Wyświetlenia

piątek, 26 lipca 2013

Cześć!
Przepraszam Was, z całego serducha i jak tylko mogę!
Wiem, spierdoliłam sprawę. I za to Was bardzo, ale to bardzo przepraszam. 
Pojechałam do cioci na tydzień, na wakacje i nie miałam zbytniego dostępu do komputera. 
Strasznie mi przykro, że Was zawiodłam.
Liczę, że szybko zapomnicie mi tą wtopę i nadal będziecie tu zaglądać.


Jeszcze taki tam zajebisty i najlepszy na świecie gif, jako prezent prze prosinowy:

 
http://api.ning.com/files/NqkuYxlxVg3jgbgbiWnKl1NHsJ3RIruobLT7IFDaJ07VBYfVcG8SV3sFLpVbg3VDhM0cMyPEqAyE6VF0RtCPgd35EQ0OBqsR/2968528106_7b1b304105_o.gif 

                                                           ~Jane 

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 13

Marcie.

http://polki.pl/work/privateimages/formats/V5_MT_LIFE/157810.jpg Po obudzeniu się, wraz z Sam'em przygotowaliśmy śniadanie. Sam poszedł po zakupy, a ja się ogarnęłam. Umyłam się, pościeliłam łóżko, otworzyłam okna itp. Nie miałam w co się ubrać, więc założyłam szlafrok Sam'a. Gdy wrócił, zrobiliśmy kanapki ze świeżych bułek z serem i pomidorem. Zanim jeszcze zasiedliśmy do stołu, ja wyprałam swoją bielizną w rękach, by mieć ją czystą do założenia. Po śniadaniu, Sam poszedł się umyć i ubrać, ja za ten czas pozmywałam i ubrałam się. Bieliznę miałam już suchą i świeżą. Założyłam wczorajsze ciuchy i czekając na Sam'a w kuchni sprawdziłam Facebook'a na I-Phone'ie. Gdy zobaczyłam pewne zdjęcie, myślałam że spadnę z krzesła.Caroline, dodała zdjęcie, z podpisem "Tak się kończy bieganie w obcasach". Było to zdjęcie  jej prawej nogi, w różowym gipsie z podpisami. Byłam w szoku, nie wiedziałam co mam robić. W końcu to była moja najlepsza przyjaciółka. Byłam zmartwiona jej nie szczęściem. Kiedy Sam już był gotowy, oznajmiłam mu że ma mnie zawieść do Caroline, a sam ma jechać do mnie do domu. Nawet nie pytał czemu tak, po prostu zawiózł mnie do przyjaciółki. Pożegnałam się z nim dyskretnym pocałunkiem w policzek i wysiadłam z samochodu.
 Weszłam do jej domu. Caroline, już od dwóch lat mieszkała sama, odkąd przyjęto ją do studia.
 - Halo?! - zawołałam do wnętrza domu.
 - Tu jestem!!- usłyszałam odpowiedź mojej przyjaciółki z salonu. Zdjęłam buty i zostawiłam je w korytarzu.  Weszłam do salonu. Caroline leżała rozciągnięta na sofie, oglądając jakieś brazylijskie seriale na plazmie. To było dziwne, bo zawsze uważała, że takie seriale niszczą psyche.
 - Co ty dobrego zrobiłaś?- zapytałam z uśmiechem na ustach, by trochę poprawić jej humor.  Popatrzyła na mnie z grymasem na ustach.
 - Zderzyłam się z kolegą i skręciłam kostkę. A ty mnie miałaś odebrać z pracy - popatrzyła na mnie z wyrzutem.
 - Ojj, przepraszam. Zapomniałam. - Zrobiłam się czerwona na twarzy, ale na prawdę zapomniałam. Tak, to NIE miało nic wspólnego z tym, że całą noc byłam z Sam'em. - Wybaczysz mi?
