Wyświetlenia

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 22

  Brad

 Nadszedł ten czas, w końcu!
Untitled Po tygodniu nieustannych koncertów- mamy wolne! Chłopaki, postanowili się zabawić, pozwiedzać, ale ja pierwsze co zrobiłem to z samego rana umyłem się, spakowałem i zamówiłem taxi na lotnisko. Chłopaki mówili żebym nie leciał, nie opłaca mi się skoro znów za trzy dni rozpoczynamy koncerty, jednak nie słuchałem. Jedyne o czym myślałem, to spotkanie z Marcie. Więc gdy tylko znalazłem się na lotnisku kupiłem bilet na najbliższy lot do LA i pobiegłem do odprawy bo okazało się że samolot wylatuje za 15 minut. Gdy dotarłem zdyszany, okazało się że mam jeszcze 8 minut więc nie potrzebnie się śpieszyłem. Idiota. Po jakimś czasie znalazłem się w samolocie i leciałem do LA. Widok z samolotu był bardzo piękny, słońce dopiero wschodziło, była ok 5 rano, a niebo przepięknie zachmurzone. Czułem niewiarygodną radość, że w końcu zobaczę... moją Marcie. Tak, nazwałem ją "moją", muszę w końcu jej wyznać co do niej czuje, to trochę więcej niż przyjaźń... tak jakby MIŁOŚĆ. Tak, wydaje mi się, że to co do niej czuję to miłość. Szczera, prawdziwa i bezinteresowna. Chciałbym jej o tym powiedzieć, mam nadzieję że ona czuję to samo. Marcie jest cudowna, piękna i kochana. Znam ją, może ok 3 tygodni, ale to co już razem przeszliśmy, to jak się dogadujemy i to jak siebie postrzegamy, wystarczyło mi by pokochać tak cudowną kobietę. Oczywiście, będę zawiedziony, jeśli ona nie będzie czuć do mnie tego samego, ale przecież nie rozkaże jej mnie kochać, nie będę kazać jej darzyć mnie uczuciami. Po prostu ja już chcę jej o tym powiedzieć, chcę ją przytulić, pocałować i znów spędzić z nią trochę czasu. Kto wie? Może się okaże że ona też mnie kocha i na przykład gdy wrócę do Włoch, ona się spakuje i przyleci tam kilka dni po mnie i znów będziemy mogli spędzać ze sobą mnóstwo czasu?  Było by tak cudownie!
 Myśląc o Marcie, zapomniałem że w ogóle znajduję się w samolocie i chciałem wstać i zrobić sobie coś do picia, ale zatrzymały mnie pasy bezpieczeństwa, więc tylko zamachałem ręką i podeszła do mnie stewardessa.
 - W czym mogę panu pomóc? - zapytała tym swoim przestudiowanym milutkim głosikiem, który bawił mnie praktycznie u każdej stewadessy.
 - Poproszę kawę.
 - Oczywiście, już się robi.
 - Dziękuję. - Odpowiedziałem i rzuciłem jej lekki uśmiech.
 Po kilku minutach podeszła do mnie ta sama kobieta i uśmiechając się wręczyła mi naprawdę dobrą kawę. Wsadziłem ją do uchwytu na kubki i podłączyłem słuchawki do telefonu. Czekało mnie jeszcze ok 1,5 godziny lotu więc uznałem że przyda mi się mała drzemka po tym jak tak szybko zerwałem się na samolot i odpłynąłem nim wypiłem chociaż połowę kawy.
 - Proszę pana? Proszę pana?
 Usłyszałem kobiecy głos. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że pochyla się nade mną ta sama stewardessa, która zrobiła mi kawę. Widząc że otworzyłem oczy, posłała mi uśmiech i powiedziała:
 - Za 5 minut lądujemy, proszę się przygotować i dopić kawę.
 Uśmiechnąłem się, widząc jej lekkie poirytowanie gdy zobaczyła że z ubka ubyło co najwyżej jedna trzecia tego co w nim było.
 - Dobrze- odpowiedziałem i przetarłem oczy. Ziewnąłem zakrywając usta dłonią i rozejrzałem się po samolocie, nie był pełny, ale było dużo pasażerów. Wypiłem szybko swoją kawę i schowałem słuchawki z telefonem do kieszeni. W końcu byłem na miejscu...


  Marcie

 Dziś mogłam w końcu wyjść ze szpitala.  Cały czas czekałam na tę chwilę, musiałam jeszcze dostać jakieś papierki od doktora który mnie tu trzymał i mogłam iść do domu. Cieszyłam się jak jasna cholera, bo to właśnie dziś, stwierdziłam że chcę zacząć zmieniać coś w swoim życiu.
 Doktor wszedł z uśmiechem do mojego pokoju i powiedział:
 - Za pewne cieszy się pani że dziś panię wypuszczamy, prawda?
 - I to bardzo, więc możemy już przejść do części w której dostaje wypis, pakuje się i spadam do domu?
 Doktor uśmiechną się.
 - Tak, oczywiście. Proszę tu podpisać i jest pani wolna.
 Podał ma kartkę, której kopie mi wręczył. Podziękowałam mu i wyszedł, a ja zapakowałam rzeczy i wysłałam tacie SMS żeby po mnie przyjechał.
 Wyszłam ze szpitala, z torbą założoną na ramię i czekałam na samochód. Po chwili podjechał samochód i wysiadł ze niego Sam. Myślałam że mnie krew zaleje.
 - Czego ty tu chcesz? - Wykrzyczałam. - Prosiłam tatę żeby po mnie przyjechał!
 - Uspokój się Marcie, daj mi torbę i wsiadaj.
 - Nie! Odjedz ! Nie zbliżaj się do mnie dupku! - wołałam, do oczy zaczęły napływać mi łzy.
 - Marcie, nie rób sceny! Wsiadaj do samochodu! -wydarł się na mnie.
 Rozejrzałam się i zobaczyłam, że na prawdę już kilka osób zatrzymało się i patrzyło na nas.
 - Na co się gapicie?! - zawołałam do nich po czym wsiadłam do wozu. Przez całą drogę nie odezwałam się ani razu, choć Sam próbował mnie przepraszać. Nie, nigdy mu nie wybaczę i na razie nie będę  z nim rozmawiać.

******************************************************************************
Wyszłam z wprawy.

CZYTASZ?- KOMENTUJ! 

  
                                                                           ~ Jane

czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 21

           Marcie

 Obudziłam się i wciąż tkwiłam w szpitalu. Co jakiś czas odwiedzała mnie pielęgniarka i było u mnie kilku lekarzy by zapytać jak się czuję, za każdym razem odpowiadałam im że w porządku i mogą mnie już wypuścić, ale nie słuchali. Gdy po raz kolejny odwiedziła mnie pielęgniarka, zapytałam:
 - Czy długo jeszcze będę musiała tu leżeć? Ja na prawdę czuję się już na siłach by wrócić do domu.
 - Niestety nie mi o tym decydować. Rozumiem że możesz się tak czuć, ale zawsze może zdarzyć się coś, czego nie przewidzisz. Uwierz mi proszę, że nie bez powodu lekarze cię tu jeszcze trzymają. -Odpowiedziała życzliwym tonem, chociaż łatwo dało się wyczuć zmęczenie w jej głosie, pewnie jest tu już cały dzień.
 - Jest tak jak powiedział mi tata? To jest zwykłe wycięczenie organizmu, czy coś innego? - zapytałam.
 Pielęgniarka spojrzała na mnie nie ufnie i jedne co powiedziała to:
 - Nie jestem upoważniona do udzielania takich informacji.
 - Jak to nie!? -zdenerwowałam się- Jak to nie? Jest pani pielęgniarką, a ja jestem pacjentką! Ja pani udzielam upoważnienia! Chcę do cholery wiedzieć, co mi jest!
 Kobieta tylko wzruszyła ramionami i wyszła.
 No kurde, jak tak można? Jestem przecież pacjentką i powinnam wiedzieć co mi dolega, bo jak nie to zaraz kurwa pójdę i dowiem się na własną rękę, albo po prostu stąd wyjdę. Poczułam delikatne zmęczenie i oparłam się wygodnie na poduszce. Rozejrzałam się po pokoju, nic nie zmieniło się w jego wyglądzie. Spojrzałam na stoliczek po prawej stronie mojego łóżka, nic nadzwyczajnego- zwykły szpitalny stoliczek z półeczką na moje rzeczy. Właśnie... a propos moich rzeczy, może ktoś mi coś przywiózł. Podniosłam się na łokciach i zaczęłam grzebać w rzeczach które miałam na stoliku, nie było tego jakoś szczególnie dużo: herbatniki, sok pomarańczowy i mała czarna torba w której (jak mniemam) były moje rzeczy.
 Wzięłam torbę na kolana i ją otworzyłam. W środku znalazłam świeżą bieliznę, zwykłe czarne legginsy i koszulkę, ładowarkę do telefonu, gumy do żucia i właściwie tyle. "A jeśli mowa o ładowarkach, to gdzie mój telefon?" pomyślałam. Sprawdziłam pod poduszką, nie było. Przeszukałam całe łóżko, łącznie z miejscem między materacem a poręczą i też go nie było. Bez paniki. Popatrzyłam na stolik, ale na nim nie było nic, po za sokiem i herbatnikami, ale zauważyłam, że stoliczek ma zamykaną na klucz szafkę, na szczęście w zamku był kluczyk. Przekręciłam kluczyk i otworzyłam, był tam. Wyciągnęłam swoją zgubę i odblokowałam. Zobaczyłam że mam 3 nie odebrane połączenia i 10 SMS'ów. Jedno połączenie było od Caroline, a dwa następne od Brad'a. Brad... (PUŚĆCIE SOBIE TERAZ MUZYCZKĘ- http://www.youtube.com/watch?v=AbXnLn5-7MA) Nagle myśl o nim wywołała mały dreszcz na moim karku, a dłonie zaczęły mi się pocić. Brad, gdzie ty teraz jesteś? Czemu cię tu nie ma? Zabierz mnie stąd! Proszę, bądź przy mnie... Przyjedź, przytul, pocałuj... Niestety, to tylko ciche błaganie myśli. W oczach poczułam łzy, bez niego czułam się słabsza, zwłaszcza teraz, po tym co zrobił Sam. Znałam go może... nie wiem, jakiś tydzień mniej więcej, a bardzo się z nim zżyłam. Historia dosyć porypana. Poznajemy się na małym spotkaniu u mnie w domu, gramy w butelkę, całujemy się, na drugi dzień umawiamy się na spotkanie, spędzamy razem miło czas, później robię mu przykrość pojawiając się na jego koncercie z Sam'em, następnie widzimy się na imprezie dobroczynnej jego rodziców, tam Sam łamie mi serce, Brad mnie odwozi do domu i pociesza, przytulam się do niego i zasypiam wtulona w niego, na drugi dzień dostaję informację o tym że wyjechał na inny kontynent.
 Nim się obejrzałam, siedziałam zaryczana na łóżku z telefonem w ręku.  Płakałam i byłam coraz bardziej słaba, postanowiłam jednak że przeczytam jeszcze te SMS'y. Dwa były od Darcy, a jeden od Caroline, następne były od Brada. Te od Darc i Carol zostawiłam na kiedy indziej, stwierdziłam że przeczytam te od Brada od razu, póki mam siłę.
     
