Marcie
Jezu znowu to samo...
Taka była moja pierwsza myśl, kiedy zobaczyłam auto ogrodnika na podjeździe.
Wracałam właśnie z zakupów do domu, kiedy zobaczyłam czerwoną hondę civic na naszym podjeździe. Tata był na wyjeździe z pracy, co oznaczało tylko jedno, mama pieprzy się z ogrodnikiem. Tata o tym wiedział, ale kiedy nawrzeszczał na mamę, ona zagroziła rozwodem, a tata musi dbać o reputację i nie może pozwolić na to, żeby taki szanowany biznesmen jak on dostał pozew rozwodowy z powodu "barku czasu, na zaspokajanie żony". Nie, rozwód nie wchodził w grę. Wiec udawali że mama go nie zdradza z o połowę od siebie młodszym ogrodnikiem, a tata udawał że jest wszystko OK.
Jedyną osobą normalną w tym domu, była moja babcia. Babcia jest kochana, miła, taka jak prawie wszystkie inne staruszki, ale ona nie jest taka sama, ona jest moja. W każdym razie, babci zawsze mnie rozumie. Jest dla mnie jak mama.
W każdym razie. Stanęłam przed wejściem do domu i zadzwoniłam dzwonkiem, by ktoś przyszedł i pomógł mi wnieść zakupy. Zadzwoniłam dwa razy, a potem otworzył mi drzwi nasz kierowca Sam.
- Hej, mała. Co ty taka obładowana?- zapytał.
- Na zakupach byłam w centrum handlowym. Pomożesz mi z tym?- wskazałam na torby które trzymałam i otwarty bagażnik mojego czarnego BMW. Chłopak westchną.
- Kobiety...- mrukną i ruszył w stronę mojego samochodu.
Nie zwróciłam na niego uwagi, tylko po prostu weszłam do kuchni i położyłam dwie torby obok stolika a trzy na stoliku, po prostu już tych dwóch nie doniosłam. Podeszłam do lodówki, wyciągnęłam sok pomarańczowy a z szafki szklankę. Nie spodziewanie do kuchni weszła mama w szlafroku. Hm... ciekawe dlaczego.
- O wróciłaś.-Inteligentnie zauważyła- Gdzie byłaś?
- W centrum handlowym- odpowiedziałam, kończąc sok i odstawiając puste naczynie do zmywarki.
- Uuu, kupiłaś coś dla mnie?
- Nie. -Niech ci coś ten twój kochaś coś kupi- powiedziałam już w myślach.
- A mogę zobaczyć, co kupiłaś?
- Nie. -Odpowiedziałam sucho, najwyraźniej nie spodobało jej się moje zachowanie, ale miałam to w dupie. zebrałam swoje torby i zaczęłam iść w stronę schodów.
Widziałam że Sam właśnie "zamyka" drzwi kopniakiem, ledwo cokolwiek widząc przez moje torby, więc powiedziałam mu coś w stylu "mój pokój" i poszłam dalej. Gdy doszłam do białych drzwi, przekręciłam gałkę i wkroczyłam do "mojego królestwa", zostawiłam otwarte drzwi, żeby Sam mógł swobodnie wejść i zostawiłam torby na łóżku, włączając mojego laptopa Aplle. Weszłam do garderoby, przebrałam się w szare dresy, zieloną bluzkę i moje kapcie. Włosy uwiązałam w warkocz, by mi nie przeszkadzały i wykonałam następujące czynność: włączyłam moją listę odtwarzania w laptopie i zaczęłam przeglądać ciuchy. Łącznie wszystkich toreb miałam dwanaście. Te pięć toreb które miałam cały czas przy sobie, były najważniejsze. Nie pozwoliłam zajrzeć do nich mamie, nie dlatego że chciałam być podła, tylko dlatego że mama by chyba umarła gdyby zobaczyła ich zawartość. Otóż znajdowało się w nich kilka rzeczy na które moja mama ma tylko jedno słowo: "Fuj". Zawartość to (w skrócie) martensy, czarne rurki, koszula w kratę oraz buty.
