Marcie.

Po obudzeniu się, wraz z Sam'em przygotowaliśmy śniadanie. Sam poszedł po zakupy, a ja się ogarnęłam. Umyłam się, pościeliłam łóżko, otworzyłam okna itp. Nie miałam w co się ubrać, więc założyłam szlafrok Sam'a. Gdy wrócił, zrobiliśmy kanapki ze świeżych bułek z serem i pomidorem. Zanim jeszcze zasiedliśmy do stołu, ja wyprałam swoją bielizną w rękach, by mieć ją czystą do założenia. Po śniadaniu, Sam poszedł się umyć i ubrać, ja za ten czas pozmywałam i ubrałam się. Bieliznę miałam już suchą i świeżą. Założyłam wczorajsze ciuchy i czekając na Sam'a w kuchni sprawdziłam Facebook'a na I-Phone'ie. Gdy zobaczyłam pewne zdjęcie, myślałam że spadnę z krzesła.Caroline, dodała zdjęcie, z podpisem "Tak się kończy bieganie w obcasach". Było to zdjęcie jej prawej nogi, w różowym gipsie z podpisami. Byłam w szoku, nie wiedziałam co mam robić. W końcu to była moja najlepsza przyjaciółka. Byłam zmartwiona jej nie szczęściem. Kiedy Sam już był gotowy, oznajmiłam mu że ma mnie zawieść do Caroline, a sam ma jechać do mnie do domu. Nawet nie pytał czemu tak, po prostu zawiózł mnie do przyjaciółki. Pożegnałam się z nim dyskretnym pocałunkiem w policzek i wysiadłam z samochodu.
Weszłam do jej domu. Caroline, już od dwóch lat mieszkała sama, odkąd przyjęto ją do studia.
- Halo?! - zawołałam do wnętrza domu.
- Tu jestem!!- usłyszałam odpowiedź mojej przyjaciółki z salonu. Zdjęłam buty i zostawiłam je w korytarzu. Weszłam do salonu. Caroline leżała rozciągnięta na sofie, oglądając jakieś brazylijskie seriale na plazmie. To było dziwne, bo zawsze uważała, że takie seriale niszczą psyche.
- Co ty dobrego zrobiłaś?- zapytałam z uśmiechem na ustach, by trochę poprawić jej humor. Popatrzyła na mnie z grymasem na ustach.
- Zderzyłam się z kolegą i skręciłam kostkę. A ty mnie miałaś odebrać z pracy - popatrzyła na mnie z wyrzutem.
- Ojj, przepraszam. Zapomniałam. - Zrobiłam się czerwona na twarzy, ale na prawdę zapomniałam. Tak, to NIE miało nic wspólnego z tym, że całą noc byłam z Sam'em. - Wybaczysz mi?
Byłam naprawdę podminowana faktem, że moja przyjaciółka przeze mnie cierpi. Czułam się naprawdę paskudnie.
- Oczywiście, że Ci wybaczam - uśmiechnęła się do mnie, i przytuliła mnie.
- Dziękuję.
- Kochana, powiedz mi proszę, czemu masz na sobie wczorajsze ciuchy? - zapytała odsuwając się ode mnie.
- Yyy... jak się dowiedziałam że masz skręconą kostkę założyłam byle co, żeby być tu z tobą jak najszybciej- powiedziałam pierwsze co przyszło mi namyśl.
- Ooo, to takie słodkie. -Uśmiechnęła się do mnie.
Uff, połknęła haczyk. Jest dobrze.
- Marcie, możesz przynieść lody z zamrażarki i trzy łyżki?
- Trzy? -zapytałam.
- Zanim przyszłaś, dzwoniła Darc że przyjdzie.
- Aha, już pędzę. - Uśmiechnęłam się z powrotem, tym razem szerzej.
Kuchnia Caroline, mieściła się na przeciwko wejścia do salonu. Czyli jak wyszłam z salonu, szłam prosto do kuchni. Lodówka mieściła się na przeciwko wejścia. Uklękłam przy zamrażarce i wyciągnęłam z szuflady, trzy dość spore kubełki lodów.
Gdy byłam koło drzwi, usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Była to moja druga przyjaciółka, Darcy. Uśmiechnęłam się do niej i po tym jak zdjęła buty obydwie poszłyśmy do Caroline.
- Jesteś już! - zawołała widząc idącą za mną Darcy.

