocie, Ciebie nie można samej zostawić, czy co?- zażartowała a my wszystkie wybuchłyśmy śmiechem. Lody były naprawdę dobre, aż postanowiłam zrobić swojemu zdjęcie, i dodać na Facebook'a i TT. Oczywiście zaraz zdobyłam kilka like i komentarzy w stylu "Nie obżeraj się tak", albo "Podziel się z innymi". Strasznie mi się chciało z tego śmieć, więc się nie powstrzymywałam tylko wybuchłam gromkim śmiechem.
 - Dziewczyny, muszę Wam coś powiedzieć. - Przerwała mój śmiech Darcy.
 - O co chodzi? - zapytała Caroline.
 - Bo wiecie... James mi się oświadczył!!!- powiedziała i spojrzała na nas.
 - O Boże!! Naprawdę?! Ale zajebiście!!!- zawołałam. Byłam taka szczęśliwa, że mogłabym tańczyć w koło i śpiewać na całe gardło.
 - Ja pierdole, zaraz jebnę. Kurwa mać jak zajebiście! - krzyknęła Caroline i zaczęła piszczeć. Objęłyśmy Darcy, tak że zrobiła się czerwona.
 - Dziewczyny, dość. Chce być żywa na własnym ślubie- zachichotała, a my ją pościłyśmy.
 - Ojejku, ale ja się cieszę. - Pisknęłam
 - A co ja mam powiedzieć? - zapytała z uśmiechem Darcy.
 - Nie mam pojęcia!!- krzyknęłam.
 - A kiedy ślub? - zapytała Caroline.
 - Wiesz... jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, ale myślę że chcemy żeby było to jak najszybciej -uśmiechnęła się do swoich myśli. Zapewne w marzeniach doszła już do nocy poślubnej.
 Mój telefon za wibrował, oznajmiając mi tym samym, że otrzymałam SMS. "Od: MAMA- Wracaj już do domu, dziś jedziemy na przyjęcie, więc masz tu być za 10 minut. Zadzwoń po Sam'a". 
 - Dziewczynki, ja muszę już spadać. Dziś jedziemy znowu na jakieś żałosne przyjęcie, więc muszę ogarnąć dupę, zanim się tam ze starymi pokarzę. Nie wkurzacie się, no nie?
 - Jane że nie- zapewniła mnie Darcy.- Leć i baw się dobrze.
 Popatrzyła na nią jak na głupią, a potem wszystkie trzy zaczęłyśmy się śmiać.
 - Dobry joke - zawołałam zmierzając w kierunku korytarza.
 - Paaaa!!!- usłyszałam za sobą jednoczesny krzyk moich przyjaciółek.
 - Pa! -krzyknęłam im w odpowiedzi i wyszłam z domu. 
 Zadzwoniłam po Sam'a. Odebrał po dwóch sygnałach.
 - No cześć.
 - No hej. Przyjedź po mnie do Caroline, ok?
 - Okej, zaraz będę.
 - Dzięki.
 Nie wiem nawet, czy minęło ponad 5 minut, ale Sam podjechał pod dom Caroline, bardzo szybko.
Przywitałam się z nim, sztywno, żeby nikt nic nie podejrzewał i usiadłam do tyłu.
 - Co powiedziałeś rodzicom? Wiesz, o tym że się trochę spóźniłeś. -Zagadałam, gdy wyjeżdżaliśmy z ulicy.
 - Że zaspałem. Powiedzieli że jeszcze raz się spóźnią i mnie wyrzucą, ale jakoś mnie to nie przestraszyło- uśmiechną się.- Co u Caroline?
 - W porządku. No, jeśli można tak nazwać skręcenie kostki.
 - Aaauć, co się stało?
 - Powiedziała, że zderzyła się z kolegą, upadła i skręciła kostkę.
 - Aha.
 Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Gdy dojechaliśmy podziękowałam mu, za podwózkę i weszłam do domu. Było ok. 11:20. Moja matka stała w korytarzu, ale nie zwróciła na mnie zbytniej uwagi, kazała mi się tylko szybko wykąpać i ubrać. W swoim pokoju, założyłam szlafrok i poszła do łazienki. Tam umyłam głowę, ogoliłam nogi i pachy. Następnie weszłam do garderoby. Nie miałam pojęcia na jakie przyjęcie jedziemy. O jakiej tematyce. W tym sezonie są modne kwiaty, więc wybrałam krótką sukienkę i żółte szpilki. Ułożyłam ciuchy na łóżku i wróciłam do łazienki. Wysuszyłam włosy i upięłam je w kok. Nogi nasmarowałam balsamem,  popryskałam pachy dezodorantem i wróciłam do pokoju by się ubrać. Gdy była gotowa, zeszłam po schodach na dół. Rodzice czekali już w korytarzu. Mama miała czerwoną zwiewną sukienkę i kapelusz, a tata koszulkę polo i białe spodnie. Uff, trafiła z ubiorem. Zapewne przyjęcie było na dworze. W ukrytej kieszeni w mojej sukience, schowałam telefon i gumę do żucia. Byłam gotowa na wszelkie zaskoczenia ze strony badziewnych przyjęć przyjaciół moich rodziców.
http://www.slubne-auto.pl/galerie/slubne_auto_b28ff71af55885e08100cf61f60d8508.jpg - Pięknie wyglądasz, kochanie. - Uśmiechną się do mnie tata. 
 - Dziękuję- obdarzyłam go nieśmiałym uśmiechem.
 Dobrze, że zdążyłam się trochę pomalować. Bo było źle z moim wyglądem.
 Na podwórku, czekało już na nas auto. Jechaliśmy tym razem mercedesem, co oznaczało że to jakaś luźna impreza. Sam otworzył drzwi mi i mojej mamie do tyłu, a tacie do przodu, po czym sam usiadł na miejscu kierowcy i zawiózł nas na przyjęcie.

