Wyświetlenia

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 22

  Brad

 Nadszedł ten czas, w końcu!
Untitled Po tygodniu nieustannych koncertów- mamy wolne! Chłopaki, postanowili się zabawić, pozwiedzać, ale ja pierwsze co zrobiłem to z samego rana umyłem się, spakowałem i zamówiłem taxi na lotnisko. Chłopaki mówili żebym nie leciał, nie opłaca mi się skoro znów za trzy dni rozpoczynamy koncerty, jednak nie słuchałem. Jedyne o czym myślałem, to spotkanie z Marcie. Więc gdy tylko znalazłem się na lotnisku kupiłem bilet na najbliższy lot do LA i pobiegłem do odprawy bo okazało się że samolot wylatuje za 15 minut. Gdy dotarłem zdyszany, okazało się że mam jeszcze 8 minut więc nie potrzebnie się śpieszyłem. Idiota. Po jakimś czasie znalazłem się w samolocie i leciałem do LA. Widok z samolotu był bardzo piękny, słońce dopiero wschodziło, była ok 5 rano, a niebo przepięknie zachmurzone. Czułem niewiarygodną radość, że w końcu zobaczę... moją Marcie. Tak, nazwałem ją "moją", muszę w końcu jej wyznać co do niej czuje, to trochę więcej niż przyjaźń... tak jakby MIŁOŚĆ. Tak, wydaje mi się, że to co do niej czuję to miłość. Szczera, prawdziwa i bezinteresowna. Chciałbym jej o tym powiedzieć, mam nadzieję że ona czuję to samo. Marcie jest cudowna, piękna i kochana. Znam ją, może ok 3 tygodni, ale to co już razem przeszliśmy, to jak się dogadujemy i to jak siebie postrzegamy, wystarczyło mi by pokochać tak cudowną kobietę. Oczywiście, będę zawiedziony, jeśli ona nie będzie czuć do mnie tego samego, ale przecież nie rozkaże jej mnie kochać, nie będę kazać jej darzyć mnie uczuciami. Po prostu ja już chcę jej o tym powiedzieć, chcę ją przytulić, pocałować i znów spędzić z nią trochę czasu. Kto wie? Może się okaże że ona też mnie kocha i na przykład gdy wrócę do Włoch, ona się spakuje i przyleci tam kilka dni po mnie i znów będziemy mogli spędzać ze sobą mnóstwo czasu?  Było by tak cudownie!
 Myśląc o Marcie, zapomniałem że w ogóle znajduję się w samolocie i chciałem wstać i zrobić sobie coś do picia, ale zatrzymały mnie pasy bezpieczeństwa, więc tylko zamachałem ręką i podeszła do mnie stewardessa.
 - W czym mogę panu pomóc? - zapytała tym swoim przestudiowanym milutkim głosikiem, który bawił mnie praktycznie u każdej stewadessy.
 - Poproszę kawę.
 - Oczywiście, już się robi.
 - Dziękuję. - Odpowiedziałem i rzuciłem jej lekki uśmiech.
 Po kilku minutach podeszła do mnie ta sama kobieta i uśmiechając się wręczyła mi naprawdę dobrą kawę. Wsadziłem ją do uchwytu na kubki i podłączyłem słuchawki do telefonu. Czekało mnie jeszcze ok 1,5 godziny lotu więc uznałem że przyda mi się mała drzemka po tym jak tak szybko zerwałem się na samolot i odpłynąłem nim wypiłem chociaż połowę kawy.
 - Proszę pana? Proszę pana?
 Usłyszałem kobiecy głos. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że pochyla się nade mną ta sama stewardessa, która zrobiła mi kawę. Widząc że otworzyłem oczy, posłała mi uśmiech i powiedziała:
 - Za 5 minut lądujemy, proszę się przygotować i dopić kawę.
 Uśmiechnąłem się, widząc jej lekkie poirytowanie gdy zobaczyła że z ubka ubyło co najwyżej jedna trzecia tego co w nim było.
 - Dobrze- odpowiedziałem i przetarłem oczy. Ziewnąłem zakrywając usta dłonią i rozejrzałem się po samolocie, nie był pełny, ale było dużo pasażerów. Wypiłem szybko swoją kawę i schowałem słuchawki z telefonem do kieszeni. W końcu byłem na miejscu...


  Marcie

 Dziś mogłam w końcu wyjść ze szpitala.  Cały czas czekałam na tę chwilę, musiałam jeszcze dostać jakieś papierki od doktora który mnie tu trzymał i mogłam iść do domu. Cieszyłam się jak jasna cholera, bo to właśnie dziś, stwierdziłam że chcę zacząć zmieniać coś w swoim życiu.
 Doktor wszedł z uśmiechem do mojego pokoju i powiedział:
 - Za pewne cieszy się pani że dziś panię wypuszczamy, prawda?
 - I to bardzo, więc możemy już przejść do części w której dostaje wypis, pakuje się i spadam do domu?
 Doktor uśmiechną się.
 - Tak, oczywiście. Proszę tu podpisać i jest pani wolna.
 Podał ma kartkę, której kopie mi wręczył. Podziękowałam mu i wyszedł, a ja zapakowałam rzeczy i wysłałam tacie SMS żeby po mnie przyjechał.
 Wyszłam ze szpitala, z torbą założoną na ramię i czekałam na samochód. Po chwili podjechał samochód i wysiadł ze niego Sam. Myślałam że mnie krew zaleje.
 - Czego ty tu chcesz? - Wykrzyczałam. - Prosiłam tatę żeby po mnie przyjechał!
 - Uspokój się Marcie, daj mi torbę i wsiadaj.
 - Nie! Odjedz ! Nie zbliżaj się do mnie dupku! - wołałam, do oczy zaczęły napływać mi łzy.
 - Marcie, nie rób sceny! Wsiadaj do samochodu! -wydarł się na mnie.
 Rozejrzałam się i zobaczyłam, że na prawdę już kilka osób zatrzymało się i patrzyło na nas.
 - Na co się gapicie?! - zawołałam do nich po czym wsiadłam do wozu. Przez całą drogę nie odezwałam się ani razu, choć Sam próbował mnie przepraszać. Nie, nigdy mu nie wybaczę i na razie nie będę  z nim rozmawiać.

******************************************************************************
Wyszłam z wprawy.

CZYTASZ?- KOMENTUJ! 

  
                                                                           ~ Jane

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz