Wyświetlenia

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 20

** 2 tygodnie później**

Brad

 Tak jak reszta chłopaków, byłem całkowicie zmęczony tymi koncertami. Dzień z nocą, kompletnie mi się myliły. Rozróżniałem je tylko dlatego, że w dzień mieliśmy próby, albo wolne, a w nocy był koncert za koncertem albo jakaś impreza. Miałem wszystkiego dosyć. Było gorąco, opaliłem się i skóra piekła mnie niemiłosiernie. A co najgorsze i to męczyło mnie najbardziej, nie mogłem zobaczyć się z Marcie. Tęsknota za nią, bolała mnie bardziej niż cokolwiek innego. Piekła mnie bardziej, niż poparzona słońcem skóra. Nie miałem ochoty jeść, pić... nie miałem ochoty na nic. Ciągle myślałem o niej. Męczyły mnie pytania. Dlaczego nie odpisuje? Dlaczego nie daję o sobie znaku życia? Czy ma kogoś innego? Czy jeśli ma kogoś innego, dlaczego mi tego nie powiedziała? Czasem miałem ochotę się po prostu rozpłakać, ale nie mogłem. Taka "gwiazda" jak ja, nie mogła sobie pozwolić choćby na jedną łzę. Zero życia prywatnego, wszędzie paparazzi i fani, musiałem im pokazać, że jestem silny. Tylko chłopaki z zespołu wiedzieli jak się czuję i tylko oni od czasu do czasu poklepali mnie po ramieniu i powiedzieli dobre słowo.
  Dziś mieliśmy zaplanowany tylko jeden wywiad i mogliśmy spokojnie odpoczywać po całych dwóch tygodniach koncertowania. Ale na wywiadzie pojawiło się pytanie, jakiego nigdy bym się nie spodziewał...
 - No więc, panowie nie ukrywajmy że każdy z was ma swoją ukochaną osobę, a którą teraz tęskni. Brad, opowiesz nam może o swoich kontaktach z Marcie?
 Popatrzyłem na redaktora wielkimi oczyma i nie miałem pojęcia co odpowiedzieć.
 - No, dajek Brad. Wiemy o twojej miłości do Marcie. Mamy nawet zdjęcia. - W tej chwili, na ekranie wielkiego telewizora za nami, pojawiło się kilka zdjęć moich i Marcie. Zdjęć na których spacerowaliśmy po molo, na imprezie moich rodziców...
 Wściekłem się. Jakim kurwa prawem, wyciągają to co łączy mnie i Marcie, podczas wywiadu dotyczącego naszej trasy koncertowej.
 - Co kurwa?! Skąd to macie!?- wydarłem się i nagle poczułem silne dłonie Mike'a i Rob'a na swoich ramionach. 
 - Hah, Brad nie denerwuj się tak. Zdjęcia zostały przysłane od fanów. No więc, opowiesz nam o tym?- zapytał lekko rozbawiony, wciąż spokojny dziennikarz.
 - Nie kurwa! Odpierdolicie się od mojego życia towarzyskiego!
 Wraz z wypowiedzeniem tych słów, wyrwałem się przyjaciołom i wybiegłem ze studia. Zatrzymałem się na parkingu i zobaczyłem kiosk ruchu. Sprawdziłem czy w kieszeni mam portfel i pobiegłem w jego stronę. Nikt nic nie kupował, więc gdy tylko dobiegłem wydyszałem:
 - Proszę paczkę Marlboro i zapalniczkę.
 Pani podała mi paczkę  powiedziała cenę a ja jej zapłaciłem nie czekając na resztę odszedłem. Byłem w wkurwiony. Usiadłem w jakimś parku na ławce i rozpakowałem papierosy. Wyciągnąłem jednego, resztę wsadziłem do kieszeni. Zapaliłem i porządnie się zaciągnąłem. Wydmuchałem dym i znów się zaciągnąłem. W ten oto sposób, w tak krótkim czasie, wypaliłem pół paczki. Paliłem, aż w końcu przejdzie mój gniew. Czułem się po tym zjarany lekko, ale przeżyłem. Wróciłem do hotelu w którym byłem zameldowany i poszedłem spać.

CHUJOWY DZIEŃ.
**********************************************************************************
Kolejny rozdział. Mam nadzieję że się podobał (: 
CZYTASZ? - KOMENTUJ ! ! ! 

                                                                                             ~ Jane   

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 19

Marcie


 Gdy skończyłam oglądać film... Przepraszam, kiedy film się skończył, obudziłam się. Przespałam prawie cały film, obejrzałam pierwsze 15 minut, źle się poczułam i zasnęłam. Więc, kiedy film się skończył,  wstałam z łóżka i trochę ogarnęłam ten syf po chipsach i pepsi. Zeszłam na dół, babcia była w salonie i oglądała swój brazylijski serial.
 - Cześć babciu!- przywitałam się ze staruszką kierując się do kuchni.
 - Cześć mała! - odpowiedziała i dalej oglądała swój serial.
 W kuchni niestety był Sam... Stanęłam jak wryta, w progu i patrzyłam na niego. Był odwrócony tyłem do mnie i nie widział że weszłam do kuchni. Chciałam już wyjść, żeby mnie nie zauważył, ale w ostatniej chwili się odwrócił i mnie zauważył. Nogi się pode mną ugięły, kiedy zobaczyłam że się chcę do mnie zbliżyć i poczułam że słabnę...