*****************************************************************************************
WOW! To juz naprawdę 13 rozdział?
Ale ten czas, szybko leci. Dopiero co napisałam 2 rozdział, a to już 13!
Dziękuję Wam, za każdy komentarz. Jesteście naprawdę wielcy!
Chciałam jeszcze tylko wyjaśnić, żebyście się nie martwili tym, że bohaterka jest z Sam'em. Za jakiś czas, sprawy obrócą się o 180 stopni. Wymagam od Was tylko cierpliwości. 
CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!

                                                          
                                                                                         ~Jane       

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 12

  Darcy.

 Po raz kolejny dzisiaj, próbowałam dodzwonić się dobrą nowiną z moimi przyjaciółkami. Niestety, obydwie spały. Dzwoniłam po raz trzeci do obydwu. No i znowu sekretarka. Zdenerwowałam się i rzuciłam moim samsungiem na łóżko. Była ósma. O tej porze Caroline powinna być już w studiu, a Marc... hm, a co by mogła robić Marcie? Kiedyś była ranny ptaszkiem, tylko teraz się jakoś popsuła. Jestem od niej trochę starsza. Mianowicie o rok, ale martwię się o nią. Rzadko chce z nami wychodzić, a gdy wreszcie ją u błagamy, zachowuję się jak pannica. Znaczy się, potrafi też się zachowywać w porządku, tak zwyczajnie. Ale i tak brakuje mi naszej Marcie.
 Moje przyjaciółki mnie olały, więc przemierzyłam salon w moim domu i weszłam do kuchni. James właśnie przygotowywał sobie posiłek. Nakładał na dwa talerze brokuły. Gotowanie to była jego wielka pasja. Cieszyłam się tym, ponieważ ja mogłam nawet wodę spalić. Niestety, ale mama nie zdążyła nauczyć mnie sekretnej sztuki gotowania. A teraz już nawet nie mogłam podzielić się z tak wesołą dla mnie wiadomością. Popatrzyłam na swój nowy pierścionek na ogół żadnych nie noszę, ale skoro ten jest zaręczynowy. No to będę i to z dumą.
 Dzisiaj, o godzinie 24, James mnie obudził i poprosił o rękę. Zrobił to dokładnie, jak zawsze chciałam żeby ktoś mi się oświadczył. Nigdy mu o tym nie mówiłam, więc była bardzo zaskoczona. Oczywiście przyjęłam jego zaręczyny. Potem byłam tak szczęśliwa że nie zasnęłam do czwartej, a kiedy już zasnęłam co jakiś czas się budziłam. Byłam taka szczęśliwa, że jak tylko była odpowiednia pora, zadzwoniłam do taty i mu się pochwaliłam. On również się bardzo ucieszył, a potem kazał mi zadzwonić do moich braci. Stałam wtedy w moim szlafroku, przy szafce na której mamy telefon i wydzwaniałam do wszystkich. James, tylko za mną siedział i słyszałam jak się ze mnie śmieje. Czasem twierdził, że jak się cieszę ro skaczę jak wiewiórka. Ja oczywiście uważałam że mówi głupoty, ale jak zobaczyłam się dziś rano w lusterku, od razu przyznałam mu rację. Ja i James, tworzyliśmy parę, przez ostatnie pięć lat. Przez ten czas, zdążyliśmy się bardzo dobrze poznać.


  Caroline.

