Wyświetlenia

sobota, 28 września 2013

Rozdział 18 (cz. 1)

  Brad

 Różnica czasu, dawała się nam wszystkim we znaki. Jedyne  co się liczyło, to to by zdążyć przećwiczyć wszystkie utwory które mieliśmy dziś zagrać. Zaczynaliśmy grać R.U. gdy ktoś nam przewał. Był to zapewne koleś który zajmował się całym koncertem. Rozmawiał z naszym menago. Po chwili, mężczyzna odszedł a nasz menadżer podszedł do nas z wyrazem twarzy jak zbity pies.
 - Panowie - odezwał się- czas zaczynać.
 - Że co proszę? -  odezwaliśmy się wszyscy chórem, a Joe'emu oczy prawie wyszły z orbit.
 - To co słyszeliście. Joe, nie patrz na mnie jak na idiotę. Już czas. Ruchy, ruchy! Wio na scenę wszyscy!
 Szybko odłożyliśmy instrumenty i napiliśmy się wody by się lekko nawilżyć. Zdążyliśmy jeszcze przebrać ciuchy i zaczęliśmy koncert z lekkim opóźnieniem. Na szczęście fani nie zauważyli naszego spóźnienia, a nawet jeśli, to gdy tylko zaczęliśmy grać pierwszy kawałek od razu nam wybaczyli. Przywitał nas wielki aplauz, okrzyki i plakaty z różnymi napisami.
 Graliśmy naprawdę super, co można było wywnioskować z aplauzu. Przyszła kolej na przerwę, zszedłem ze sceny, razem z chłopakami, a na nasze miejsce wszedł nasz support. Chłopaki byli kompletnie nakręceni, spoceni i spragnieni, wypiliśmy po kilka butelek wody i ustawiliśmy się w kolejce do kibla. Ja sprawdziłem skrzynkę odbiorczą, może dostałem SMS od Marcie. Niestety, nie odpisała mi. Trochę się zmartwiłem, ale co mogłem zrobić? Dzieliło nas kilka państw, ocean atlantycki i kilka stanów. Oczywiście, chciałbym coś zrobić, ale nie było jak. Przerwa się skończyła i na nowo weszliśmy na scenę. Graliśmy jak nigdy, a publika wariowała. Taki widok, był naprawdę nieziemski.


http://i.pinger.pl/pgr75/0d809676002051804fa8325a



 Marcie

  Gdy wstałam... gdy wstałam, właściwie nie pamiętam co było.
Pamiętam tylko, że niczego nie pamiętam, bo bolała mnie głowa. Chwyciłam telefon, żeby napisać do Brad'a. Niestety, nie miałam pojęcia co napisać. Po ośmiu próbach, odłożyłam telefon na jego poprzednie miejsce. Wstałam, przebrałam się i stwierdziłam że pogoda się poprawiła więc to wykorzystam i gdzieś pójdę. Nie będę siedzieć ciągle w domu.
 Weszłam do garderoby i upadłam na podłogę. Nie wiem czemu, ale jakbym na chwilę straciła czucie w nogach.  Chwilę tak leżałam, kompletnie ogłupiała. Po chwili wstałam i wciąż zdezorientowana zaczęłam wybierać ubrania. Na początku wzięłam się za obuwie, konkretnie to wzięłam nie dawno kupione lity, potem spodnie, zwykłą  białą koszulę a pod nią czarną bokserkę i na wierzch kurtkę. Wzięłam jeszcze mały plecaczek, bo stwierdziłam że nie chce mi się tachać torebki. Ubrałam się szybko, uczesałam, pomalowałam i umyłam zęby. Wreszcie dziś po raz pierwszy wyglądałam jak człowiek. Gdy zeszłam na duł, tacie opadła szczęka, ale po chwili ogarną się i zapytał:
 - Dokąd się wybierasz?
 - Na zakupy.
 - Potrzebujesz pieniędzy?
 W sumie, to miałam jeszcze dość sporą ilość gotówki w portfelu i zapas na karcie, ale postanowiłam że pustkę którą stanowi brak Brad'a, wypełnię zakupami. Oczywiście wiedziałam, że to mi nic nie da, ale jednak stwierdziłam, że wezmę od taty.
 - Tak.
 - Okej. - Nic więcej nie powiedział. Sięgną do kieszeni i wyciągną z niego portfel. Wyciągną z niego plik dwustu dolarowych banknotów i mi je wręczył.
 - Dziękuję. - Odparłam i wzięłam jego pieniądze.
 Wyszłam z salonu, gdzie spotkałam ojca i poszłam do drzwi. Na podwórku było wciąż pochmurnie, ale nie padło. Skierowałam się do garażu, po swój samochód. Na całe szczęście, nie było w pobliżu Sam'a. Szłam prostu, dumnie jakbym chciała pokazać kwiatkom jaka to ja jestem zajebista. Eh...

