Brad
Ktoś poruszał moim ramieniem i szeptał:
- Chłopcze? Chłopcze obudź się, słyszysz? Wstawaj!
Otworzyłem oczy. Nie widziałem z byt wiele ponieważ było naprawdę ciemno. Z trudem rozpoznałem po głosie, że był to tata Marcie.
- Yyy... dobry?- zapytałem od czapy całkowicie zaspany. Usłyszałem jak mężczyzna zatuszowuje swój śmiech kaszlem.
- Wstawaj. Pora już na Ciebie. Rodzice będą się o Ciebie martwić.
- Tak. Już wstaję. - Spojrzałem obok siebie. Marcie spała wtulona w mój tors. Jej oczy wciąż były zapuchnięte od płaczu, ale jednak wyglądała tak pięknie. Miałem ochotę ją pocałować, ale nie zrobię tego przecież przy jej ojcu! Wstałem, uważając by jej nie obudzić. Sprawdziłem kieszenie, czy kluczyki i telefon mi gdzieś nie spadły. Wszystko było na swoim miejscu. Pożegnałem się z jej ojcem i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i odjechałem. Rodzice prosili mnie, żebym spał dziś u nich, ale ja jednak zdecydowałem że będę spał w swoim domu. Mieszkałem ok. 5 km od domu Marcie. Jechałem szybko, ponieważ ulica była prawie pusta. Na liczniku miałem 130 km/h. Chciałem szybko dojechać do domu. Gdy tylko wyszedłem z domu Marc, obudziła się we mnie prawdziwa wściekłość.
Jak ten pierdolony chuj, mógł zrobić coś takiego tak wspaniałej dziewczynie?! Gdybym go teraz dorwał, bym go prawdopodobnie zabił! Tępy skuriwel...
Dojechałem wreszcie do domu. Zaparkowałam samochód w garażu i wszedłem do kuchni. Zjadłam coś na szybko i poszedłem się umyć. Potem położyłem się spać. Niestety nie mogłem szybko zasnąć, bo wciąż wyobrażałem sobie jak przejeżdżam Sam'a samochodem.
Rano obudził mnie dźwięk dzwonka. Przetarłem oczy i spojrzałem na zegarek. 8:38. Kurwa! Co kto ode mnie chce o tak wczesnej porze? Przetarłem oczy i wstałem z łóżka. Przeczesałem włosy ręką i założyłem porzucone spodenki, na bokserki. Miałem jeszcze na sobie koszulkę, więc w razie gdyby to był paparazzo nie zrobił by mi zdjęcia gdy jestem pół nagi.
Zszedłem po schodach, a następnie korytarzem skierowałem się ku drzwiom wejściowym. Ktoś ciągle się do nich dobijał i dzwonił. Trochę mnie to już zaczęło wkurwiać, więc zanim doszedłem krzyknąłem "CHWILA!". Chwyciłem za klamkę i przekręciłem klucz. Ku mojemu całkowitemu zdziwieniu, przede mną stał Rob. Zmierzył mnie badawczym spojrzeniem, a po chwili jego wyraz twarzy zmienił się z zmęczenia i zniecierpliwienia, na wkurwienie.
- Stary! Co ty kurwa odpieprzasz?!
Zmierzyłem go spojrzeniem i stwierdzając iż jest całkowicie trzeźwy, zapytałem:
- O co Ci chodzi?
- Jak to o co mi chodzi?! Ty wiesz która godzina?!
- Yyy.... ósma coś, a co?
- O 9:10 mamy samolot do Włoch! Zapomniałeś?! Gramy tam dziś koncert!
I nagle mnie oświeciło.
Faktycznie, przecież mieliśmy te wszystkie próby z jakiś powodów. Ten koncert przecież rozpoczyna naszą nową trasę! Jak ja mogłem zapomnieć?!
- Oooo kurwa - zaklnąłem.- Daj mi chwilę. Powinienem mieć już spakowane walizki.
Pobiegłem szybko do swojej sypialni. Na szczęście byłam już spakowany. Nie wiem jakim cudem, ale jednak. Wbiegłem do łazienki i ubrałem się w biały t-shirt, który był na mnie trochę luźny, spodnie oraz buty. Wziąłem naprawdę ekspresowy prysznic, po czym założyłem świeżą bieliznę i przygotowaną odzież. Wychodząc z szafki w korytarzu wziąłem swoje okulary przeciwsłoneczne, a z wieszaka zdjąłem czarną skórzaną kurtkę. Mimo iż słońce świeciło, na podwórku było chłodno. Za nim jeszcze wsiadłem do samochodu z Rob'em, poinformowałem sąsiada że wyjeżdżam i oddałem mu klucze do mieszkania żeby podlewał mi kwiatki.