 Wkurwiona do granic możliwości, po raz dwunasty dzwoniłam do Marcie. Ta pinda piała mnie odebrać ze studia, a tak to sama muszę iść. Miałam na sobie spódnicę maxi, sandały na koturnach, białą bokserkę. Do tego srebrne lustrzanki i miętową kopertówkę. Wiem że stylizacja trochę badziewna, ale zaspałam i miałam tylko godzinę na przygotowanie się. Dowodem na to była moja fryzura. Fryzjerka się na mnie wściekła, ponieważ nie zdążyłam się uczesać i włosy związałam w kok. Oczywiście mnie uczesała itp, ale po sesji sprowadziła włosy do poprzedniego stanu, tylko jej ten kok wyszedł o wiele lepiej.
 Gdy moja przyjaciółka ciągle nie odbierała zdenerwowałam się i schowałam swojego BlackBerry do kopertówki. Przemierzałam chodnik w nadziei, że nikt na mnie nie patrzy i myśli sobie "Jaka chudzina", czy coś w tym stylu. Wiem że ważenie 43 kg przy wzroście 172 cm. i wieku 21 lat, jest raczej dziwne, ale nie muszą się gapić jak na jakiegoś burgera. A propos jedzenia... nie zjadłam śniadania i byłam głodna. Dziś jestem prawie cały dzień w pracy. Byłam w studiu od 5, czyli już trzy godziny, potem mam wolne do 16 i znowu idę, aż do 21. Miałam zamiar kupić sobie nowe wydanie Voge'a, gdzie podobno miało być o modelkach w studiu jakim pracuję, więc gdy tylko zobaczyłam kiosk, sięgnęłam po portfel. Sprzedawczyni w kiosku dała mi ostatni egzemplarz gazety, zapłaciłam i odeszłam od stoiska. Trzymając dość grubą gazetę, szukałam wzrokiem jakiejś przyzwoicie wyglądającej knajpki, w której mogłabym zamówić coś do zjedzenia i w spokoju przeczytać artykuł.
 W końcu wybrałam jedną z przynajmniej pięciu knajpek na tej ulicy i weszłam do niej. Atmosfera zdawała się być bardzo przyjemna. W powietrzu unosił się zapach kawy, a na stolikach były ustawione po trzy świeczki. Usiadłam do tego przy szybie, by mieć lepsze oświetlenie do czytania i położyłam torebkę miedzy sobą, a szybą. Nie wiadomo co się może stać, jeśli się zaczytam.
 Nie musiałam długo czekać na kelnera, który przyniósł mi kartę dań. Zamówiłam dwa Croissanty i kawę. Kiedy już rozsiadłam się wygodnie, czyli założyłam nogę na nogę i zdjęłam okulary poczekałam chwile i przyszedł kelner z moim zamówieniem. Kawę podano w wysokich szklankach, a na wierzch dano bitą śmietanę, która tworzyła taką jakby górkę i wychodziła aż z poza szklanki. Bita śmietana była jeszcze polana...hm? Sosem karmelowym, przynajmniej na taki wyglądał. Do kawy dołączono również łyżeczkę i rurkę. Moje Croissanty były jeszcze rumiane i ciepłe. Polano je masełkiem, które z nich spływało. Ym... normalnie ślinka ciekła na sam widok. Podziękowałam kelnerowi, a on skiną głową oraz się uśmiechną i już go nie było. Był ode mnie przynajmniej cztery lata młodszy. Wyglądał jak taki, co dopiero skończył gimnazjum. Był bardzo przystojny i naprawdę mi się spodobał. Zapewne przyszedł tu pracować tylko na wakacje, żeby zarobić. Gdyby nie ta wyraźna różnica wieku między na nami, zaczęłabym go podrywać, ale niestety ta różnica mi na to nie pozwalała. Kelner miał blond włosy z grzywką i przeuroczo niebieskie oczy którymi mi się przyglądał sprzątając ze stolika naprzeciwko. Wzięłam łyżeczkę i patrząc na niego, prosto w jego oczy, wzięłam na nią bitą śmietanę i ją zlizałam. Zobaczyłam jak ciężko połyka ślinę, o to mi chodziło. Zaraz! Co ja wyrabiam?! Podrywam dziecko! Boże... co się ze mną dzieję? Gdy wreszcie się ogarnęłam, otworzyłam czasopismo i szukałam strony o firmie. Był tam krótki wstęp, na który rzuciłam tylko okiem było tam coś, że nasze studio słynie z wybitnych fotografów, stylistów, ale to modelki są największą chlubą. Na moją twarz wkroczył rumieniec. Zaczęłam czytać o każdej z nas. W studio było nas wszystkich dwadzieścia pięć. Do każdej było dodane zdjęcie + krótka biografia i jeszcze trochę pierdołek. To wszystko, te informacje i zdjęcia, o nas zajęły aż trzy strony.  W końcu znalazłam siebie. Wzięłam do ręki drugiego Croissanta i ugryzłam. Potem zjadłam całego nawet o tym nie wiedząc. Napiłam się kawy i byłam gotowa by przeczytać jak mnie chwalą.

   po 10 seknudach...