 *******************************************************************************************************
 Wybaczcie, że dzielę ten rozdział na dwie części, ale po prostu stwierdziłam że już dawno nie było rozdziału i pasuje coś dodać, a ten jeszcze nie skończony, ale trudno dodam. 
Przepraszam że taki krótki i że musieliście czekać. 
  Czekam na wasze opinie :****

CZYTASZ?- KOMENTUJ!!!!!


                                                                                                                         ~ Jane  

sobota, 21 września 2013

Rozdział 17

 Marcie


 Już o 10 dziewczyny do mnie dzwoniły. Nie miałam nastroju do rozmów, więc nasze rozmowy trwały nie co ponad 5 minut. Niestety dzwoniły do mnie trzy razy, więc nie mogłam olewać ich telefonów, bo by się obraziły czego nie chcę. Darcy dzwoniła, by oznajmić mi że ślub odbędzie się za dwa miesiące, gdyż w kościele w którym ona zawsze pragnęła mieć ślub mają termin dopiero wtedy, a Caroline, żeby mnie opierdolić za to, że o niej zapomniałam i się u niej nie pokazałam od dwóch dni, ani nie dałam żadnych oznak życia. Potem dzwoniły wspólnie, bo Darcy odwiedziła Caroline i przekazały mi, że powinnam żałować iż mnie z nimi nie ma. Udałam że żałuję i że nie mogę do nich przyjechać bo samochód mamy w naprawie, a Sam'a nie ma. Wszystko oczywiście było kłamstwem wymyślonym na poczekaniu. Tak naprawdę samochód stał w garażu, a Sam za pewne był na dole w kuchni i pił morzoną kawę, jego ulubioną z cynamonem. Pewnie teraz jego delikatne usta muskają szklankę, a prawą ręką przewraca kartki jakiegoś magazynu z motocyklami. Zawsze marzył by sobie jakiś kupić.
 Zaraz.
 Chwila.
 Dość!!!
 Nigdy więcej, nie pomyślę o tym draniu. Nie mogę. Nie chcę. Nie.. nie.. nie umiem się powstrzymać. Powinnam z tym skończyć. Po tym co mi zrobił, nie mogę na niego patrzeć, a jednak ciągle o nim myślę. Nie mam na to wpływu. Wystarczy mi jedna rzecz, która go przypomni i natychmiast mój mózg atakuje fala wspomnień której nie jestem w stanie ogarnąć. One wszytkie, jakby z nikąd, a jednak tak bardzo znane. Myśli, wspomnienia, wszystko. Atakuje mój mózg, a on nie radzi sobie z odganianiem ich. Wywołuje to atak szału, panikę, nawet łzy.
 Siedząc na parapecie, z głową na kolanach i szklanymi oczami, patrzyłam przez okno na wielki ogród. Pełno w nim było kwiatów różnych kolorów i gatunków, które teraz łamały się pod ciężarem ciężkich kropli deszczu spływających po łodygach, liściach i płatkach. Po szybach spływały krople deszczu, jedna ścigała się z następną. Pamiętam, że gdy byłam mała, razem z mamą podczas deszczu przesiadywałyśmy w moim starym pokoju, wtulone w siebie obserwując takie właśnie "zjawisko". Obstawiałyśmy która kropla spłynie pierwsza. Na całe szczęście, wspomnienia z dzieciństwa przysłoniły myśli o Sam'ie. Otarłam łzy i postanowiłam pójść do swojego starego pokoju. Wyszłam ze swojego pokoju, kierując się lewo.