    SMS nr 1:
Od: Brad:
Cześć Marc. Mam nadzieję, że nie gniewasz się na mnie.
Zapomniałem o tym że wyjeżdżam.
Przepraszam, powinienem był pamiętać i powiedzieć Ci.
Wybacz mi, proszę odezwij się.
Martwię się.
  
   SMS nr 2:


 Od: Brad:
Dlaczego nie odpisujesz? 
Dlaczego nie odbierasz?
Aż tak jesteś na mnie zła? 
Wiem, zachowałem się jak dupek.
Żałuję... na prawdę żałuję, że zapomniałem i nie powiedziałem.
Przebacz mi.

 Nie wiem, czy byłam w stanie czytać dalej... Byłam na niego zła, za to że mi nie powiedział że wyjeżdża, ale bardziej niż zła, byłam tym załamana. Wyjechał, nie będzie go przez kilka miesięcy, nie zobaczę go. Nie zobaczę, jak się do mnie uśmiecha, ani nie poczuję zapachu jego perfum. Nie porozmawiam z nim, nie pośmieję się. Nie zrobię niczegokolwiek co jest z nim związane chociaż w najmniejszym stopniu, bo po prostu wyjechał. Jednak nie mogłam być na niego za to zła, nie powinnam. W końcu to jego praca, nie od decyduje kiedy i gdzie ma grać. 
 Otarłam łzy i czytałam dalej. 


SMS nr 3:

    Od: Brad:
Marcie, czy wszystko z tobą w porządku? 
 Jesteś zdrowa? Jest Ci lepiej po tym wszystkim?


 Nie, nie jest w porządku Brad... Ani ze mną, ani w ogóle, nie ma Cię. Kiedy Cię nie ma nie może być nic w porządku. 

SMS nr 4:
          
Od: Brad:
 Marcie. ODEZWIJ SIĘ W KOŃCU!

SMS nr 5:
Od: Brad:
Mam nadzieję że z tobą wszytko w porządku.

SMS nr 6: 

Od: Brad:
 Dedykowałem Ci piosenkę na koncercie. 
Tęsknię za tobą.

SMS nr 7:
Od: Brad:
:( 

 Ostatni SMS przeczytałam już tylko jednym okiem, drugie miałam już zamknięte, a gdy tylko przeczytałam wiadomość, zasnęłam. 


**********************************************************************************
Witam wszystkich bardzo serdecznie, po tak długiej nie obecności! 
Mam nadzieję, że wybaczycie mi mój brak zaangażowania w blog :*
Postanowiłam wrócić i pisać dla Was, po przeczytaniu całego bloga. Uznałam że to opowiadanie było na prawdę dobre i to podłe wobec Was że przestałam pisać. 
Wszelkie pytania, co do bloga lub te bardziej osobiste możecie kierować na mojego aska
 CZYTASZ?- KOMENTUJ!