Byłam naprawdę podminowana faktem, że moja przyjaciółka przeze mnie cierpi. Czułam się naprawdę paskudnie.
 - Oczywiście, że Ci wybaczam - uśmiechnęła się do mnie, i przytuliła mnie.
 - Dziękuję.
 - Kochana, powiedz mi proszę, czemu masz na sobie wczorajsze ciuchy? - zapytała odsuwając się ode mnie.
 - Yyy... jak się dowiedziałam że masz skręconą kostkę założyłam byle co, żeby być tu z tobą jak najszybciej- powiedziałam  pierwsze co przyszło mi namyśl.
 - Ooo, to takie słodkie. -Uśmiechnęła się do mnie.
  Uff, połknęła haczyk. Jest dobrze.
 - Marcie, możesz przynieść lody z zamrażarki i trzy łyżki?
 - Trzy? -zapytałam.
 - Zanim przyszłaś, dzwoniła Darc że przyjdzie.
 - Aha, już pędzę. - Uśmiechnęłam się z powrotem, tym razem szerzej.
 Kuchnia Caroline, mieściła się na przeciwko wejścia do salonu. Czyli jak wyszłam z salonu, szłam prosto do kuchni.  Lodówka mieściła się na przeciwko wejścia. Uklękłam przy zamrażarce i wyciągnęłam z szuflady, trzy dość spore kubełki lodów.
 Gdy byłam koło drzwi, usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Była to moja druga przyjaciółka, Darcy. Uśmiechnęłam się do niej i po tym jak zdjęła buty obydwie poszłyśmy do Caroline.
 - Jesteś już! - zawołała widząc idącą za mną Darcy.
http://farm4.staticflickr.com/3098/2765950272_a27f2e0252.jpg - Heeej. Kocie, Ciebie nie można samej zostawić, czy co?- zażartowała a my wszystkie wybuchłyśmy śmiechem. Lody były naprawdę dobre, aż postanowiłam zrobić swojemu zdjęcie, i dodać na Facebook'a i TT. Oczywiście zaraz zdobyłam kilka like i komentarzy w stylu "Nie obżeraj się tak", albo "Podziel się z innymi". Strasznie mi się chciało z tego śmieć, więc się nie powstrzymywałam tylko wybuchłam gromkim śmiechem.
 - Dziewczyny, muszę Wam coś powiedzieć. - Przerwała mój śmiech Darcy.
 - O co chodzi? - zapytała Caroline.
 - Bo wiecie... James mi się oświadczył!!!- powiedziała i spojrzała na nas.
 - O Boże!! Naprawdę?! Ale zajebiście!!!- zawołałam. Byłam taka szczęśliwa, że mogłabym tańczyć w koło i śpiewać na całe gardło.
 - Ja pierdole, zaraz jebnę. Kurwa mać jak zajebiście! - krzyknęła Caroline i zaczęła piszczeć. Objęłyśmy Darcy, tak że zrobiła się czerwona.
 - Dziewczyny, dość. Chce być żywa na własnym ślubie- zachichotała, a my ją pościłyśmy.
 - Ojejku, ale ja się cieszę. - Pisknęłam
 - A co ja mam powiedzieć? - zapytała z uśmiechem Darcy.
 - Nie mam pojęcia!!- krzyknęłam.
 - A kiedy ślub? - zapytała Caroline.
 - Wiesz... jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, ale myślę że chcemy żeby było to jak najszybciej -uśmiechnęła się do swoich myśli. Zapewne w marzeniach doszła już do nocy poślubnej.
 Mój telefon za wibrował, oznajmiając mi tym samym, że otrzymałam SMS. "Od: MAMA- Wracaj już do domu, dziś jedziemy na przyjęcie, więc masz tu być za 10 minut. Zadzwoń po Sam'a". 