 Dawno tędy nie szłam. Od kat rodzice przenieśli mnie w wieku 14 lat do mojego aktualnego pokoju, tamten został posprzątany i zarezerwowany dla mojej młodszej kuzynki, która co roku na wakacjach i w w ferie zimowe przyjeżdżała na kilka tygodni. Szłam w ciąż prosto, by następnie skręcić w lewo i znaleźć się przed brązowymi drzwiami z napisem "Princess". Przekręciłam klucz, który znajdował się w zamku i pchnęłam drzwi. Ustąpiły bez żadnych niedogodzeń, tylko trochę zaskrzypiały. Zamknęłam je za sobą i stanęłam na środku pokoju. Szczerzę powiem, że już zapomniałam jak ten pokój wyglądał, więc byłam pełna podziwu. Ściany były blado różowe, narzuta na łóżku była w odcieniu pudrowego różu, a dywan był biały. Podłoga była zrobiona z ciemnych paneli, a meble były białe. Na łóżku znajdowało się kilka misiów opartych o poduszki, a na pułkach znajdowało się kilka książek. Usiadłam na fotelu przy biurku i patrzyłam przed siebie. Wdychałam zapach filii, który docierał do mnie z odświeżacza ukrytego pod parapetem. Rzuciłam okiem jeszcze dwa razy po wszystkim dookoła i zawiesiłam się. Nie wiem czemu, nie wiem po co, ale się zawiesiłam. Mój wzrok utkwił na zdjęciu powieszonym na ścianie. Przedstawiało ono mnie, mamę i tatę. Byliśmy na nim wszyscy tacy uśmiechnięci, idealny obraz kochającej się rodziny. A potem wszystko się spierdoliło.
 Gdy ocknęłam się, znowu miałam mokre oczy. W sumie to lubiłam popłakać, jak byłam sama. Nie lubiłam płakać przy kimś, bo to by oznaczało, że jestem słaba. A to wcale nie jest prawdą. Nie jest. Przetarłam je rękawem swetra i wstałam z fotela. Wyszłam z pokoju, nie patrząc nawet ostatni raz na to pomieszczenie. Zamknęłam je na klucz i pobiegłam korytarzem, a potem zbiegłam ze schodów. Stwierdziłam iż dawno nie widziałam babci, nie wiedziałam co się z nią dzieję. Poszłam jej poszukać. Nie znalazłam jej nigdzie, co było dość dziwne. Poszukałam taty, który był w swoim gabinecie. Siedział przy biurku i przeglądał strony internetowe i różne fora notując coś w notesie. Dopiero po dwóch minutach zorientował się, że stoję w drzwiach i mu się przypatruję.
 - Czy coś się stało? - zapytał i zdjął okulary. Przetarł lekko zaczerwienione oczy.
 - Tak. Nigdzie nie mogę znaleźć babci.
 - Babci? Oh, skarbie nie martw się o babcie. Z tego co wiem, pojechała do szpitala z Sam'em, ponieważ doktor ją prosił o konsultację.
 - Aha, to dobrze, bo już się martwiłam że gdzieś zniknęła. - Uspokoiłam się, ale zaraz na nowo zaczęłam się martwić. - Zaraz moment, a to nie jest przypadkiem tak że doktor wzywa na konsultację co jakiś czas? Przecież babcia była u lekarza dwa tygodnie temu, nie powinno być przypadkiem odstępów co kilka miesięcy?
 - Kochanie, a niby skąd ja mam to wiedzieć? Nie jestem przecież lekarzem. Nie martw się, babci na pewno nic nie jest. Widzisz po niej, że czuje się wyśmienicie - uspokajał mnie tata.
 - No w sumie racja. Okej, ja się zmywam i nie przeszkadzam.
 Wyszłam z jego gabinetu, nie czekając nawet na jakąś odpowiedź. Szybko wróciłam do siebie do pokoju i poszłam spać.