 - Co kurwa?!?!- wydarłam się na cały głos nie bacząc na to że w knajpie było jeszcze dużo klientów.- Co to ma być do chuja pana?!!!
 Rozejrzałam się jeszcze po twarzach zebranych. Byłam tak wściekła że myślałam że wyjdę szybą. Wydarłam z portfela 10 dolców i rzuciłam je na stolik. Chwyciłam torebkę, okulary i to cholerstwo (gazetę) i wybiegłam wściekła z knajpy pozostawiając niedopitą kawę. Szłam szybkim krokiem nie zważając na ludzi który przy tym potrącałam. Wrzuciłam czasopismo do najbliższego kosza na śmieci i szłam dalej. W rękach mocno ściskałam kopertówkę, aż mi kłykcie zbielały. Na przeciwko mnie, szedł mężczyzna ubrany cały na czarno. Miałam go w dupie, sam miał się usunąć. Szłam dalej, tylko patrzyłam pod nogi.
 BUM!
 Upadłam na chodnik i poczułam bardzo śliny ból w kostce i tyłku. Zderzyłam się z tym kolesiem. Nie do wiary! Nie usuną się! Co za cham!
 - Ty ślepy jesteś! Nie widzisz że szłam?!-syknęłam, łapiąc się za prawą kostkę.
 - Przepraszam! Nie zauważyłem Cię. Bardzo boli.-Ratował się i przykucną przy mnie.
 Spojrzałam na niego, a on na mnie. O Boże!
 - Chester! Debilu!- zawołałam, a na moje usta wkradł się szeroki uśmiech mimo bólu kostki.
 - Caroline? O ja! Nie poznałem Cię- zaśmiał się.
 Chciałam wstać, ale moja kostka postanowiła, że nie ruszę się z chodnika. W bardzo bolesny sposób.  Jęknęłam i postanowiłam się jej słuchać. Spojrzałam na nią, była bardzo spuchnięta. Chester powiódł wzrokiem za moim i aż jękną.
 - Nie ma bata. Trzeba z tym do szpitala jechać. -Zadecydował.
 - Nie wiem czy widzisz, ale nie mogę się ruszyć.
 - Z tym nie ma problemu -zapewnił i wziął mnie na ręce. Popatrzyłam się na niego jak na idiotę.
 - Dobrze się czujesz? W domu wszyscy zdrowi? - zapytałam, a on wybuch śmiechem.
 - Jesteś bardzo lekka. Zaniosę Cię do samochodu i pojedziemy do szpitala -powiedział i już szedł w stronę w którą ja poprzednio szłam.
 - A tak w ogóle, to co u Ciebie? - zapytałam całkowicie od czapy i zacisnęłam powieki by nie uronić łzy z powodu bólu.
 - Nic, wybrałem się na jakieś zakupy. Potem mam się widzieć z chłopakami na próbie. A co u Ciebie?- spojrzał na mnie, właśnie w tym momencie, w którym już nie mogła powstrzymywać łez i zobaczył kilka łez spływających mi po policzku. -Ejj, nie rozklejaj się. Może nie jest tak źle.
 - Nie wiem, nie znam się. Ale mnie boli jak cholera jakaś. -Załkałam.
