Darcy.
Po raz kolejny dzisiaj, próbowałam dodzwonić się dobrą nowiną z moimi przyjaciółkami. Niestety, obydwie spały. Dzwoniłam po raz trzeci do obydwu. No i znowu sekretarka. Zdenerwowałam się i rzuciłam moim samsungiem na łóżko. Była ósma. O tej porze Caroline powinna być już w studiu, a Marc... hm, a co by mogła robić Marcie? Kiedyś była ranny ptaszkiem, tylko teraz się jakoś popsuła. Jestem od niej trochę starsza. Mianowicie o rok, ale martwię się o nią. Rzadko chce z nami wychodzić, a gdy wreszcie ją u błagamy, zachowuję się jak pannica. Znaczy się, potrafi też się zachowywać w porządku, tak zwyczajnie. Ale i tak brakuje mi naszej Marcie.
Moje przyjaciółki mnie olały, więc przemierzyłam salon w moim domu i weszłam do kuchni. James właśnie przygotowywał sobie posiłek. Nakładał na dwa talerze brokuły. Gotowanie to była jego wielka pasja. Cieszyłam się tym, ponieważ ja mogłam nawet wodę spalić. Niestety, ale mama nie zdążyła nauczyć mnie sekretnej sztuki gotowania. A teraz już nawet nie mogłam podzielić się z tak wesołą dla mnie wiadomością. Popatrzyłam na swój nowy pierścionek na ogół żadnych nie noszę, ale skoro ten jest zaręczynowy. No to będę i to z dumą.
Dzisiaj, o godzinie 24, James mnie obudził i poprosił o rękę. Zrobił to dokładnie, jak zawsze chciałam żeby ktoś mi się oświadczył. Nigdy mu o tym nie mówiłam, więc była bardzo zaskoczona. Oczywiście przyjęłam jego zaręczyny. Potem byłam tak szczęśliwa że nie zasnęłam do czwartej, a kiedy już zasnęłam co jakiś czas się budziłam. Byłam taka szczęśliwa, że jak tylko była odpowiednia pora, zadzwoniłam do taty i mu się pochwaliłam. On również się bardzo ucieszył, a potem kazał mi zadzwonić do moich braci. Stałam wtedy w moim szlafroku, przy szafce na której mamy telefon i wydzwaniałam do wszystkich. James, tylko za mną siedział i słyszałam jak się ze mnie śmieje. Czasem twierdził, że jak się cieszę ro skaczę jak wiewiórka. Ja oczywiście uważałam że mówi głupoty, ale jak zobaczyłam się dziś rano w lusterku, od razu przyznałam mu rację. Ja i James, tworzyliśmy parę, przez ostatnie pięć lat. Przez ten czas, zdążyliśmy się bardzo dobrze poznać.
Caroline.
Wkurwiona do granic możliwości, po raz dwunasty dzwoniłam do Marcie. Ta pinda piała mnie odebrać ze studia, a tak to sama muszę iść. Miałam na sobie spódnicę maxi, sandały na koturnach, białą bokserkę. Do tego srebrne lustrzanki i miętową kopertówkę. Wiem że stylizacja trochę badziewna, ale zaspałam i miałam tylko godzinę na przygotowanie się. Dowodem na to była moja fryzura. Fryzjerka się na mnie wściekła, ponieważ nie zdążyłam się uczesać i włosy związałam w kok. Oczywiście mnie uczesała itp, ale po sesji sprowadziła włosy do poprzedniego stanu, tylko jej ten kok wyszedł o wiele lepiej.
Gdy moja przyjaciółka ciągle nie odbierała zdenerwowałam się i schowałam swojego BlackBerry do kopertówki. Przemierzałam chodnik w nadziei, że nikt na mnie nie patrzy i myśli sobie "Jaka chudzina", czy coś w tym stylu. Wiem że ważenie 43 kg przy wzroście 172 cm. i wieku 21 lat, jest raczej dziwne, ale nie muszą się gapić jak na jakiegoś burgera. A propos jedzenia... nie zjadłam śniadania i byłam głodna. Dziś jestem prawie cały dzień w pracy. Byłam w studiu od 5, czyli już trzy godziny, potem mam wolne do 16 i znowu idę, aż do 21. Miałam zamiar kupić sobie nowe wydanie Voge'a, gdzie podobno miało być o modelkach w studiu jakim pracuję, więc gdy tylko zobaczyłam kiosk, sięgnęłam po portfel. Sprzedawczyni w kiosku dała mi ostatni egzemplarz gazety, zapłaciłam i odeszłam od stoiska. Trzymając dość grubą gazetę, szukałam wzrokiem jakiejś przyzwoicie wyglądającej knajpki, w której mogłabym zamówić coś do zjedzenia i w spokoju przeczytać artykuł.
