Wyświetlenia

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 14

 Brad.

 W tym roku, impreza dobroczynna organizowana dla potrzebujących odbywała się wyjątkowo szybko, bo w wakacje. Zwykle moi rodzice organizowali ją w zimie, w święta lecz w tym roku nie będzie ich w kraju na święta, więc organizują ją szybciej żeby niczego nie przepuścić. W tym roku impreza odbywała się na polu golfowym, wynajętym przez organizatorów. Wszystkie atrakcje były płatne, ponieważ wszystkie pieniądze zarobione będą oddawane na potrzeby bezdomnych i biednych. Byłem ubrany w luźny niebieski T-shirt i czarne spodnie do kolan. Na nogach miałem swoje ulubione czarne conversy, a do kompletu okulary nerdy. Stałam na balkonie widokowym, patrząc na wszystkie dzieci które bawiły się w raz z opiekunkami na polu i rozstawione stoły dla ich rodziców.  W ręku trzymałem kieliszek z szampanem. W gruncie rzeczy wolę mocniejsze alkohole, ale niestety dziś nie podano tych które by mnie w jakikolwiek sposób zainteresowały. Rodzice mnie już wielokrotnie wołali żeby przyłączył się do nich, ale odmawiałem. Wolałem poczekać na moich przyjaciół. Właśnie gdzie oni są? Chester obiecał, że przywiezie Joe'ego, Mike miał wziąć Anne, a reszta chłopaków miała przyjechać osobno. Mieli tu być jakieś 30 minut temu, a jak nazłość rozładował mi się telefon więc nie było jak do nich zadzwonić. Postanowiłem wreszcie przyłączyć się do rodziców i powitać naszych gości.
 Gdy mama mnie zobaczyła uśmiechnęła się i delikatnie skrzywiła gdy zobaczyła że na szyi mam słuchawki. Stwierdziła ostatnio że za niedługo wrosną mi się w szyje jeśli ich nie zdejmę, a ja zacząłem się śmiać tak że mało nie spadłem z krzesła. Mama przedstawiła mnie gościom a ja podałem rękę mężczyzną i pocałowałem w rękę kobiety. Niestety gdybym tego nie zrobił, zapewne mama by mnie zabiła, ale to tylko szczegół. Gdy miałem już odchodzić, do pomieszczenia weszła kobieta w czerwonej sukience i kapeluszu, a za nią mężczyzna, wyższy od niej o całą głowę.
 - Oh! Państwo Force! Jak miło państwa powitać, mam nadzieję że dotarli państwo bez większych trudności- zawołała moja mama i podała ręką kobiecie, a potem mężczyźnie.
 - Nie martw się kochanieńka, dotarliśmy bez żadnych problemów. A cóż to za młodzieniec? -kobieta zapytała patrząc na mnie.
 - Ah.. tak. Wybaczcie. To nasz syn Bradford- mama wskazała ruchem ręki na mnie, a ja rzuciłem jej ciche "mamo..." i zrobiłem to co poprzednim razem.
 - A to nasza córka...- kobieta obróciła się i popatrzyła na męża widząc za nim pustkę.- Najdroższy, gdzie nasza córka? - mąż popatrzył na nią, jak na idiotkę i obrócił się.
 - Oj. Przepraszam, już po nią idę. - Mężczyzna wyszedł z hotelu, a kobieta zaczęła zagadywać moją mamę.

 Marcie. 

 Stałam przed wejściem do jakiegoś hotelu, a moja sukienka powiewała na delikatnym wietrze. Niespodziewanie z hotelu wyszedł mój tata.
 - Co ty wyrabiasz? Czemu nie weszłaś z nami? Organizatorzy chcą Cię poznać.
 - Nic. A miałam? Czemu?- odpowiedziałam na każde pytanie po kolei, a na końcu sama je zadałam.
 - Nie zgrywaj głupa, tylko chodź. -Tata złapał mnie za rękę i delikatnie pociągną do środka. Szłam za nim, ponieważ drzwi były dość wąskie, więc nie pomieściły by nas razem. Stanęłam obok mamy, a przede mną stały trzy postacie. O ja pierdole! Tam był Brad! Zaśmiałam się pod nosem, a moje serce znowu zaczęło dostawać padaczki i rzucało się w mojej klatce piersiowej jak kanarek jakiś.
 - Tak jak mówiłam, to nasza córka Marcie.- Przedstawiła mnie mama.
 - Dzień dobry, miło państwa poznać- wypowiedziałam tę regułkę której nauczyłam się już w wieku trzech lat i uścisnęłam im dłonie.
 - Witaj Marcie, poznaj naszego syna Brad'a. - Powiedziała kobieta i wskazała na swojego syna. Brad uśmiechną się do mnie, a ja do niego. Oni nie wiedzieli że my już się znamy.
 - Cześć Brad- przywitałam się dusząc w sobie śmiech, gdy ten całował moją dłoń.
 - Witaj, Marcie.
 Po tym akcie, Bradowi kazano mnie oprowadzić, a nasi rodzice gdzieś poszli. Gdy byli już daleko, ja i Brad wybuchliśmy śmiechem.
 - Hahahaha! Widziałeś to? Kurwa, szkoda że togo nikt nie nagrał- zawołałam.
 - Tak, to było dobre!
 - No dobra, trza się ogarnąć- uspokoił nas Brad.
 - Przejdziemy się? - zapytałam, bo to stanie w holu było jakieś dziwne.
 - Jasne, chodź oprowadzę Cię.
 - Ok.
 Brad oprowadził mnie po całym ośrodku. Od holu, do dachu (pomijając pokoje). Widok z dachu, a może raczej balkonu widokowego, był naprawdę piękny. Po jednej stronie był widok na rozległe pole golfowe z jeziorkami w nie których miejscach, a z drugiej na park.
 Stałam oparta o barierkę, koło mnie Brad również zachwycał się widokiem. Znudziła mi się ta cisza, ale jednak trudno mi było otworzyć usta.
 - Czemu nie powiedziałeś, że macie koncert?
 Po chwili ciszy, usłyszałam jak Brad nabiera powietrza by mi opowiedzieć:
 - Zapomniałem. Zresztą pewnie byś nie przyszła. Po za tym, przyszłaś z chłopakiem- ten ostatni wyraz wymówił, jakby z bólem.
 - To nie mój chłopak- spojrzałam na Brad'a, a on na mnie.
 - Serio? Całkowicie inaczej to wyglądało, jak się obejmowaliście, lub całowaliście.
 - To nie mój chłopak. My nie jesteśmy parą, jesteśmy...partnerami- wyjaśniłam.
 Delson popatrzył na mnie zdziwiony. Nie dziwię mu się. Zabrzmiało to co najmniej, jakby mu powiedziała, że jedyne co nas łączy to sex. Zaraz... to prawda. O kurwa, wreszcie to komuś powiedziałam. Strasznie głupio się poczułam.
  - Chcesz mi powiedzieć, że łączy Was tylko sex?- uniósł brew do góry. Pokiwałam twierdząco głowom. To było na prawdę mega żenujące.  

****************************************************************************************************
Podobał Wam się kolejny rozdział?
Jak myślicie, co będzie dalej?
Czy Brad, zrazi się do Marcie, bo pomyśli że nie chce od facetów niczego więcej, niż seks?
 Czy Marc będzie jeszcze długo s Sam'em?
Tego dowiemy się już niedługo...

                                                                                             ~Jane

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz