Razem z Brad'em, rozmawialiśmy dłuższą chwilę. Z nim można było normalnie porozmawiać, a nie to co z Sam'em. Mimo że z nim rozmowa mi się strasznie kleiła, czułam że byłam czerwona ze wstydu. Bałam się, że on ciągle myśli o tym czego się o mnie dowiedział i ma mnie za szmatę. Ale Brad nie jest taki.. prawda? Ehh... nie będę się tym męczyć. Ogółem mówiąc, było naprawdę cool. Delson oprowadził mnie po wszystkim i dużo rozmawialiśmy. Opowiedział mi o swoich słuchawkach. Rozbawiła mnie ta historia. Później chciałam mu je zabrać, ale mi nie pozwolił. Było naprawdę świetnie.
W końcu poszłam na poszukiwanie łazienki by przypudrować nosek. Nie wiem, jakim cudem ale znalazłam się na parkingu. Postanowiłam skorzystać z okazji i zobaczyć, co tam u Sam'a. Było już strasznie ciemno, co prawda na parking docierało trochę światła, ale nie tak, żeby go całkiem oświetlić. Znalazłam naszego mercedesa i ruszyłam w jego kierunku. Zauważyłam Sam'a stojącego z boku naszego samochodu. Stał przodem do prawego boku auta. Podeszłam bliżej, po cichu żeby zrobić mu niespodziankę. Stanęłam jak wryta tuż obok bagażnika naszego samochodu. Sam jednak nie potrzebował towarzystwa! Bardzo dobrze się bawił na masce mojego samochodu razem z jakąś brunetką!
- Co to ma być!?- zawołałam, gdyż nie wytrzymałam. Sam odwrócił gwałtownie głowę, a za nimta dziewczyna.
- Yyy... Marcie! To nie tak!- próbował się tłumaczyć. Zaśmiałam się, przez cisnące się do oczu łzy.
- Dupek! Jesteś cholernym dupkiem! Nigdy więcej nie pokazuj mi się już na oczy!- krzyczałam. W końcu mogłam się ruszyć. Pobiegłam z powrotem do ośrodka. Zalana łzami, szukałam rodziców. W tej chwili, chciałam tylko wrócić do domu. Przeszłam przez całą salę, do której przeniesiono imprezę. Niestety nie mogłam ich znaleźć. Nie wiem czemu, ale właśnie w tej chwili, zapragnęłam mocno przytulić się do mamy i usłyszeć że wszystko będzie dobrze. Mimo iż tak naprawdę nie byliśmy z Sam'em parą i dobrze wiedziałam, że nie jestem jedyną dziewczyną w jego życiu, było mi przykro.
W końcu znalazłam rodziców. Rozmawiali z państwem Delson i Brad'em. Brad rozglądał się, jakby czegoś szukał. Podeszłam do rodziców. Otarłam łzy z policzków, a na palcach zostały czarne ślady po maskarze, stwierdziłam że muszę wyglądać okropnie. Stanęłam obok nich, a oni na mnie spojrzeli. W oczach taty pojawił się niepokój, a moja mama wyglądała na zszokowaną.
- Możemy już wracać do domu?- zapytałam łamiącym się głosem.
- Co się stało kochanie?- tata przytulił mnie do siebie, a mama zaczęła masować po plecach.
- Nic. Proszę, czy możemy już wrócić?- powtórzyłam.
Zauważyłam, że rodzice wymienili zaniepokojone spojrzenie, a państwo Delson patrzyli na syna, który wzruszył ramionami i patrzył na mnie.
- Wiesz, chcieliśmy zostać jeszcze dłużej, więc może zamówimy Ci taksówkę?- zapytała mama. Oczywiście. Imprezy były dla niej ważniejsze od własnego dziecka. Zresztą co ja odpierdalam, przecież mam skończone 20 lat! Tata posłał mamie mrożące spojrzenie i już miał coś mówić, ale nie dopuściłam go do głosu.
- To dobry pomysł. Dajcie mi kasę, a ja zadzwonię po taxi.
- No dobrze...- tata się wahał.
- Nie ma potrzeby wzywania taxówki!- odezwał się tata Brad'a. - Przecież Brad może ją zawieść prawda synu?
Brad nieco zaskoczony postawą ojca odpowiedział:
- Tak, jasne.
Spojrzała na niego, a on mi wysłał delikatny uśmiech. Tata wypuścił mnie z ramion, a mama przestała masować.
- No dobrze, w takim razie jedźcie bezpiecznie -powiedziała moja mama. -No więc powracając do rozmowy...
Reszty nie dosłyszałam, bo ja i Brad byliśmy już za daleko.
Podczas jazdy samochodem Brad kilka razy próbował podjąć temat, ale bez żadnych skutków. Siedziałam na miejscu pasażera z brodą opartą o kolana i patrzyłam nieprzytomnie przed siebie. Gdy dotarliśmy do domu, Brad zaparkował na podjeździe. Wysiadłam, nie czekając aż otworzy mi drzwi. Stanęłam w otwartych drzwiach domu, patrząc na stojącego przy drzwiach samochodu Brad'a.