- Heeej. Kocie, Ciebie nie można samej zostawić, czy co?- zażartowała a my wszystkie wybuchłyśmy śmiechem. Lody były naprawdę dobre, aż postanowiłam zrobić swojemu zdjęcie, i dodać na Facebook'a i TT. Oczywiście zaraz zdobyłam kilka like i komentarzy w stylu "Nie obżeraj się tak", albo "Podziel się z innymi". Strasznie mi się chciało z tego śmieć, więc się nie powstrzymywałam tylko wybuchłam gromkim śmiechem.
- Dziewczyny, muszę Wam coś powiedzieć. - Przerwała mój śmiech Darcy.
- O co chodzi? - zapytała Caroline.
- Bo wiecie... James mi się oświadczył!!!- powiedziała i spojrzała na nas.
- O Boże!! Naprawdę?! Ale zajebiście!!!- zawołałam. Byłam taka szczęśliwa, że mogłabym tańczyć w koło i śpiewać na całe gardło.
- Ja pierdole, zaraz jebnę. Kurwa mać jak zajebiście! - krzyknęła Caroline i zaczęła piszczeć. Objęłyśmy Darcy, tak że zrobiła się czerwona.
- Dziewczyny, dość. Chce być żywa na własnym ślubie- zachichotała, a my ją pościłyśmy.
- Ojejku, ale ja się cieszę. - Pisknęłam
- A co ja mam powiedzieć? - zapytała z uśmiechem Darcy.
- Nie mam pojęcia!!- krzyknęłam.
- A kiedy ślub? - zapytała Caroline.
- Wiesz... jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, ale myślę że chcemy żeby było to jak najszybciej -uśmiechnęła się do swoich myśli. Zapewne w marzeniach doszła już do nocy poślubnej.
Mój telefon za wibrował, oznajmiając mi tym samym, że otrzymałam SMS. "
Od: MAMA- Wracaj już do domu, dziś jedziemy na przyjęcie, więc masz tu być za 10 minut. Zadzwoń po Sam'a".
- Dziewczynki, ja muszę już spadać. Dziś jedziemy znowu na jakieś żałosne przyjęcie, więc muszę ogarnąć dupę, zanim się tam ze starymi pokarzę. Nie wkurzacie się, no nie?
- Jane że nie- zapewniła mnie Darcy.- Leć i baw się dobrze.
Popatrzyła na nią jak na głupią, a potem wszystkie trzy zaczęłyśmy się śmiać.
- Dobry joke - zawołałam zmierzając w kierunku korytarza.
- Paaaa!!!- usłyszałam za sobą jednoczesny krzyk moich przyjaciółek.
- Pa! -krzyknęłam im w odpowiedzi i wyszłam z domu.
Zadzwoniłam po Sam'a. Odebrał po dwóch sygnałach.
- No cześć.
- No hej. Przyjedź po mnie do Caroline, ok?
- Okej, zaraz będę.
- Dzięki.
Nie wiem nawet, czy minęło ponad 5 minut, ale Sam podjechał pod dom Caroline, bardzo szybko.
Przywitałam się z nim, sztywno, żeby nikt nic nie podejrzewał i usiadłam do tyłu.
- Co powiedziałeś rodzicom? Wiesz, o tym że się trochę spóźniłeś. -Zagadałam, gdy wyjeżdżaliśmy z ulicy.
- Że zaspałem. Powiedzieli że jeszcze raz się spóźnią i mnie wyrzucą, ale jakoś mnie to nie przestraszyło- uśmiechną się.- Co u Caroline?
- W porządku. No, jeśli można tak nazwać skręcenie kostki.
- Aaauć, co się stało?
- Powiedziała, że zderzyła się z kolegą, upadła i skręciła kostkę.
- Aha.
Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Gdy dojechaliśmy podziękowałam mu, za podwózkę i weszłam do domu. Było ok. 11:20. Moja matka stała w korytarzu, ale nie zwróciła na mnie zbytniej uwagi, kazała mi się tylko szybko wykąpać i ubrać. W swoim pokoju, założyłam szlafrok i poszła do łazienki. Tam umyłam głowę, ogoliłam nogi i pachy. Następnie weszłam do garderoby. Nie miałam pojęcia na jakie przyjęcie jedziemy. O jakiej tematyce. W tym sezonie są modne kwiaty, więc wybrałam krótką
sukienkę i żółte
szpilki. Ułożyłam ciuchy na łóżku i wróciłam do łazienki. Wysuszyłam włosy i upięłam je w
kok. Nogi nasmarowałam balsamem, popryskałam pachy dezodorantem i wróciłam do pokoju by się ubrać. Gdy była gotowa, zeszłam po schodach na dół. Rodzice czekali już w korytarzu. Mama miała czerwoną zwiewną sukienkę i kapelusz, a tata koszulkę polo i białe spodnie. Uff, trafiła z ubiorem. Zapewne przyjęcie było na dworze. W ukrytej kieszeni w mojej sukience, schowałam telefon i gumę do żucia. Byłam gotowa na wszelkie zaskoczenia ze strony badziewnych przyjęć przyjaciół moich rodziców.

- Pięknie wyglądasz, kochanie. - Uśmiechną się do mnie tata.
- Dziękuję- obdarzyłam go nieśmiałym uśmiechem.
Dobrze, że zdążyłam się trochę pomalować. Bo było źle z moim wyglądem.
Na podwórku, czekało już na nas auto. Jechaliśmy tym razem mercedesem, co oznaczało że to jakaś luźna impreza. Sam otworzył drzwi mi i mojej mamie do tyłu, a tacie do przodu, po czym sam usiadł na miejscu kierowcy i zawiózł nas na przyjęcie.
*****************************************************************************************
WOW! To juz naprawdę 13 rozdział?
Ale ten czas, szybko leci. Dopiero co napisałam 2 rozdział, a to już 13!
Dziękuję Wam, za każdy komentarz. Jesteście naprawdę wielcy!
Chciałam jeszcze tylko wyjaśnić, żebyście się nie martwili tym, że bohaterka jest z Sam'em. Za jakiś czas, sprawy obrócą się o 180 stopni. Wymagam od Was tylko cierpliwości.
CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!
~Jane