 - Dziewczynki, ja muszę już spadać. Dziś jedziemy znowu na jakieś żałosne przyjęcie, więc muszę ogarnąć dupę, zanim się tam ze starymi pokarzę. Nie wkurzacie się, no nie?
 - Jane że nie- zapewniła mnie Darcy.- Leć i baw się dobrze.
 Popatrzyła na nią jak na głupią, a potem wszystkie trzy zaczęłyśmy się śmiać.
 - Dobry joke - zawołałam zmierzając w kierunku korytarza.
 - Paaaa!!!- usłyszałam za sobą jednoczesny krzyk moich przyjaciółek.
 - Pa! -krzyknęłam im w odpowiedzi i wyszłam z domu. 
 Zadzwoniłam po Sam'a. Odebrał po dwóch sygnałach.
 - No cześć.
 - No hej. Przyjedź po mnie do Caroline, ok?
 - Okej, zaraz będę.
 - Dzięki.
 Nie wiem nawet, czy minęło ponad 5 minut, ale Sam podjechał pod dom Caroline, bardzo szybko.
Przywitałam się z nim, sztywno, żeby nikt nic nie podejrzewał i usiadłam do tyłu.
 - Co powiedziałeś rodzicom? Wiesz, o tym że się trochę spóźniłeś. -Zagadałam, gdy wyjeżdżaliśmy z ulicy.
 - Że zaspałem. Powiedzieli że jeszcze raz się spóźnią i mnie wyrzucą, ale jakoś mnie to nie przestraszyło- uśmiechną się.- Co u Caroline?
 - W porządku. No, jeśli można tak nazwać skręcenie kostki.
 - Aaauć, co się stało?
 - Powiedziała, że zderzyła się z kolegą, upadła i skręciła kostkę.
 - Aha.
 Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Gdy dojechaliśmy podziękowałam mu, za podwózkę i weszłam do domu. Było ok. 11:20. Moja matka stała w korytarzu, ale nie zwróciła na mnie zbytniej uwagi, kazała mi się tylko szybko wykąpać i ubrać. W swoim pokoju, założyłam szlafrok i poszła do łazienki. Tam umyłam głowę, ogoliłam nogi i pachy. Następnie weszłam do garderoby. Nie miałam pojęcia na jakie przyjęcie jedziemy. O jakiej tematyce. W tym sezonie są modne kwiaty, więc wybrałam krótką sukienkę i żółte szpilki. Ułożyłam ciuchy na łóżku i wróciłam do łazienki. Wysuszyłam włosy i upięłam je w kok. Nogi nasmarowałam balsamem,  popryskałam pachy dezodorantem i wróciłam do pokoju by się ubrać. Gdy była gotowa, zeszłam po schodach na dół. Rodzice czekali już w korytarzu. Mama miała czerwoną zwiewną sukienkę i kapelusz, a tata koszulkę polo i białe spodnie. Uff, trafiła z ubiorem. Zapewne przyjęcie było na dworze. W ukrytej kieszeni w mojej sukience, schowałam telefon i gumę do żucia. Byłam gotowa na wszelkie zaskoczenia ze strony badziewnych przyjęć przyjaciół moich rodziców.
http://www.slubne-auto.pl/galerie/slubne_auto_b28ff71af55885e08100cf61f60d8508.jpg - Pięknie wyglądasz, kochanie. - Uśmiechną się do mnie tata. 
 - Dziękuję- obdarzyłam go nieśmiałym uśmiechem.
 Dobrze, że zdążyłam się trochę pomalować. Bo było źle z moim wyglądem.
 Na podwórku, czekało już na nas auto. Jechaliśmy tym razem mercedesem, co oznaczało że to jakaś luźna impreza. Sam otworzył drzwi mi i mojej mamie do tyłu, a tacie do przodu, po czym sam usiadł na miejscu kierowcy i zawiózł nas na przyjęcie.