- Może wejdziesz?- zapytałam. Poczułam, że jednak potrzebuję czyjejś bliskości, wypadło na Delosn'a.
- Z chęcią. - Odpowiedział.
Zaczekałam aż BBB wejdzie do domu, zamknęłam za nim drzwi.
- Idź do mojego pokoju. Wiesz gdzie to?
- Tak, pamiętam jeszcze.
- To dobrze. Zresztą pójdziemy razem, wezmę od razu ciuchy i się przebiorę.
Brad
Cały czas, zastanawiałam się co się stało Marcie. Nie chciała nikomu powiedzieć. Gdy wróciła do pokoju, jak zwykle wyglądała pięknie. Koszulka lekko odsłaniała jej szczuplutki brzuch, a dresy wyszczuplały nogi. Nie to, że ma grube, tylko w dresach miała jeszcze szczuplejsze. Jej oczy były delikatnie czerwone. Stanęła na środku pokoju, po czym zrezygnowała i usiadła na szerokim parapecie i podciągnęła nogi pod brodę. Patrzyła przez okno, na ciemność. Wstałem i usiadłem na wolnym miejscu naprzeciwko niej. Spojrzała na mnie, szklanymi oczami. Postanowiłem, że dowiem się od niej co się stało, nawet gdybym miał z nią tu siedzieć przez kilka dni.
- Marcie... co się stało?
Gwałtownie zwróciła głowę w stronę okna i położyła ją na kolanach. Ja jednak nie rezygnowałem.
- Marc, powiedz mi proszę, co się stało?
Pokręciła przecząco głową. Usłyszałem, jak cięgnie nosem. Byłem zmartwiony jej samopoczuciem.
Nie chciałem, by się smuciła. Smutek nie pasował do jej piękności. Była za piękna, by chodź przez chwilę na jej twarzy królował smutek. Nie chciałam jej pozwolić na smutek, ale jak mogłem pomóc? Nie wiedziałem, co się dzieję więc jak mógłbym pomóc? Po raz kolejny pociągnęła nosem. I kolejny. Na jej spodniach już widziałem ciemniejszą plamę. To było nie do zniesienia.
- Marcie! Powiedz mi do cholery co się stało?!- wydarłem się. Dziewczyna przerażona spojrzała w moją stronę. Boże, jakim ja jestem debilem. Tak się nie robi... - Proszę. Dziewczyno powiedz mi co się stało. -Spróbowałem delikatniej.
Przełknęła ślinę i patrzyła mi prosto w oczy. Przetarła oczy.
- S-s-s-sam- jej głos bardzo się trząsł- dziś n-n-na par-r-r-kingu...-Nie dokończyła, zalała ją fala łez.
Nie wiem co zrobiłem, ale Marcie, znalazła się w moich ramionach. Nie wiem, jak to się stało bo to były sekundy. Nawet nie myślałem, o tym żeby ją przytulić, więc to chyba ona przytuliła mnie, a ja to odwzajemniłam. Była taka ciepła...
- Sam pieprzył się dziś z jakąś dziunią na parkingu podczas imprezy- usłyszałem słowa Marcie, które wypowiedziała w moją koszulkę. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Zupełnie mnie zatkało. Ciało Marcie, w moich rękach wydawało się taki kruche i miękkie. Miałem wrażenie, że zasnęła. Jej oddech stał się miarowy i nie słychać było już szlochu krztuszącego gardło. Spojrzałem na jej twarz. Miała zamknięte oczy. Teraz już na sto procent byłem pewien że śpi. Niestety trochę nie wygodnie siedziało tak mi się siedziało, jak siedziałem aktualnie. Nie chciałem również jej budzić. Wziąłem ją na ręce i usiadłem na parapecie. Był na tyle długi, że mogłem wyprostować nogi. Jedną z nich zgiąłem a drugą wyprostowałem. Położyłem Marc, obok siebie. Między sobą a szybą, żeby nie spadła. Po jakimś czasie, ona oparła głowę o moje ramię, a ja ją przytuliłem.
Czas leciał nie miłosiernie długo, a ja nie chciałem tracić ani chwili. Po pewnym czasie zmorzył mnie sen.
Nie wiedziałem która była godzina i co się dzieję, ale obudziłem się tylko dlatego że...
************************************************************************************************************
Witam Was z kolejnym rozdziałem!
Jak myślicie, dlaczego Brad się obudził?
Co sądzicie o postępku Sam'a?
Jak myślicie, co będzie dalej?
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!!
Mam również małą informacje.
Poważnie zastanawiam się nad usunięciem bloga.
Myślicie że to dobry pomysł?
W końcu moje wypociny nie są na tyle dobre, by je publikować.
Czekam na Wasze komentarze z odpowiedziami na moje powyższe pytania,
oraz z opiniami na temat usunięcie bloga.
~Jane