                                                                                        ~ Jane

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 20

** 2 tygodnie później**

Brad

 Tak jak reszta chłopaków, byłem całkowicie zmęczony tymi koncertami. Dzień z nocą, kompletnie mi się myliły. Rozróżniałem je tylko dlatego, że w dzień mieliśmy próby, albo wolne, a w nocy był koncert za koncertem albo jakaś impreza. Miałem wszystkiego dosyć. Było gorąco, opaliłem się i skóra piekła mnie niemiłosiernie. A co najgorsze i to męczyło mnie najbardziej, nie mogłem zobaczyć się z Marcie. Tęsknota za nią, bolała mnie bardziej niż cokolwiek innego. Piekła mnie bardziej, niż poparzona słońcem skóra. Nie miałem ochoty jeść, pić... nie miałem ochoty na nic. Ciągle myślałem o niej. Męczyły mnie pytania. Dlaczego nie odpisuje? Dlaczego nie daję o sobie znaku życia? Czy ma kogoś innego? Czy jeśli ma kogoś innego, dlaczego mi tego nie powiedziała? Czasem miałem ochotę się po prostu rozpłakać, ale nie mogłem. Taka "gwiazda" jak ja, nie mogła sobie pozwolić choćby na jedną łzę. Zero życia prywatnego, wszędzie paparazzi i fani, musiałem im pokazać, że jestem silny. Tylko chłopaki z zespołu wiedzieli jak się czuję i tylko oni od czasu do czasu poklepali mnie po ramieniu i powiedzieli dobre słowo.
  Dziś mieliśmy zaplanowany tylko jeden wywiad i mogliśmy spokojnie odpoczywać po całych dwóch tygodniach koncertowania. Ale na wywiadzie pojawiło się pytanie, jakiego nigdy bym się nie spodziewał...
 - No więc, panowie nie ukrywajmy że każdy z was ma swoją ukochaną osobę, a którą teraz tęskni. Brad, opowiesz nam może o swoich kontaktach z Marcie?
 Popatrzyłem na redaktora wielkimi oczyma i nie miałem pojęcia co odpowiedzieć.
 - No, dajek Brad. Wiemy o twojej miłości do Marcie. Mamy nawet zdjęcia. - W tej chwili, na ekranie wielkiego telewizora za nami, pojawiło się kilka zdjęć moich i Marcie. Zdjęć na których spacerowaliśmy po molo, na imprezie moich rodziców...
 Wściekłem się. Jakim kurwa prawem, wyciągają to co łączy mnie i Marcie, podczas wywiadu dotyczącego naszej trasy koncertowej.
 - Co kurwa?! Skąd to macie!?- wydarłem się i nagle poczułem silne dłonie Mike'a i Rob'a na swoich ramionach. 
 - Hah, Brad nie denerwuj się tak. Zdjęcia zostały przysłane od fanów. No więc, opowiesz nam o tym?- zapytał lekko rozbawiony, wciąż spokojny dziennikarz.
 - Nie kurwa! Odpierdolicie się od mojego życia towarzyskiego!
 Wraz z wypowiedzeniem tych słów, wyrwałem się przyjaciołom i wybiegłem ze studia. Zatrzymałem się na parkingu i zobaczyłem kiosk ruchu. Sprawdziłem czy w kieszeni mam portfel i pobiegłem w jego stronę. Nikt nic nie kupował, więc gdy tylko dobiegłem wydyszałem:
 - Proszę paczkę Marlboro i zapalniczkę.
 Pani podała mi paczkę  powiedziała cenę a ja jej zapłaciłem nie czekając na resztę odszedłem. Byłem w wkurwiony. Usiadłem w jakimś parku na ławce i rozpakowałem papierosy. Wyciągnąłem jednego, resztę wsadziłem do kieszeni. Zapaliłem i porządnie się zaciągnąłem. Wydmuchałem dym i znów się zaciągnąłem. W ten oto sposób, w tak krótkim czasie, wypaliłem pół paczki. Paliłem, aż w końcu przejdzie mój gniew. Czułem się po tym zjarany lekko, ale przeżyłem. Wróciłem do hotelu w którym byłem zameldowany i poszedłem spać.

CHUJOWY DZIEŃ.
**********************************************************************************
Kolejny rozdział. Mam nadzieję że się podobał (: 
CZYTASZ? - KOMENTUJ ! ! ! 

                                                                                             ~ Jane   

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 19

Marcie


 Gdy skończyłam oglądać film... Przepraszam, kiedy film się skończył, obudziłam się. Przespałam prawie cały film, obejrzałam pierwsze 15 minut, źle się poczułam i zasnęłam. Więc, kiedy film się skończył,  wstałam z łóżka i trochę ogarnęłam ten syf po chipsach i pepsi. Zeszłam na dół, babcia była w salonie i oglądała swój brazylijski serial.
 - Cześć babciu!- przywitałam się ze staruszką kierując się do kuchni.
 - Cześć mała! - odpowiedziała i dalej oglądała swój serial.
 W kuchni niestety był Sam... Stanęłam jak wryta, w progu i patrzyłam na niego. Był odwrócony tyłem do mnie i nie widział że weszłam do kuchni. Chciałam już wyjść, żeby mnie nie zauważył, ale w ostatniej chwili się odwrócił i mnie zauważył. Nogi się pode mną ugięły, kiedy zobaczyłam że się chcę do mnie zbliżyć i poczułam że słabnę...