 ***

 Obudziło mnie miarowe... y.. pikanie? Tak, tam właśnie można to nazwać, było to pikanie jakichś urządzeń. Otworzyłam oczy, delikatnie i powoli, bo bardzo bolała mnie głowa. Nade mną, był zupełnie biały sufit, a ściany były pomalowane na blado niebieski kolor. Leżałam w białej pościeli która jebała krochmalem. Obok mojego łóżka były zupełnie nie znane mi szpitalne przyrządy i kroplówka... "SZPITALNE"?! "KROPLÓWKA"?!
" O ja pierdziele, jak ja się znalazłam w szpitalu?!", pomyślałam i jak na zawołanie do mojego "pokoju" wszedł jakiś lekarz.
 - Dzień dobry- przywitał się.- Jak się pani miewa?
 - A jak mam się miewać? Nie wiem co ja tu robię- rzuciłam chłodno, w stronę radosnego lekarza.
 - Sądzę, że powinna być pani lekko zdezorientowana i przerażona. - Odpowiedział na moje pytania. Co dziwne, tak właśnie się czułam. Nic nie odpowiedziałam, czekałam aż on coś powie.
 - Przywiózł tu panią, pani tata. Czeka zmartwiony w poczekalni. Zawołać go?
 W odpowiedzi tylko lekko kiwnęłam głową. Może i byłam już dorosła, ale nie cierpiałam być w szpitalu.
 Doktor wyszedł i w szybie drzwi zauważyłam swojego tatę. Wszedł do mojego pokoju, usiadł na krześle obok i złapał mnie za rękę. W jego oczach widać było smutek. Lekko uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział grymasem twarzy, siląc się na uśmiech, ale mu nie wyszło.
 - Tato.. co się stało? Dlaczego tu jestem? - zapytałam trochę za słabym jak na mnie głosem.
 - Wiesz... byłem w swoim gabinecie, kiedy usłyszałem jak Sam woła o pomoc. Gdy przybiegłem zobaczyłem że leżysz nie przytomna na podłodze w kuchni i nie oddychasz. Wziąłem Cię na ręce i zaniosłem do samochodu i przywiozłem tu. Lekarze powiedzieli, że po prostu to z wycieńczenia organizmu i najpóźniej za dwa dni, możemy zabrać Cię do domu.
 - A..a ile tu już leżę? - wydusiłam to z siebie.
 - Dwa dni... Trochę dużo jak na zwykłe wycieńczenie organizmu, ale lekarze powiedzieli że się bardzo odwodniłaś i to przez to.
 Nagle przypomniał mi się, ten straszny ból nóg. Już go nie czułam. Nie bolało mnie już, całe szczęście. Może to z tego zmęczenia i odwodnienia mnie bolało? Nie wiem, ale może właśnie dlatego.
 - Gdzie mama? - nie cierpiałam tej kobiety, ale byłam ciekawa czy się dalej pieprzy z ogrodnikiem, czy chociaż teraz przejęła się losem swojej jedynej córki i np jest teraz przed tym pokojem.
Tata skrzywił się na to pytanie... czyli jednak jest w domu i dalej się szmaci...
  - W domu została, powiedziała że głowa ją boli i nie ma ochoty na odwiedziny w szpitalu...- przerwał.
  - Tato... dlaczego ty się z nią nie rozwiedziesz i nie znajdziesz sobie kogoś innego, kogoś lepszego?
 Widocznie zaskoczyłam go tym pytaniem, bo zrobił na  mnie wielkie oczy, ale po wyrazie jego twarzy domyśliłam się, że bardzo chętnie by tak zrobił.
  - Nie wiem córcia, na prawdę nie wiem. Może dlatego że ją wciąż kocham?
  - Tato! Nie możesz tkwić w takim chujowym małżeństwie!
  - Marcie! Jak ty się wyrażasz!? - ochrzanił mnie za to.
  - No sorry, ale taka prawda. Robisz z siebie kozła ofiarnego. ONA cię niszczy. Rozwiedź się z nią.
  - Marcie, to mi zniszczy reputacje. Taki szanowany człowiek jak ja, rozwodzi się. To się nie trzyma kupy.
  - Musisz to zrobić. Ja i tak mam zamiar się wyprowadzić...
  - Co?- zszokowało go to co oznajmiłam.
  - Tak. Chcę się wyprowadzić. Znaleźć sobie mieszkanie, pracę i żyć na swoim. Mam już 21 lat, chcę rozpocząć samodzielne życie.
   - No dobrze...
   - Możesz już iść? Chcę odpocząć?- powiedziałam.
   - Oczywiście. Śpij dobrze.
 Tata wstał, ale jeszcze zanim wyszedł, zatrzymałam go.
   - Tato!
   - Tak?
   - Przemyśl to, co Ci powiedziałam.
   - Dobrze.
 I wyszedł.
 Zostawił mnie samą. I dobrze. Chwila ciszy... Zasnęłam.

 *********************************************************************************
 WITAM WAS, PO DŁUUUUUGIEJ PRZERWIE! 
Mam tylko nadzieję że ktoś zobaczy ten rozdział ;3333
 Tak jak zwykle: 
CZY TASZ?!- KO MEN TUJ ! ! ! 

     

                                                                                                       ~ Jane