W mojej szafie miałam taką "tajną skrytkę" o której wiedział ja i sprzedawcy w sklepie z meblami w której chowałam tego typu rzeczy. Mama nie może wiedzieć że mam takie coś, bo by mnie chyba z domu na zbity pysk wyjebała. Oderwałam od tych rzeczy metki, schowałam je w mojej puszeczce na kluczyk i cichy schowałam do tej skrytki. Usiadłam przed laptopem i włączyłam jeszcze raz moją listę odtwarzania, tym razem tę nieco fajniejszą. Włączyłam Facebook'a i Twitter'a. Widząc że się tam raczej nic nie dzieje, wyłączyłam, pozostawiając tylko muzykę i zabrałam się za składanie tych ciuchów, których nie musiałam chować przed rodziną. Były tam, kolorowe sukienki, buty na koturnie itp., nie to, że nie lubię chodzić w takich ciuchach, ale po prostu w sukience w której ledwo nie widać mi dupska nie czuję się sobą, zresztą kto by się czuł? Chyba jakaś dziwka. No w każdym razie, rodzice chcą żebym była kolorowa, wesoła itp. Moi pojebani rodzice twierdzą że ludzie słuchający czegokolwiek (ludzie w moim wieku) poza pop'em, to sataniści. Ja na przykład uwielbiam Pink Floyd, Rammstein, System Of A Down, Guns'n'Roses , AC/DC itd. Oczywiście przed nimi udaję że jestem fanka takie gówna jak Rihanna, albo Beyonca, albo jeszcze gorzej tej całej Lady Gagi.
Właśnie słuchałam Rocket Queen, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko kliknęłam "stop".
- Wejść!- krzyknęłam.
Drzwi się uchyliły i wszedł do mojego pokoju Sam.
Może jeszcze nie wspominałam, ale ja i Sam jesteśmy sobie bliscy, bardzo. Pociągamy się na wzajem, ale wiemy że raczej nic by z tego nie było więc się ukrywamy. "Ukrywamy się" to nie do końca dobrze powiedziane, bo nie jesteśmy parą, ale trudno. Z tego całego domu, tylko Sam wiedział że słucham Rock'a i Metal'u i nikomu tego nie powiedział. Było już ciemno więc miałam zapaloną lampkę. Widziałam jak Sam się do mnie uśmiecha. Był ode mnie nie wiele wyższy może jakieś 5 centymetrów, miał brązowe oczy, aksamitny głos, niesamowite mięsie, kilka tatuaży i czarne włosy. Aktualnie miał na sobie granatowy, opinający ciało t-shirt i dżinsy. Oparł się o drzwi i czekał, aż do niego podejdę. Była już 22 i jego w ogóle nie powinno być na terenie naszej posiadłości, ale zawsze zostawał "chwilę" dłużej, żeby pobyć zemną. Zostawiłam komputer i odwdzięczając mu się uśmiechem podeszła do niego.
- Hej, mała -szepną gdy była kilka kroków przed nim. - Tęskniłem.
- Ja również -powiedziałam i wtuliłam się w jego klatę. Podniosłam głowę i pocałowałam go w usta, a on odwdzięczył się pocałunkiem i przycisną mnie do ściany.
O matko, jak ja kocham jego usta. Są takie miękkie, ciepłe, kojące. W tej chwili całował mnie po szyi a ja rozpływałam się w jego objęciach. Podskoczyłam tak, bym nogami oplatała jego biodra i z łatwością trzymała się jego szyi. Sam trzymał mnie za nogi i przyciskał do ściany. Ja cicho pojękiwałam, a on znów zaczął całować mnie w usta. Tym razem postanowiłam że nie pozwolę żeby całował mnie po szyi bo wtedy robię się bardziej napalona, a tego nie chcę. Gdy on niczego się nie spodziewał wzmocniłam uścisk na jego szyi i całowałam mocniej. Poczułam, że baruje mi powietrza, więc niestety musiałam przerwać tę nieopisaną przyjemność by zaczerpnąć powietrza. Sam zaśmiał się.
- Widać że się stęskniłaś.
- Cholernie.
Już chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Nie pierdol, tylko całuj. -I wpiłam się w jego usta, czując że wciąż się uśmiecha.
No i mamy rozdział pierwszy!
Tak jak obiecałam, jest w weekend.
Liczę, że wam się podobał i że po przeczytaniu go nie pomyślicie: "O boże, co za cholerstwo, nie czytam"
To mój pierwszy blog z opowiadaniami, więc przepraszam za wszelakie błędy lub cokolwiek innego.
Jeśli możecie, to skomentujcie.
Aha, i jeszcze jedno. Wiem, że w tym rozdziale nie było nic o Brad'zie, ale bądźcie cierpliwi. Brad w tym opowiadaniu będzie na pewno ;)
Jeśli będzie dużo wyświetleń, to postaram się zrobić coś w stylu "Informowani" o nowych rozdziałach ;)
~Jane

oooooo jakie faajne <3 Rocket Queen <3 <3 piszpiszpiszpisz MUAH :* głupawa, usprawiedliwiam się :D
OdpowiedzUsuńŚwietne to jest <3
OdpowiedzUsuńSuper! Weny życzę :)
OdpowiedzUsuń