W końcu wybrałam jedną z przynajmniej pięciu knajpek na tej ulicy i weszłam do niej. Atmosfera zdawała się być bardzo przyjemna. W powietrzu unosił się zapach kawy, a na stolikach były ustawione po trzy świeczki. Usiadłam do tego przy szybie, by mieć lepsze oświetlenie do czytania i położyłam torebkę miedzy sobą, a szybą. Nie wiadomo co się może stać, jeśli się zaczytam.
Nie musiałam długo czekać na kelnera, który przyniósł mi kartę dań. Zamówiłam dwa Croissanty i kawę. Kiedy już rozsiadłam się wygodnie, czyli założyłam nogę na nogę i zdjęłam okulary poczekałam chwile i przyszedł kelner z moim zamówieniem. Kawę podano w wysokich szklankach, a na wierzch dano bitą śmietanę, która tworzyła taką jakby górkę i wychodziła aż z poza szklanki. Bita śmietana była jeszcze polana...hm? Sosem karmelowym, przynajmniej na taki wyglądał. Do kawy dołączono również łyżeczkę i rurkę. Moje Croissanty były jeszcze rumiane i ciepłe. Polano je masełkiem, które z nich spływało. Ym... normalnie ślinka ciekła na sam widok. Podziękowałam kelnerowi, a on skiną głową oraz się uśmiechną i już go nie było. Był ode mnie przynajmniej cztery lata młodszy. Wyglądał jak taki, co dopiero skończył gimnazjum. Był bardzo przystojny i naprawdę mi się spodobał. Zapewne przyszedł tu pracować tylko na wakacje, żeby zarobić. Gdyby nie ta wyraźna różnica wieku między na nami, zaczęłabym go podrywać, ale niestety ta różnica mi na to nie pozwalała. Kelner miał blond włosy z grzywką i przeuroczo niebieskie oczy którymi mi się przyglądał sprzątając ze stolika naprzeciwko. Wzięłam łyżeczkę i patrząc na niego, prosto w jego oczy, wzięłam na nią bitą śmietanę i ją zlizałam. Zobaczyłam jak ciężko połyka ślinę, o to mi chodziło. Zaraz! Co ja wyrabiam?! Podrywam dziecko! Boże... co się ze mną dzieję? Gdy wreszcie się ogarnęłam, otworzyłam czasopismo i szukałam strony o firmie. Był tam krótki wstęp, na który rzuciłam tylko okiem było tam coś, że nasze studio słynie z wybitnych fotografów, stylistów, ale to modelki są największą chlubą. Na moją twarz wkroczył rumieniec. Zaczęłam czytać o każdej z nas. W studio było nas wszystkich dwadzieścia pięć. Do każdej było dodane zdjęcie + krótka biografia i jeszcze trochę pierdołek. To wszystko, te informacje i zdjęcia, o nas zajęły aż trzy strony. W końcu znalazłam siebie. Wzięłam do ręki drugiego Croissanta i ugryzłam. Potem zjadłam całego nawet o tym nie wiedząc. Napiłam się kawy i byłam gotowa by przeczytać jak mnie chwalą.
po 10 seknudach...
- Co kurwa?!?!- wydarłam się na cały głos nie bacząc na to że w knajpie było jeszcze dużo klientów.- Co to ma być do chuja pana?!!!
Rozejrzałam się jeszcze po twarzach zebranych. Byłam tak wściekła że myślałam że wyjdę szybą. Wydarłam z portfela 10 dolców i rzuciłam je na stolik. Chwyciłam torebkę, okulary i to cholerstwo (gazetę) i wybiegłam wściekła z knajpy pozostawiając niedopitą kawę. Szłam szybkim krokiem nie zważając na ludzi który przy tym potrącałam. Wrzuciłam czasopismo do najbliższego kosza na śmieci i szłam dalej. W rękach mocno ściskałam kopertówkę, aż mi kłykcie zbielały. Na przeciwko mnie, szedł mężczyzna ubrany cały na czarno. Miałam go w dupie, sam miał się usunąć. Szłam dalej, tylko patrzyłam pod nogi.
BUM!
Upadłam na chodnik i poczułam bardzo śliny ból w kostce i tyłku. Zderzyłam się z tym kolesiem. Nie do wiary! Nie usuną się! Co za cham!
- Ty ślepy jesteś! Nie widzisz że szłam?!-syknęłam, łapiąc się za prawą kostkę.
- Przepraszam! Nie zauważyłem Cię. Bardzo boli.-Ratował się i przykucną przy mnie.
Spojrzałam na niego, a on na mnie. O Boże!
- Chester! Debilu!- zawołałam, a na moje usta wkradł się szeroki uśmiech mimo bólu kostki.
- Caroline? O ja! Nie poznałem Cię- zaśmiał się.