 A niech to wszystko szlag jasny trafi! Pomyślałam.
 Chester zszedł z chodnika i kierował się ku swojemu samochodowi. Niestety nie znam się na markach, ale samochód był ładny. Rozmawialiśmy o byle czym, bym mogła spróbować nie myśleć o bólu. Popatrzyłam się w stronę jego samochodu.
 - O kurwa. -Powiedziałam.
 - Co się stało? - zapytał wciąż się uśmiechając.
 - Za twoim samochodem stoją paparazzi i właśnie robią nam zdjęcia -powiedziałam mu do ucha. Przyjął to na luzie, tylko przestał się uśmiechać. Spojrzał na mnie, potem przed siebie. Uznałam to, za sygnał do "pozowania". Poprawiłam okulary na nosie i miałam bardzo wielką nadzieję że nie widać śladów łez na moich policzkach. Popatrzyłam się na Chestera, który szedł przed siebie. Poprawiłam mu kołnierzyk od koszuli. Potem spojrzałam tam gdzie on. Popatrzyłam niby to na samochód, ale na prawdę patrzyłam na paparazzich. Było ich trzech. Jednego rozpoznałam od razu, koleś już nie raz za mną chodził. A tamtych dwóch nie znałam w ogóle. W jednej ręce trzymałam kopertówkę, a drugą trzymałam się szyi Chester'a. W końcu reporterzy się zmyli, a Chazz ze mną na rękach, otworzył samochód pilotem. Otworzył drzwi od strony kierowcy i posadził mnie na miejscu pasażera. Nie powiem, bolało mnie to, zwłaszcza jak przypadkiem dotknęłam nogą drzwi, ale się nie odezwałam bo nie chciałam by się martwił. Zapięłam pas i zamknęłam drzwi. Chazy wsiał na swoje miejsce, odpalił samochód i pojechaliśmy do szpitala.
 Gdy dojechaliśmy do szpitala, Chester zaniósł mnie na izbę przyjęć. Tam się mną zaopiekowano, a Bennington'owi kazali zaczekać na zewnątrz. Tam odpowiednio się mną zajęto. Zadano mi kilka pytań. Wiecie: imię, nazwisko, wiek, itd. Standard. Potem zrobiono i prześwietlenie, okazało się że skręciłam kostkę. Założono gips i dokładnie powiedziało jak mam się z tym wszystkim obsługiwać. Gratis dostałam kule i wózek. Chwyciłam kule i próbowałam na ich wstać, ale noga na której znajdował się gips po kolano, była zdecydowanie za ciężka. Pielęgniarze pomogli mi usiąść na wózku. Potem Chester zawiózł mnie do domu, a ja zadzwoniłam po mamę, która przyszła natychmiast jak jej powiedziałam że mam gips. Ona pomogła mi się przebrać w dres i zrobiła coś do picia. Po drodze kupiła ciastka i razem je zjadłyśmy oglądając seriale jak wtedy kiedy jeszcze mieszkałam u rodziców.