 ***

 Obudziło mnie miarowe... y.. pikanie? Tak, tam właśnie można to nazwać, było to pikanie jakichś urządzeń. Otworzyłam oczy, delikatnie i powoli, bo bardzo bolała mnie głowa. Nade mną, był zupełnie biały sufit, a ściany były pomalowane na blado niebieski kolor. Leżałam w białej pościeli która jebała krochmalem. Obok mojego łóżka były zupełnie nie znane mi szpitalne przyrządy i kroplówka... "SZPITALNE"?! "KROPLÓWKA"?!
" O ja pierdziele, jak ja się znalazłam w szpitalu?!", pomyślałam i jak na zawołanie do mojego "pokoju" wszedł jakiś lekarz.
 - Dzień dobry- przywitał się.- Jak się pani miewa?
 - A jak mam się miewać? Nie wiem co ja tu robię- rzuciłam chłodno, w stronę radosnego lekarza.
 - Sądzę, że powinna być pani lekko zdezorientowana i przerażona. - Odpowiedział na moje pytania. Co dziwne, tak właśnie się czułam. Nic nie odpowiedziałam, czekałam aż on coś powie.
 - Przywiózł tu panią, pani tata. Czeka zmartwiony w poczekalni. Zawołać go?
 W odpowiedzi tylko lekko kiwnęłam głową. Może i byłam już dorosła, ale nie cierpiałam być w szpitalu.
 Doktor wyszedł i w szybie drzwi zauważyłam swojego tatę. Wszedł do mojego pokoju, usiadł na krześle obok i złapał mnie za rękę. W jego oczach widać było smutek. Lekko uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział grymasem twarzy, siląc się na uśmiech, ale mu nie wyszło.
 - Tato.. co się stało? Dlaczego tu jestem? - zapytałam trochę za słabym jak na mnie głosem.
 - Wiesz... byłem w swoim gabinecie, kiedy usłyszałem jak Sam woła o pomoc. Gdy przybiegłem zobaczyłem że leżysz nie przytomna na podłodze w kuchni i nie oddychasz. Wziąłem Cię na ręce i zaniosłem do samochodu i przywiozłem tu. Lekarze powiedzieli, że po prostu to z wycieńczenia organizmu i najpóźniej za dwa dni, możemy zabrać Cię do domu.
 - A..a ile tu już leżę? - wydusiłam to z siebie.
 - Dwa dni... Trochę dużo jak na zwykłe wycieńczenie organizmu, ale lekarze powiedzieli że się bardzo odwodniłaś i to przez to.
 Nagle przypomniał mi się, ten straszny ból nóg. Już go nie czułam. Nie bolało mnie już, całe szczęście. Może to z tego zmęczenia i odwodnienia mnie bolało? Nie wiem, ale może właśnie dlatego.
 - Gdzie mama? - nie cierpiałam tej kobiety, ale byłam ciekawa czy się dalej pieprzy z ogrodnikiem, czy chociaż teraz przejęła się losem swojej jedynej córki i np jest teraz przed tym pokojem.
Tata skrzywił się na to pytanie... czyli jednak jest w domu i dalej się szmaci...
  - W domu została, powiedziała że głowa ją boli i nie ma ochoty na odwiedziny w szpitalu...- przerwał.
  - Tato... dlaczego ty się z nią nie rozwiedziesz i nie znajdziesz sobie kogoś innego, kogoś lepszego?
 Widocznie zaskoczyłam go tym pytaniem, bo zrobił na  mnie wielkie oczy, ale po wyrazie jego twarzy domyśliłam się, że bardzo chętnie by tak zrobił.
  - Nie wiem córcia, na prawdę nie wiem. Może dlatego że ją wciąż kocham?
  - Tato! Nie możesz tkwić w takim chujowym małżeństwie!
  - Marcie! Jak ty się wyrażasz!? - ochrzanił mnie za to.
  - No sorry, ale taka prawda. Robisz z siebie kozła ofiarnego. ONA cię niszczy. Rozwiedź się z nią.
  - Marcie, to mi zniszczy reputacje. Taki szanowany człowiek jak ja, rozwodzi się. To się nie trzyma kupy.
  - Musisz to zrobić. Ja i tak mam zamiar się wyprowadzić...
  - Co?- zszokowało go to co oznajmiłam.
  - Tak. Chcę się wyprowadzić. Znaleźć sobie mieszkanie, pracę i żyć na swoim. Mam już 21 lat, chcę rozpocząć samodzielne życie.
   - No dobrze...
   - Możesz już iść? Chcę odpocząć?- powiedziałam.
   - Oczywiście. Śpij dobrze.
 Tata wstał, ale jeszcze zanim wyszedł, zatrzymałam go.
   - Tato!
   - Tak?
   - Przemyśl to, co Ci powiedziałam.
   - Dobrze.
 I wyszedł.
 Zostawił mnie samą. I dobrze. Chwila ciszy... Zasnęłam.

 *********************************************************************************
 WITAM WAS, PO DŁUUUUUGIEJ PRZERWIE! 
Mam tylko nadzieję że ktoś zobaczy ten rozdział ;3333
 Tak jak zwykle: 
CZY TASZ?!- KO MEN TUJ ! ! ! 

     

                                                                                                       ~ Jane   

sobota, 26 października 2013

Rozdział 18 (cz. 2)

 Marcie.


