Nadszedł ten czas, w końcu!
Myśląc o Marcie, zapomniałem że w ogóle znajduję się w samolocie i chciałem wstać i zrobić sobie coś do picia, ale zatrzymały mnie pasy bezpieczeństwa, więc tylko zamachałem ręką i podeszła do mnie stewardessa.
- W czym mogę panu pomóc? - zapytała tym swoim przestudiowanym milutkim głosikiem, który bawił mnie praktycznie u każdej stewadessy.
- Poproszę kawę.
- Oczywiście, już się robi.
- Dziękuję. - Odpowiedziałem i rzuciłem jej lekki uśmiech.
Po kilku minutach podeszła do mnie ta sama kobieta i uśmiechając się wręczyła mi naprawdę dobrą kawę. Wsadziłem ją do uchwytu na kubki i podłączyłem słuchawki do telefonu. Czekało mnie jeszcze ok 1,5 godziny lotu więc uznałem że przyda mi się mała drzemka po tym jak tak szybko zerwałem się na samolot i odpłynąłem nim wypiłem chociaż połowę kawy.
- Proszę pana? Proszę pana?
Usłyszałem kobiecy głos. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że pochyla się nade mną ta sama stewardessa, która zrobiła mi kawę. Widząc że otworzyłem oczy, posłała mi uśmiech i powiedziała:
- Za 5 minut lądujemy, proszę się przygotować i dopić kawę.
Uśmiechnąłem się, widząc jej lekkie poirytowanie gdy zobaczyła że z ubka ubyło co najwyżej jedna trzecia tego co w nim było.
- Dobrze- odpowiedziałem i przetarłem oczy. Ziewnąłem zakrywając usta dłonią i rozejrzałem się po samolocie, nie był pełny, ale było dużo pasażerów. Wypiłem szybko swoją kawę i schowałem słuchawki z telefonem do kieszeni. W końcu byłem na miejscu...
Marcie
Dziś mogłam w końcu wyjść ze szpitala. Cały czas czekałam na tę chwilę, musiałam jeszcze dostać jakieś papierki od doktora który mnie tu trzymał i mogłam iść do domu. Cieszyłam się jak jasna cholera, bo to właśnie dziś, stwierdziłam że chcę zacząć zmieniać coś w swoim życiu.
Doktor wszedł z uśmiechem do mojego pokoju i powiedział:
- Za pewne cieszy się pani że dziś panię wypuszczamy, prawda?
- I to bardzo, więc możemy już przejść do części w której dostaje wypis, pakuje się i spadam do domu?
Doktor uśmiechną się.
- Tak, oczywiście. Proszę tu podpisać i jest pani wolna.
Podał ma kartkę, której kopie mi wręczył. Podziękowałam mu i wyszedł, a ja zapakowałam rzeczy i wysłałam tacie SMS żeby po mnie przyjechał.
Wyszłam ze szpitala, z torbą założoną na ramię i czekałam na samochód. Po chwili podjechał samochód i wysiadł ze niego Sam. Myślałam że mnie krew zaleje.
- Czego ty tu chcesz? - Wykrzyczałam. - Prosiłam tatę żeby po mnie przyjechał!
- Uspokój się Marcie, daj mi torbę i wsiadaj.
- Nie! Odjedz ! Nie zbliżaj się do mnie dupku! - wołałam, do oczy zaczęły napływać mi łzy.
- Marcie, nie rób sceny! Wsiadaj do samochodu! -wydarł się na mnie.
Rozejrzałam się i zobaczyłam, że na prawdę już kilka osób zatrzymało się i patrzyło na nas.
- Na co się gapicie?! - zawołałam do nich po czym wsiadłam do wozu. Przez całą drogę nie odezwałam się ani razu, choć Sam próbował mnie przepraszać. Nie, nigdy mu nie wybaczę i na razie nie będę z nim rozmawiać.
******************************************************************************
Wyszłam z wprawy.
CZYTASZ?- KOMENTUJ!
~ Jane