*****************************************************************************************
WOW! To juz naprawdę 13 rozdział?
Ale ten czas, szybko leci. Dopiero co napisałam 2 rozdział, a to już 13!
Dziękuję Wam, za każdy komentarz. Jesteście naprawdę wielcy!
Chciałam jeszcze tylko wyjaśnić, żebyście się nie martwili tym, że bohaterka jest z Sam'em. Za jakiś czas, sprawy obrócą się o 180 stopni. Wymagam od Was tylko cierpliwości. 
CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!

                                                          
                                                                                         ~Jane       

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 12

  Darcy.

 Po raz kolejny dzisiaj, próbowałam dodzwonić się dobrą nowiną z moimi przyjaciółkami. Niestety, obydwie spały. Dzwoniłam po raz trzeci do obydwu. No i znowu sekretarka. Zdenerwowałam się i rzuciłam moim samsungiem na łóżko. Była ósma. O tej porze Caroline powinna być już w studiu, a Marc... hm, a co by mogła robić Marcie? Kiedyś była ranny ptaszkiem, tylko teraz się jakoś popsuła. Jestem od niej trochę starsza. Mianowicie o rok, ale martwię się o nią. Rzadko chce z nami wychodzić, a gdy wreszcie ją u błagamy, zachowuję się jak pannica. Znaczy się, potrafi też się zachowywać w porządku, tak zwyczajnie. Ale i tak brakuje mi naszej Marcie.
 Moje przyjaciółki mnie olały, więc przemierzyłam salon w moim domu i weszłam do kuchni. James właśnie przygotowywał sobie posiłek. Nakładał na dwa talerze brokuły. Gotowanie to była jego wielka pasja. Cieszyłam się tym, ponieważ ja mogłam nawet wodę spalić. Niestety, ale mama nie zdążyła nauczyć mnie sekretnej sztuki gotowania. A teraz już nawet nie mogłam podzielić się z tak wesołą dla mnie wiadomością. Popatrzyłam na swój nowy pierścionek na ogół żadnych nie noszę, ale skoro ten jest zaręczynowy. No to będę i to z dumą.
 Dzisiaj, o godzinie 24, James mnie obudził i poprosił o rękę. Zrobił to dokładnie, jak zawsze chciałam żeby ktoś mi się oświadczył. Nigdy mu o tym nie mówiłam, więc była bardzo zaskoczona. Oczywiście przyjęłam jego zaręczyny. Potem byłam tak szczęśliwa że nie zasnęłam do czwartej, a kiedy już zasnęłam co jakiś czas się budziłam. Byłam taka szczęśliwa, że jak tylko była odpowiednia pora, zadzwoniłam do taty i mu się pochwaliłam. On również się bardzo ucieszył, a potem kazał mi zadzwonić do moich braci. Stałam wtedy w moim szlafroku, przy szafce na której mamy telefon i wydzwaniałam do wszystkich. James, tylko za mną siedział i słyszałam jak się ze mnie śmieje. Czasem twierdził, że jak się cieszę ro skaczę jak wiewiórka. Ja oczywiście uważałam że mówi głupoty, ale jak zobaczyłam się dziś rano w lusterku, od razu przyznałam mu rację. Ja i James, tworzyliśmy parę, przez ostatnie pięć lat. Przez ten czas, zdążyliśmy się bardzo dobrze poznać.


  Caroline.

 Wkurwiona do granic możliwości, po raz dwunasty dzwoniłam do Marcie. Ta pinda piała mnie odebrać ze studia, a tak to sama muszę iść. Miałam na sobie spódnicę maxi, sandały na koturnach, białą bokserkę. Do tego srebrne lustrzanki i miętową kopertówkę. Wiem że stylizacja trochę badziewna, ale zaspałam i miałam tylko godzinę na przygotowanie się. Dowodem na to była moja fryzura. Fryzjerka się na mnie wściekła, ponieważ nie zdążyłam się uczesać i włosy związałam w kok. Oczywiście mnie uczesała itp, ale po sesji sprowadziła włosy do poprzedniego stanu, tylko jej ten kok wyszedł o wiele lepiej.