 Wsiadłam do swojego wozu i odjechałam. Puściłam muzykę w radiu i wjechałam na jedną z autostrad. Na całe szczęście, nie było zbytniego ruchu, najwidoczniej tylko ja mam takie głupie pomysły, żeby w taką pogodę ruszać dupę z domu. Po ok. 15 minutach drogi, znalazłam się w swoim ulubionym centrum handlowym. Co prawda, nie za bardzo już lubię tu kupować i dawno tu nie byłam, ale przynajmniej nie muszę chodzić lub jeździć do pojedynczych sklepów tylko wszystko mam na miejscu.
 Wysiadłam z samochodu i skierowałam się ku wielkim drzwiom. Gdy weszłam, moje nozdrza przeżyły wstrząs. Od razu, od samego progu, jebało jakimiś perfumami. Rozejrzałam się i spostrzegłam po mojej lewej stronie małą perfumerię "Rose". Była malutka, ale za to dawała o sobie znać zapachem. Nie robiąc sobie z tego nic, ruszyłam ku schodom. Gdy wjechałam na górę, poszłam do kilku sklepów. Kupiłam kilka ciuchów, butów. Nie było tego tyle ile się spodziewałam, ale wszystko bardzo mi się podobało. Potem chodziłam po różne dodatki, i kilka innych rzeczy, by skompletować ciuchy. Cały dzień, niemiłosiernie, bolały mnie nogi. Gdy chodziłam, gdy siedziałam. Nie wiem czemu, ale mnie bolały. Po tym całym upadku w garderobie. Może po prostu nabiłam sobie kilka siniaków, ale nie bolały jak siniaki, zresztą nie ważne...
 Wyszłam po ok. 3 godzinach, całkowicie obładowana torbami. Byłam dumna ze swoich zakupów. Postanowiłam, że pojadę na coś do zjedzenia. Wsadziłam torby, do bagażnika, jeszcze kilka musiałam dać na tylnie siedzenie samochodu, bo do bagażnika się nie zmieściło. Wsiadłam i pojechałam do swojej ulubionej pizzeri. Zamówiłam pizze, zjadłam i pojechałam dalej, tym razem do kawiarni, tam zamówiłam kawę i jakiś deser. Wyciągnęłam gazetę i czytałam. Przyszedł SMS.
Od: Brad: "Cześć, przepraszam że nic nie pisałem, ale mieliśmy koncert i nie miałem jak. Czemu nie odpisujesz? Coś się stało? Marcie, proszę, daj jakiś znak zycia!!!". Chciałam mu odpisać, ale nie wiedziałam co. Zupełnie tak samo jak rano. Poddałam się znowu i wystukałam zwykłe "Wszystko w porządku, nie martw się". Ten SMS, zniszczył trochę mój nastrój. Nie czekałam na żadną jego odpowiedź, po prostu schowałam telefon do kieszeni i czekałam na swoje zamówienie. Zmówioną kawę i deser, podał mi niesamowicie seksowny kelner. Na oko.. hmm.. skończył dopiero gimnazjum. Był niesamowicie przystojny i wysportowany. Miał blond włosy i niebieskie oczy. Bardzo mi się spodobał. Ogarnęłam się w końcu i zjadłam deser. Wypiłam naprawde dobrą kawę i zmyłam się, puki była na to pora.
 Wróciłam do domu, zaniosłam swoje rzeczy do garderoby i włączyłam film do buforowania. Zeszłam na duł, by wziąć sobie coś na ząb do filmu, czyli dwie paczki chipsów i 1,5 litra pepsi. Wróciłam do siebie i zaczęłam oglądać, pchając w siebie te chipsy popijając pepsi. Starałam się nie myśleć, o tym, że mam wrażenie że moje nogi są gniecione przez 40 tonowy kwadratowy kloc...


*******************************************************************************************************************
 Cześć!!!
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać na cz. 2, 18 rozdziału, ale BRAK WENY!!
Sami widzicie, że w tym rozdziale również się nie popisałam.
Pisałam go tylko po to, żebyście mieli co czytać. Tak na ODPIERDOL SIĘ go pisałam.
A pisanie na "OPIERDOL SIĘ" jest błędem każdego blogera. 
Mam nadzieję, ze szybko wrócę do formy, a wy równie szybko wybaczycie mi to moje badziewne pisanie.
CZYTASZ???- KOMENTUJ!!!


                                                                                                            ~ Jane

sobota, 28 września 2013

Rozdział 18 (cz. 1)

  Brad

 Różnica czasu, dawała się nam wszystkim we znaki. Jedyne  co się liczyło, to to by zdążyć przećwiczyć wszystkie utwory które mieliśmy dziś zagrać. Zaczynaliśmy grać R.U. gdy ktoś nam przewał. Był to zapewne koleś który zajmował się całym koncertem. Rozmawiał z naszym menago. Po chwili, mężczyzna odszedł a nasz menadżer podszedł do nas z wyrazem twarzy jak zbity pies.
 - Panowie - odezwał się- czas zaczynać.
 - Że co proszę? -  odezwaliśmy się wszyscy chórem, a Joe'emu oczy prawie wyszły z orbit.
 - To co słyszeliście. Joe, nie patrz na mnie jak na idiotę. Już czas. Ruchy, ruchy! Wio na scenę wszyscy!
 Szybko odłożyliśmy instrumenty i napiliśmy się wody by się lekko nawilżyć. Zdążyliśmy jeszcze przebrać ciuchy i zaczęliśmy koncert z lekkim opóźnieniem. Na szczęście fani nie zauważyli naszego spóźnienia, a nawet jeśli, to gdy tylko zaczęliśmy grać pierwszy kawałek od razu nam wybaczyli. Przywitał nas wielki aplauz, okrzyki i plakaty z różnymi napisami.
 Graliśmy naprawdę super, co można było wywnioskować z aplauzu. Przyszła kolej na przerwę, zszedłem ze sceny, razem z chłopakami, a na nasze miejsce wszedł nasz support. Chłopaki byli kompletnie nakręceni, spoceni i spragnieni, wypiliśmy po kilka butelek wody i ustawiliśmy się w kolejce do kibla. Ja sprawdziłem skrzynkę odbiorczą, może dostałem SMS od Marcie. Niestety, nie odpisała mi. Trochę się zmartwiłem, ale co mogłem zrobić? Dzieliło nas kilka państw, ocean atlantycki i kilka stanów. Oczywiście, chciałbym coś zrobić, ale nie było jak. Przerwa się skończyła i na nowo weszliśmy na scenę. Graliśmy jak nigdy, a publika wariowała. Taki widok, był naprawdę nieziemski.