**********************************************************************************************************************
 Siemka!
 Liczę że ten rozdział podobał Wam się tak samo jak inne.
Czekam na komentarze, nawet nie wiecie jak one pomagają przy pisaniu!
Współczujecie trochę Caroline? Ja bardzo...
Cieszycie się ze szczęścia Darcy? Ja również :3 
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!!

                                                                                

                                                                                      ~Jane

niedziela, 30 czerwca 2013

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 10


     

    Brad

 Dziś o piątej, mieliśmy koncert w klubie. Od drugiej po południu ćwiczyliśmy, żeby wszystko wyszło idealnie. Za pół godziny mieliśmy wchodzić na scenę.
 -Ej, chłopaki! Ja was proszę. Ostatni raz gramy Breaking The Habit i daję wam spokój, ale proszę, postarajcie się. - Mike truł nam tymi słowami dupę już od 15 minut.
  Joe zaczął 'grać' na swojej konsolecie. Rob zaczął wybijać rytm, a ja i Pheonix dołączyliśmy do niego po chwili, grając na naszych gitarach. Nie dłużej niż 5 sekund później Chester zaczął śpiewać. Mike przyglądał się nam i jednocześnie grał na klawiszach. Graliśmy cicho, by nikt nas nie usłyszał, ponieważ nie chcieliśmy żeby nas słyszano. Gdy skończyliśmy po raz czwarty w tych 15 minutach Mike pozwolił nam odpocząć i poszedł pogadać z dźwiękowcem. Reszta poszła się napić, a ja zanim do nich dołączyłem, chciałem jeszcze zobaczyć jaką mamy widownię. To nie był koncert z naszej trasy, tylko tak w przerwie między pracowaniem nad nowym albumem, więc nie spodziewaliśmy się jakiejś widowni większej niż 200 osób. Odchyliłem lekko kurtynę. Moim oczom ukazało się dość spore pomieszczenie wypełnione ludźmi. Było głośno, bo DJ grał jakieś kawałki żeby rozgrzać publikę, przed naszym wejściem. Były tam miejsca, zarezerwowane dla VIP'ów. Siedziało tam już kilka sławnych osób. Niestety nie rozpoznałem, ale widziałem że fani robili sobie z nimi zdjęcia. Tuż pod sceną, zobaczyłem tą trzy osobową grupkę ludzi, która spotkała mnie i Marcie kiedy byliśmy na molo.
 - Brad! - usłyszałem głos Joe'ego. Odwróciłem się do niego twarzą, stał wpatrzony we mnie. -Stary chodź stawaj już na swoje miejsce za minutę gramy!
 - Okej. Już idę.- Powiedziałem, zasłoniłem kurtynę i stanąłem wraz z moją gitarą na wyznaczone miejsce.