Była 9 gdy dojechaliśmy na lotnisko. Chłopaki stali z bagażami przy wejściu na odprawę. Czekali na nas. Wścieknięci na mnie, ale czekali. Przywitałem się z nimi i ruszyliśmy do odprawy. Wsiedliśmy do samolotu i teraz czekała nas ok. 10 godzin lotu...
Marcie.
Rano obudziłam się z podpuchniętymi oczami. Nie było przy mnie Brad'a, obudziłam się w łóżku. Nie miałam pojęcia jak się tam znalazłam, ale trudno. Gdy wstałam, poszłam do łazienki przemyć twarz. Nie przebierałam się z ciuchów w których wczoraj zasnęłam. Weszłam do kuchni. Rodzice jedli śniadanie. Przywitali się ze mną, a ja wymamrotałam niechętnie "dzień dobry". Wzięłam jogurt i łyżeczkę. Wróciłam do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Poprawiłam sobie poduszkę i położyłam laptop na kolanach. Otworzyłam jogurt o smaku owoców leśnych i oblizałam sreberko po czym je zgniotłam i rzuciłam na podłogę. Włączyłam laptop i uruchomiłam stronę na której mogę oglądać darmowo filmy. Postanowiłam że obejrzę film pod tytułem "Now Is Good". Film mi się spodobał i gdy się skończył ja miałam już mokrą twarz od kolejnej fali łez. Spojrzałam na zegarek, była 9:14. Dostałam SMS: "Od: Brad: Cześć. Przepraszam że się tak ulotniłem zostawiając Cię samą, ale w nocy wrócili twoi rodzice i twój tata kazał mi się zmywać. Mam nadzieję, że już z tobą lepiej. Niestety nie będziemy mogli się spotkać przez najbliższe kilka miesięcy. Zapomniałam Ci powiedzieć, ale wyjeżdżam dziś w trasę. Właśnie jestem w samolocie do Włoch. Wybacz, sam o tym zapomniałem".
Zatkało mnie to.
Jak to, nie będziemy mogli się spotkać przez najbliższe kilka miesięcy?! Teraz?! Akurat teraz kiedy go najbardziej potrzebuję?! Kurwa mać, to się nazywa jebane szczęście.
Postanowiłam wreszcie wyjść z łóżka i iść się umyć. Wzięłam laptop i ładowarkę. Zaniosłam je do łazienki i położyłam na szafce z ręcznikami. Wróciłam do pokoju i weszłam do garderoby. Wzięłam z pułki legginsy, sweter i zwykłą białą bokserkę pod spód. Wzięłam jeszcze bieliznę i skarpetki z szuflady i weszłam do łazienki. Niestety mimo tego iż jak wstałam świeciło jeszcze słonko, chmurzyło się już i zapowiadało się na deszcz. W sumie to dobrze, bo dziewczyny nigdzie nie będą chciały iść. Podłączyłam laptop do ładowarki a ładowarkę do gniazdka i włączyłam swoją playlistę. Rozebrałam się i weszłam do wanny wypełnionej ciepłą wodą i pianą. W sumie to nie chciałam się kąpać, tylko poleżeć sobie w wodzie i zrelaksować się. Tym razem włączyłam swoją spokojniejszą listę utworów, znajdowały się na niej takie utwory jak: Emeli Sande- River, Ben Clocks- So Cold, Angus i Julia Stone- Devil's Tears. To tylko kilka z ok. 30, ale te trzy są moimi ulubionymi na właśnie taką pogodę jak dziś i mój nastrój.
********************************************************************************************************
Wybaczcie że tak długo kazałam Wam czekać na kolejny rozdział.
Sama mam ostatnio doła, który trwa już ok. 4 dni więc rozumiem naszą bohatrkę.
Liczę że Wy również zrozumiecie mnie.
Wiem że rozdział jest krótki, ale cierpię na zespół pozbawienia weny.
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!!
~Jane
O rany wróciłaś ^^ Ale się stęskniłam :D
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, opłacało się czekać. :)
Tak więc wychodź z dołka, zakładaj różowe okulary i pisz dalej tak wspaniale :*