http://i.pinger.pl/pgr75/0d809676002051804fa8325a



 Marcie

  Gdy wstałam... gdy wstałam, właściwie nie pamiętam co było.
Pamiętam tylko, że niczego nie pamiętam, bo bolała mnie głowa. Chwyciłam telefon, żeby napisać do Brad'a. Niestety, nie miałam pojęcia co napisać. Po ośmiu próbach, odłożyłam telefon na jego poprzednie miejsce. Wstałam, przebrałam się i stwierdziłam że pogoda się poprawiła więc to wykorzystam i gdzieś pójdę. Nie będę siedzieć ciągle w domu.
 Weszłam do garderoby i upadłam na podłogę. Nie wiem czemu, ale jakbym na chwilę straciła czucie w nogach.  Chwilę tak leżałam, kompletnie ogłupiała. Po chwili wstałam i wciąż zdezorientowana zaczęłam wybierać ubrania. Na początku wzięłam się za obuwie, konkretnie to wzięłam nie dawno kupione lity, potem spodnie, zwykłą  białą koszulę a pod nią czarną bokserkę i na wierzch kurtkę. Wzięłam jeszcze mały plecaczek, bo stwierdziłam że nie chce mi się tachać torebki. Ubrałam się szybko, uczesałam, pomalowałam i umyłam zęby. Wreszcie dziś po raz pierwszy wyglądałam jak człowiek. Gdy zeszłam na duł, tacie opadła szczęka, ale po chwili ogarną się i zapytał:
 - Dokąd się wybierasz?
 - Na zakupy.
 - Potrzebujesz pieniędzy?
 W sumie, to miałam jeszcze dość sporą ilość gotówki w portfelu i zapas na karcie, ale postanowiłam że pustkę którą stanowi brak Brad'a, wypełnię zakupami. Oczywiście wiedziałam, że to mi nic nie da, ale jednak stwierdziłam, że wezmę od taty.
 - Tak.
 - Okej. - Nic więcej nie powiedział. Sięgną do kieszeni i wyciągną z niego portfel. Wyciągną z niego plik dwustu dolarowych banknotów i mi je wręczył.
 - Dziękuję. - Odparłam i wzięłam jego pieniądze.
 Wyszłam z salonu, gdzie spotkałam ojca i poszłam do drzwi. Na podwórku było wciąż pochmurnie, ale nie padło. Skierowałam się do garażu, po swój samochód. Na całe szczęście, nie było w pobliżu Sam'a. Szłam prostu, dumnie jakbym chciała pokazać kwiatkom jaka to ja jestem zajebista. Eh...

 *******************************************************************************************************
 Wybaczcie, że dzielę ten rozdział na dwie części, ale po prostu stwierdziłam że już dawno nie było rozdziału i pasuje coś dodać, a ten jeszcze nie skończony, ale trudno dodam. 
Przepraszam że taki krótki i że musieliście czekać. 
  Czekam na wasze opinie :****

CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!!!