  
     Marcie

  Ubrana w rurki, obcasy i koszulę,  siedziałam w taksówce wtulona w Sam'a. Miałam ze sobą małą kopertówkę żeby schować I-Phone'a i jakąś kasę. Sam powiedział, że w klubie są szafki, do których dostaje się "zegarek" w których można schować swoje rzeczy. Postanowiliśmy że na wejściu od razu dam tam moją torebkę i pójdziemy do baru.
 - Koncert powinien Ci się spodobać -odezwał się Sam, przerywając głuchą ciszę.
 - A powiesz mi wreszcie, czyj to koncert?
 - Powiem tylko, że zespołu gra Rock'a i Heavy Metal - mimo że było ciemno, widziałam ten jego zbójecki uśmiech na twarzy. Ja również wykrzywiłam usta w grymasie uśmiechu i pocałowałam go w usta.
  Nadal wtulona w mojego "chłopka", rozmyślałam nad tym, co wydarzyło się, kiedy wyszłam z basenu. Poszłam do łazienki, umyłam się, wysuszyłam i stałam 10 minut przed szafą wybierając co mogę na siebie założyć. Nie miałam kompletnie pomysłu, ale w końcu, gdy dostałam SMS od Sam'a, że już czeka, wyciągnęłam pierwsze lepsze szmaty z szafy i je na siebie założyłam. Wyszłam z domu nie postrzeżenie. Jak wychodziłam z domu, pogoda diametralnie się zmieniła. Niebo było całe zachmurzone. Było duszno, a powietrze było ciężkie, człowiek momentalnie się męczył i pocił. Gdy wsiadłam do taxi, Sam mocno mnie objął i pocałował. Potem całowaliśmy się tak przez ok. 5 minut jazdy. 
https://d1mi3s36zg393u.cloudfront.net/event/173162/og/46d5fec0762f4ae9ade6158ae941a5c4.image!jpeg.130045.jpg.Create1000x1000.jpg Sam mówił, że ten klub do którego jedziemy, jest oddalony od mojego domu. Wtulona w Sam'a i zamyślona, patrzyłam przez okno, obserwując ludzi, pogodę i różne budynki. Rozglądałam się, gdy moją uwagę przykuł wielki szyld, rozświetlony na biało. Bardzo poraziło mnie w oczy. Pokazałam Sam'owi ten szyld.
 - Właśnie tam jedziemy - odpowiedział, uśmiechając się po raz kolejny.- Panie kierowco, proszę trochę szybciej, zaraz się spóźnimy! -zawołał, a kierowca kiwną głową i przycisną pedał gazu.
 