Chciałam wstać, ale moja kostka postanowiła, że nie ruszę się z chodnika. W bardzo bolesny sposób. Jęknęłam i postanowiłam się jej słuchać. Spojrzałam na nią, była bardzo spuchnięta. Chester powiódł wzrokiem za moim i aż jękną.
- Nie ma bata. Trzeba z tym do szpitala jechać. -Zadecydował.
- Nie wiem czy widzisz, ale nie mogę się ruszyć.
- Z tym nie ma problemu -zapewnił i wziął mnie na ręce. Popatrzyłam się na niego jak na idiotę.
- Dobrze się czujesz? W domu wszyscy zdrowi? - zapytałam, a on wybuch śmiechem.
- Jesteś bardzo lekka. Zaniosę Cię do samochodu i pojedziemy do szpitala -powiedział i już szedł w stronę w którą ja poprzednio szłam.
- A tak w ogóle, to co u Ciebie? - zapytałam całkowicie od czapy i zacisnęłam powieki by nie uronić łzy z powodu bólu.
- Nic, wybrałem się na jakieś zakupy. Potem mam się widzieć z chłopakami na próbie. A co u Ciebie?- spojrzał na mnie, właśnie w tym momencie, w którym już nie mogła powstrzymywać łez i zobaczył kilka łez spływających mi po policzku. -Ejj, nie rozklejaj się. Może nie jest tak źle.
- Nie wiem, nie znam się. Ale mnie boli jak cholera jakaś. -Załkałam.
A niech to wszystko szlag jasny trafi! Pomyślałam.
Chester zszedł z chodnika i kierował się ku swojemu samochodowi. Niestety nie znam się na markach, ale samochód był ładny. Rozmawialiśmy o byle czym, bym mogła spróbować nie myśleć o bólu. Popatrzyłam się w stronę jego samochodu.
- O kurwa. -Powiedziałam.
- Co się stało? - zapytał wciąż się uśmiechając.
- Za twoim samochodem stoją paparazzi i właśnie robią nam zdjęcia -powiedziałam mu do ucha. Przyjął to na luzie, tylko przestał się uśmiechać. Spojrzał na mnie, potem przed siebie. Uznałam to, za sygnał do "pozowania". Poprawiłam okulary na nosie i miałam bardzo wielką nadzieję że nie widać śladów łez na moich policzkach. Popatrzyłam się na Chestera, który szedł przed siebie. Poprawiłam mu kołnierzyk od koszuli. Potem spojrzałam tam gdzie on. Popatrzyłam niby to na samochód, ale na prawdę patrzyłam na paparazzich. Było ich trzech. Jednego rozpoznałam od razu, koleś już nie raz za mną chodził. A tamtych dwóch nie znałam w ogóle. W jednej ręce trzymałam kopertówkę, a drugą trzymałam się szyi Chester'a. W końcu reporterzy się zmyli, a Chazz ze mną na rękach, otworzył samochód pilotem. Otworzył drzwi od strony kierowcy i posadził mnie na miejscu pasażera. Nie powiem, bolało mnie to, zwłaszcza jak przypadkiem dotknęłam nogą drzwi, ale się nie odezwałam bo nie chciałam by się martwił. Zapięłam pas i zamknęłam drzwi. Chazy wsiał na swoje miejsce, odpalił samochód i pojechaliśmy do szpitala.
Gdy dojechaliśmy do szpitala, Chester zaniósł mnie na izbę przyjęć. Tam się mną zaopiekowano, a Bennington'owi kazali zaczekać na zewnątrz. Tam odpowiednio się mną zajęto. Zadano mi kilka pytań. Wiecie: imię, nazwisko, wiek, itd. Standard. Potem zrobiono i prześwietlenie, okazało się że skręciłam kostkę. Założono gips i dokładnie powiedziało jak mam się z tym wszystkim obsługiwać. Gratis dostałam kule i wózek. Chwyciłam kule i próbowałam na ich wstać, ale noga na której znajdował się gips po kolano, była zdecydowanie za ciężka. Pielęgniarze pomogli mi usiąść na wózku. Potem Chester zawiózł mnie do domu, a ja zadzwoniłam po mamę, która przyszła natychmiast jak jej powiedziałam że mam gips. Ona pomogła mi się przebrać w dres i zrobiła coś do picia. Po drodze kupiła ciastka i razem je zjadłyśmy oglądając seriale jak wtedy kiedy jeszcze mieszkałam u rodziców.
**********************************************************************************************************************
Siemka!
Liczę że ten rozdział podobał Wam się tak samo jak inne.
Czekam na komentarze, nawet nie wiecie jak one pomagają przy pisaniu!
Współczujecie trochę Caroline? Ja bardzo...
Cieszycie się ze szczęścia Darcy? Ja również :3
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!!
~Jane
Już ;) Dziękuję ;* liczę że nie zapomnisz się odwdzięczyć :)))
OdpowiedzUsuń