                                                                                                                         ~ Jane  

sobota, 21 września 2013

Rozdział 17

 Marcie


 Już o 10 dziewczyny do mnie dzwoniły. Nie miałam nastroju do rozmów, więc nasze rozmowy trwały nie co ponad 5 minut. Niestety dzwoniły do mnie trzy razy, więc nie mogłam olewać ich telefonów, bo by się obraziły czego nie chcę. Darcy dzwoniła, by oznajmić mi że ślub odbędzie się za dwa miesiące, gdyż w kościele w którym ona zawsze pragnęła mieć ślub mają termin dopiero wtedy, a Caroline, żeby mnie opierdolić za to, że o niej zapomniałam i się u niej nie pokazałam od dwóch dni, ani nie dałam żadnych oznak życia. Potem dzwoniły wspólnie, bo Darcy odwiedziła Caroline i przekazały mi, że powinnam żałować iż mnie z nimi nie ma. Udałam że żałuję i że nie mogę do nich przyjechać bo samochód mamy w naprawie, a Sam'a nie ma. Wszystko oczywiście było kłamstwem wymyślonym na poczekaniu. Tak naprawdę samochód stał w garażu, a Sam za pewne był na dole w kuchni i pił morzoną kawę, jego ulubioną z cynamonem. Pewnie teraz jego delikatne usta muskają szklankę, a prawą ręką przewraca kartki jakiegoś magazynu z motocyklami. Zawsze marzył by sobie jakiś kupić.
 Zaraz.
 Chwila.
 Dość!!!
 Nigdy więcej, nie pomyślę o tym draniu. Nie mogę. Nie chcę. Nie.. nie.. nie umiem się powstrzymać. Powinnam z tym skończyć. Po tym co mi zrobił, nie mogę na niego patrzeć, a jednak ciągle o nim myślę. Nie mam na to wpływu. Wystarczy mi jedna rzecz, która go przypomni i natychmiast mój mózg atakuje fala wspomnień której nie jestem w stanie ogarnąć. One wszytkie, jakby z nikąd, a jednak tak bardzo znane. Myśli, wspomnienia, wszystko. Atakuje mój mózg, a on nie radzi sobie z odganianiem ich. Wywołuje to atak szału, panikę, nawet łzy.
 Siedząc na parapecie, z głową na kolanach i szklanymi oczami, patrzyłam przez okno na wielki ogród. Pełno w nim było kwiatów różnych kolorów i gatunków, które teraz łamały się pod ciężarem ciężkich kropli deszczu spływających po łodygach, liściach i płatkach. Po szybach spływały krople deszczu, jedna ścigała się z następną. Pamiętam, że gdy byłam mała, razem z mamą podczas deszczu przesiadywałyśmy w moim starym pokoju, wtulone w siebie obserwując takie właśnie "zjawisko". Obstawiałyśmy która kropla spłynie pierwsza. Na całe szczęście, wspomnienia z dzieciństwa przysłoniły myśli o Sam'ie. Otarłam łzy i postanowiłam pójść do swojego starego pokoju. Wyszłam ze swojego pokoju, kierując się lewo.
 Dawno tędy nie szłam. Od kat rodzice przenieśli mnie w wieku 14 lat do mojego aktualnego pokoju, tamten został posprzątany i zarezerwowany dla mojej młodszej kuzynki, która co roku na wakacjach i w w ferie zimowe przyjeżdżała na kilka tygodni. Szłam w ciąż prosto, by następnie skręcić w lewo i znaleźć się przed brązowymi drzwiami z napisem "Princess". Przekręciłam klucz, który znajdował się w zamku i pchnęłam drzwi. Ustąpiły bez żadnych niedogodzeń, tylko trochę zaskrzypiały. Zamknęłam je za sobą i stanęłam na środku pokoju. Szczerzę powiem, że już zapomniałam jak ten pokój wyglądał, więc byłam pełna podziwu. Ściany były blado różowe, narzuta na łóżku była w odcieniu pudrowego różu, a dywan był biały. Podłoga była zrobiona z ciemnych paneli, a meble były białe. Na łóżku znajdowało się kilka misiów opartych o poduszki, a na pułkach znajdowało się kilka książek. Usiadłam na fotelu przy biurku i patrzyłam przed siebie. Wdychałam zapach filii, który docierał do mnie z odświeżacza ukrytego pod parapetem. Rzuciłam okiem jeszcze dwa razy po wszystkim dookoła i zawiesiłam się. Nie wiem czemu, nie wiem po co, ale się zawiesiłam. Mój wzrok utkwił na zdjęciu powieszonym na ścianie. Przedstawiało ono mnie, mamę i tatę. Byliśmy na nim wszyscy tacy uśmiechnięci, idealny obraz kochającej się rodziny. A potem wszystko się spierdoliło.
 Gdy ocknęłam się, znowu miałam mokre oczy. W sumie to lubiłam popłakać, jak byłam sama. Nie lubiłam płakać przy kimś, bo to by oznaczało, że jestem słaba. A to wcale nie jest prawdą. Nie jest. Przetarłam je rękawem swetra i wstałam z fotela. Wyszłam z pokoju, nie patrząc nawet ostatni raz na to pomieszczenie. Zamknęłam je na klucz i pobiegłam korytarzem, a potem zbiegłam ze schodów. Stwierdziłam iż dawno nie widziałam babci, nie wiedziałam co się z nią dzieję. Poszłam jej poszukać. Nie znalazłam jej nigdzie, co było dość dziwne. Poszukałam taty, który był w swoim gabinecie. Siedział przy biurku i przeglądał strony internetowe i różne fora notując coś w notesie. Dopiero po dwóch minutach zorientował się, że stoję w drzwiach i mu się przypatruję.
 - Czy coś się stało? - zapytał i zdjął okulary. Przetarł lekko zaczerwienione oczy.
 - Tak. Nigdzie nie mogę znaleźć babci.
 - Babci? Oh, skarbie nie martw się o babcie. Z tego co wiem, pojechała do szpitala z Sam'em, ponieważ doktor ją prosił o konsultację.
 - Aha, to dobrze, bo już się martwiłam że gdzieś zniknęła. - Uspokoiłam się, ale zaraz na nowo zaczęłam się martwić. - Zaraz moment, a to nie jest przypadkiem tak że doktor wzywa na konsultację co jakiś czas? Przecież babcia była u lekarza dwa tygodnie temu, nie powinno być przypadkiem odstępów co kilka miesięcy?
 - Kochanie, a niby skąd ja mam to wiedzieć? Nie jestem przecież lekarzem. Nie martw się, babci na pewno nic nie jest. Widzisz po niej, że czuje się wyśmienicie - uspokajał mnie tata.
 - No w sumie racja. Okej, ja się zmywam i nie przeszkadzam.
 Wyszłam z jego gabinetu, nie czekając nawet na jakąś odpowiedź. Szybko wróciłam do siebie do pokoju i poszłam spać.

**************************************************************************************************************
 WOW! To już naprawdę 17 rozdział!
Jak to się stało? Hahahaha ;D 
No w każdym razie, jak Wam się podoba?
(ważne pytanie)
Sądzicie, że jestem jeszcze w formie, by dalej prowadzić ten blog?
 
CZYTASZ?!- KOMENTUJ!!!


                                                                                   ~Jane