 Gdy wchodziliśmy do klubu, prowadzący imprezę, ogłaszał kto będzie grał. Niestety nie usłyszałam kto, ponieważ w momencie w którym weszliśmy zakończył. Poprosił publikę o jeszcze 5 minut, ponieważ muszą sprawdzić sprzęt. Korzystając z okazji, poszłam z Sam'em, do barmana poprosić o kluczyk. Kierując się do baru spojrzałam na scenę, była oświetlona niebieskim światłem. Jeśli się dobrze przyjrzeć, można było zauważyć kilka postaci. To pewnie był ten zespół. Sam zaprowadził mnie, na nasze miejsca dla VIP'ów. To miło z jego strony, że zamówił dla nas takie miejsca. Przynajmniej nie będziemy musieli dzielić stolika z jakaś flądrą i pijaczyskiem. Zapytał mnie, czego się napiję. Powiedziałam żeby wziął dwie butelki piwa i martini. Gdy poszedł, ja się wygodnie rozsiadłam i patrzyłam po tłumie. Nikogo tu nie znałam, całe szczęście bo oni nie znali również mnie. Dużo osób piło przy stolikach, reszta oblegała bar, a inni stali pod sceną. Zdawało mi się, że widziałam tam te trzy osoby co wtedy na molo, jak byłam z Brad'em, ale to raczej nie oni. No nie? Zresztą...
 Sam przyniósł moje zamówienie i usiadł koło mnie. Nagle zgasły wszystkie światła. Zapalił się tylko jeden reflektor który oświetlał z góry jedną osobę. Był to dość wyskoki mężczyzna, trzymał w ręku mikrofon. Podniósł go do twarzy i momentalnie, jakby to był sygnał, zaczęły grać wszystkie instrumenty a on zaczął śpiewać piosenkę. Za chwilę dołączył do niego drugi wokalista, a ten zamilkł. Scena na powrót została oświetlona. Teraz widziałam wszystko dokładnie. Było dwóch gitarzystów, jedne perkusista, raper, wokalista i DJ. DJ z wyglądu przypominał chińczyka, był grubszy i miał skośne oczy. Obok niego, stał ten raper, który rozpoczynał, a z nimi stał jeden z gitarzystów. Był taki trochę bardziej rudy, wysoki i szczupły. Za nim była perkusja, za którą siedział kolejny koleś, miał włosy do ramion, które okalały jego spoconą twarz. Po jego prawej stronie, stał następny gitarzysta. W momencie, gdy go rozpoznałam. Moje serce zatrzymało się, zrobiło kilka fikołków i powróciło na swoje miejsce.
 Boże. Brad!
 Nie wiem czemu, ale nagle zrobiło mi się nie dobrze. Nie mówiąc nic Sam'owi, pobiegłam do łazienki. Gdy dobiegłam do sedesu, zwymiotowałam, ale tylko trochę, ponieważ nie miałam czym wymiotować. Zjadłam dziś trochę, ale nie na tyle by to wyrzygiwać przez godzinę. Spłukałam wodę w sedesie i podeszłam do umywalki. Oczyściłam twarz wodą i wypłukałam usta. Miałam nadzieję, że Sam miał gumę do żucia. Wróciłam do stolika. Sam był wyraźnie zaniepokojony, moją nagłą wycieczką do WC.
 - Nic Ci nie jest? Co się stało?- zapytał.
 - Nic. To zapewne zatrucie pokarmowe. - Skłamałam, w końcu sama dobrze nie wiedziałam co się stało. - Masz gumę?
 Sam pogrzebał w kieszeni i bez słowa wręczył mi paczkę gum. Wzięłam dwie i wsadziłam je do ust. Były miętowe, moje ulubione. Usiadłam koło niego z powrotem, a on mnie przytulił. Położyłam głowę na jego ramieniu.

 Po jakiejś godzinie siedzenia i gdy już było ze mną lepiej. Ruszyliśmy na parkiet. Świetnie się bawiliśmy. Potem ogłoszono krótką przerwę i muzycy schodzili ze sceny, by się napić. Wtedy Brad zauważył mnie w objęciach Sam'a...

***********************************************************************************

Wow! To już 10 rozdział! 
Liczę, że podobał wam się tak samo, jak inne. 
Proszę o komentarze.
Cieszę się, że wciąż tu zaglądacie. 
Wiem że krótkie, ale chciałam to jeszcze dziś dodać. 
CZYTASZ?- KOMENTUJ! 


                                                                              ~Jane

niedziela, 23 czerwca 2013

Łzy radości.

 Hej. 

 Jejku jejku jejku! Nawet nie wiecie jak się cieszę! 
Jest tu już 1058 !!! wyświetleń! 
Jesteście najwspanialsi na świecie! Nie mogę uwierzyć, że aż tyle osób czyta mojego bloga! 
Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tak wielkiej ilości wyświetleń. Jesteście naprawdę wielcy! Nie wiem nawet jak wam dziękować. 

 Skopiowałam wam statystyki, byście mogli zobaczyć, to co ja. 

  Polska  733
  Rosja  47
  Stany Zjednoczone  44
 Ukraina  25
 Niemcy  9
 Holandia  8
 Włochy  2
 Dania  1
 Wielka Brytania  1
 Malezja  1


           Dziękuję każdemu kto tu 
 zagląda, czyta oraz komentuje. 
Wszyscy jesteście wspaniali. 


               


                                             ~Jane