 Gdy moja przyjaciółka ciągle nie odbierała zdenerwowałam się i schowałam swojego BlackBerry do kopertówki. Przemierzałam chodnik w nadziei, że nikt na mnie nie patrzy i myśli sobie "Jaka chudzina", czy coś w tym stylu. Wiem że ważenie 43 kg przy wzroście 172 cm. i wieku 21 lat, jest raczej dziwne, ale nie muszą się gapić jak na jakiegoś burgera. A propos jedzenia... nie zjadłam śniadania i byłam głodna. Dziś jestem prawie cały dzień w pracy. Byłam w studiu od 5, czyli już trzy godziny, potem mam wolne do 16 i znowu idę, aż do 21. Miałam zamiar kupić sobie nowe wydanie Voge'a, gdzie podobno miało być o modelkach w studiu jakim pracuję, więc gdy tylko zobaczyłam kiosk, sięgnęłam po portfel. Sprzedawczyni w kiosku dała mi ostatni egzemplarz gazety, zapłaciłam i odeszłam od stoiska. Trzymając dość grubą gazetę, szukałam wzrokiem jakiejś przyzwoicie wyglądającej knajpki, w której mogłabym zamówić coś do zjedzenia i w spokoju przeczytać artykuł.
 W końcu wybrałam jedną z przynajmniej pięciu knajpek na tej ulicy i weszłam do niej. Atmosfera zdawała się być bardzo przyjemna. W powietrzu unosił się zapach kawy, a na stolikach były ustawione po trzy świeczki. Usiadłam do tego przy szybie, by mieć lepsze oświetlenie do czytania i położyłam torebkę miedzy sobą, a szybą. Nie wiadomo co się może stać, jeśli się zaczytam.
 Nie musiałam długo czekać na kelnera, który przyniósł mi kartę dań. Zamówiłam dwa Croissanty i kawę. Kiedy już rozsiadłam się wygodnie, czyli założyłam nogę na nogę i zdjęłam okulary poczekałam chwile i przyszedł kelner z moim zamówieniem. Kawę podano w wysokich szklankach, a na wierzch dano bitą śmietanę, która tworzyła taką jakby górkę i wychodziła aż z poza szklanki. Bita śmietana była jeszcze polana...hm? Sosem karmelowym, przynajmniej na taki wyglądał. Do kawy dołączono również łyżeczkę i rurkę. Moje Croissanty były jeszcze rumiane i ciepłe. Polano je masełkiem, które z nich spływało. Ym... normalnie ślinka ciekła na sam widok. Podziękowałam kelnerowi, a on skiną głową oraz się uśmiechną i już go nie było. Był ode mnie przynajmniej cztery lata młodszy. Wyglądał jak taki, co dopiero skończył gimnazjum. Był bardzo przystojny i naprawdę mi się spodobał. Zapewne przyszedł tu pracować tylko na wakacje, żeby zarobić. Gdyby nie ta wyraźna różnica wieku między na nami, zaczęłabym go podrywać, ale niestety ta różnica mi na to nie pozwalała. Kelner miał blond włosy z grzywką i przeuroczo niebieskie oczy którymi mi się przyglądał sprzątając ze stolika naprzeciwko. Wzięłam łyżeczkę i patrząc na niego, prosto w jego oczy, wzięłam na nią bitą śmietanę i ją zlizałam. Zobaczyłam jak ciężko połyka ślinę, o to mi chodziło. Zaraz! Co ja wyrabiam?! Podrywam dziecko! Boże... co się ze mną dzieję? Gdy wreszcie się ogarnęłam, otworzyłam czasopismo i szukałam strony o firmie. Był tam krótki wstęp, na który rzuciłam tylko okiem było tam coś, że nasze studio słynie z wybitnych fotografów, stylistów, ale to modelki są największą chlubą. Na moją twarz wkroczył rumieniec. Zaczęłam czytać o każdej z nas. W studio było nas wszystkich dwadzieścia pięć. Do każdej było dodane zdjęcie + krótka biografia i jeszcze trochę pierdołek. To wszystko, te informacje i zdjęcia, o nas zajęły aż trzy strony.  W końcu znalazłam siebie. Wzięłam do ręki drugiego Croissanta i ugryzłam. Potem zjadłam całego nawet o tym nie wiedząc. Napiłam się kawy i byłam gotowa by przeczytać jak mnie chwalą.

   po 10 seknudach...

 - Co kurwa?!?!- wydarłam się na cały głos nie bacząc na to że w knajpie było jeszcze dużo klientów.- Co to ma być do chuja pana?!!!
 Rozejrzałam się jeszcze po twarzach zebranych. Byłam tak wściekła że myślałam że wyjdę szybą. Wydarłam z portfela 10 dolców i rzuciłam je na stolik. Chwyciłam torebkę, okulary i to cholerstwo (gazetę) i wybiegłam wściekła z knajpy pozostawiając niedopitą kawę. Szłam szybkim krokiem nie zważając na ludzi który przy tym potrącałam. Wrzuciłam czasopismo do najbliższego kosza na śmieci i szłam dalej. W rękach mocno ściskałam kopertówkę, aż mi kłykcie zbielały. Na przeciwko mnie, szedł mężczyzna ubrany cały na czarno. Miałam go w dupie, sam miał się usunąć. Szłam dalej, tylko patrzyłam pod nogi.
 BUM!
 Upadłam na chodnik i poczułam bardzo śliny ból w kostce i tyłku. Zderzyłam się z tym kolesiem. Nie do wiary! Nie usuną się! Co za cham!
 - Ty ślepy jesteś! Nie widzisz że szłam?!-syknęłam, łapiąc się za prawą kostkę.
 - Przepraszam! Nie zauważyłem Cię. Bardzo boli.-Ratował się i przykucną przy mnie.
 Spojrzałam na niego, a on na mnie. O Boże!
 - Chester! Debilu!- zawołałam, a na moje usta wkradł się szeroki uśmiech mimo bólu kostki.
 - Caroline? O ja! Nie poznałem Cię- zaśmiał się.
 Chciałam wstać, ale moja kostka postanowiła, że nie ruszę się z chodnika. W bardzo bolesny sposób.  Jęknęłam i postanowiłam się jej słuchać. Spojrzałam na nią, była bardzo spuchnięta. Chester powiódł wzrokiem za moim i aż jękną.
 - Nie ma bata. Trzeba z tym do szpitala jechać. -Zadecydował.
 - Nie wiem czy widzisz, ale nie mogę się ruszyć.
 - Z tym nie ma problemu -zapewnił i wziął mnie na ręce. Popatrzyłam się na niego jak na idiotę.
 - Dobrze się czujesz? W domu wszyscy zdrowi? - zapytałam, a on wybuch śmiechem.
 - Jesteś bardzo lekka. Zaniosę Cię do samochodu i pojedziemy do szpitala -powiedział i już szedł w stronę w którą ja poprzednio szłam.
 - A tak w ogóle, to co u Ciebie? - zapytałam całkowicie od czapy i zacisnęłam powieki by nie uronić łzy z powodu bólu.
 - Nic, wybrałem się na jakieś zakupy. Potem mam się widzieć z chłopakami na próbie. A co u Ciebie?- spojrzał na mnie, właśnie w tym momencie, w którym już nie mogła powstrzymywać łez i zobaczył kilka łez spływających mi po policzku. -Ejj, nie rozklejaj się. Może nie jest tak źle.
 - Nie wiem, nie znam się. Ale mnie boli jak cholera jakaś. -Załkałam.
 A niech to wszystko szlag jasny trafi! Pomyślałam.
 Chester zszedł z chodnika i kierował się ku swojemu samochodowi. Niestety nie znam się na markach, ale samochód był ładny. Rozmawialiśmy o byle czym, bym mogła spróbować nie myśleć o bólu. Popatrzyłam się w stronę jego samochodu.
 - O kurwa. -Powiedziałam.
 - Co się stało? - zapytał wciąż się uśmiechając.
 - Za twoim samochodem stoją paparazzi i właśnie robią nam zdjęcia -powiedziałam mu do ucha. Przyjął to na luzie, tylko przestał się uśmiechać. Spojrzał na mnie, potem przed siebie. Uznałam to, za sygnał do "pozowania". Poprawiłam okulary na nosie i miałam bardzo wielką nadzieję że nie widać śladów łez na moich policzkach. Popatrzyłam się na Chestera, który szedł przed siebie. Poprawiłam mu kołnierzyk od koszuli. Potem spojrzałam tam gdzie on. Popatrzyłam niby to na samochód, ale na prawdę patrzyłam na paparazzich. Było ich trzech. Jednego rozpoznałam od razu, koleś już nie raz za mną chodził. A tamtych dwóch nie znałam w ogóle. W jednej ręce trzymałam kopertówkę, a drugą trzymałam się szyi Chester'a. W końcu reporterzy się zmyli, a Chazz ze mną na rękach, otworzył samochód pilotem. Otworzył drzwi od strony kierowcy i posadził mnie na miejscu pasażera. Nie powiem, bolało mnie to, zwłaszcza jak przypadkiem dotknęłam nogą drzwi, ale się nie odezwałam bo nie chciałam by się martwił. Zapięłam pas i zamknęłam drzwi. Chazy wsiał na swoje miejsce, odpalił samochód i pojechaliśmy do szpitala.
 Gdy dojechaliśmy do szpitala, Chester zaniósł mnie na izbę przyjęć. Tam się mną zaopiekowano, a Bennington'owi kazali zaczekać na zewnątrz. Tam odpowiednio się mną zajęto. Zadano mi kilka pytań. Wiecie: imię, nazwisko, wiek, itd. Standard. Potem zrobiono i prześwietlenie, okazało się że skręciłam kostkę. Założono gips i dokładnie powiedziało jak mam się z tym wszystkim obsługiwać. Gratis dostałam kule i wózek. Chwyciłam kule i próbowałam na ich wstać, ale noga na której znajdował się gips po kolano, była zdecydowanie za ciężka. Pielęgniarze pomogli mi usiąść na wózku. Potem Chester zawiózł mnie do domu, a ja zadzwoniłam po mamę, która przyszła natychmiast jak jej powiedziałam że mam gips. Ona pomogła mi się przebrać w dres i zrobiła coś do picia. Po drodze kupiła ciastka i razem je zjadłyśmy oglądając seriale jak wtedy kiedy jeszcze mieszkałam u rodziców.

**********************************************************************************************************************
 Siemka!
 Liczę że ten rozdział podobał Wam się tak samo jak inne.
Czekam na komentarze, nawet nie wiecie jak one pomagają przy pisaniu!
Współczujecie trochę Caroline? Ja bardzo...
Cieszycie się ze szczęścia Darcy? Ja również :3 
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!!

                                                                                

                                                                                      ~Jane