**************************************************************************************************************
 WOW! To już naprawdę 17 rozdział!
Jak to się stało? Hahahaha ;D 
No w każdym razie, jak Wam się podoba?
(ważne pytanie)
Sądzicie, że jestem jeszcze w formie, by dalej prowadzić ten blog?
 
CZYTASZ?!- KOMENTUJ!!!


                                                                                   ~Jane 

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 16

  Brad


  Ktoś poruszał moim ramieniem i szeptał:
 - Chłopcze? Chłopcze obudź się, słyszysz? Wstawaj!
  Otworzyłem oczy. Nie widziałem z byt wiele ponieważ było naprawdę ciemno. Z trudem rozpoznałem po głosie, że był to tata Marcie.
 - Yyy... dobry?- zapytałem od czapy całkowicie zaspany. Usłyszałem jak mężczyzna zatuszowuje swój śmiech kaszlem.
  - Wstawaj. Pora już na Ciebie. Rodzice będą się o Ciebie martwić.
 - Tak. Już wstaję. - Spojrzałem obok siebie. Marcie spała wtulona w mój tors. Jej oczy wciąż były zapuchnięte od płaczu, ale jednak wyglądała tak pięknie. Miałem ochotę ją pocałować, ale nie zrobię tego przecież przy jej ojcu! Wstałem, uważając by jej nie obudzić. Sprawdziłem kieszenie, czy kluczyki i telefon mi gdzieś nie spadły. Wszystko było na swoim miejscu. Pożegnałem się z jej ojcem i wyszedłem. Wsiadłem do samochodu i odjechałem. Rodzice prosili mnie, żebym spał dziś u nich, ale ja jednak zdecydowałem że będę spał w swoim domu. Mieszkałem ok. 5 km od domu Marcie. Jechałem szybko, ponieważ ulica była prawie pusta. Na liczniku miałem 130 km/h. Chciałem szybko dojechać do domu. Gdy tylko wyszedłem z domu Marc, obudziła się we mnie prawdziwa wściekłość.
 Jak ten pierdolony chuj, mógł zrobić coś takiego tak wspaniałej dziewczynie?! Gdybym go teraz dorwał, bym go prawdopodobnie zabił! Tępy skuriwel...
 Dojechałem wreszcie do domu. Zaparkowałam samochód w garażu i wszedłem do kuchni. Zjadłam coś na szybko i poszedłem się umyć. Potem położyłem się spać. Niestety nie mogłem szybko zasnąć, bo wciąż wyobrażałem sobie jak przejeżdżam Sam'a samochodem.
 Rano obudził mnie dźwięk dzwonka. Przetarłem oczy i spojrzałem na zegarek. 8:38. Kurwa! Co kto ode mnie chce o tak wczesnej porze? Przetarłem oczy i wstałem z łóżka. Przeczesałem włosy ręką i założyłem porzucone spodenki, na bokserki. Miałem jeszcze na sobie koszulkę, więc w razie gdyby to był paparazzo nie zrobił by mi zdjęcia gdy jestem pół nagi.
 Zszedłem po schodach, a następnie korytarzem skierowałem się ku drzwiom wejściowym. Ktoś ciągle się do nich dobijał i dzwonił. Trochę mnie to już zaczęło wkurwiać, więc zanim doszedłem krzyknąłem "CHWILA!". Chwyciłem za klamkę i przekręciłem klucz. Ku mojemu całkowitemu zdziwieniu, przede mną stał Rob. Zmierzył mnie badawczym spojrzeniem, a po chwili jego wyraz twarzy zmienił się z zmęczenia i zniecierpliwienia, na wkurwienie.
 - Stary! Co ty kurwa odpieprzasz?!
 Zmierzyłem go spojrzeniem i stwierdzając iż jest całkowicie trzeźwy, zapytałem:
 - O co Ci chodzi?
 - Jak to o co mi chodzi?! Ty wiesz która godzina?!
 - Yyy.... ósma coś, a co?
 - O 9:10 mamy samolot do Włoch! Zapomniałeś?! Gramy tam dziś koncert!
 I nagle mnie oświeciło.
 Faktycznie, przecież mieliśmy te wszystkie próby z jakiś powodów. Ten koncert przecież rozpoczyna naszą nową trasę! Jak ja mogłem zapomnieć?!
 - Oooo kurwa - zaklnąłem.- Daj mi chwilę. Powinienem mieć już spakowane walizki.
 Pobiegłem szybko do swojej sypialni. Na szczęście byłam już spakowany. Nie wiem jakim cudem, ale jednak. Wbiegłem do łazienki i ubrałem się w biały t-shirt, który był na mnie trochę luźny, spodnie oraz buty. Wziąłem naprawdę ekspresowy prysznic, po czym założyłem świeżą bieliznę i przygotowaną odzież. Wychodząc z szafki w korytarzu wziąłem swoje okulary przeciwsłoneczne, a z wieszaka zdjąłem czarną skórzaną kurtkę. Mimo iż słońce świeciło, na podwórku było chłodno. Za nim jeszcze wsiadłem do samochodu z Rob'em, poinformowałem sąsiada że wyjeżdżam i oddałem mu klucze do mieszkania żeby podlewał mi kwiatki.
 Była 9 gdy dojechaliśmy na lotnisko. Chłopaki stali z bagażami przy wejściu na odprawę. Czekali na nas. Wścieknięci na mnie, ale czekali. Przywitałem się z nimi i ruszyliśmy do odprawy. Wsiedliśmy do samolotu i teraz czekała nas ok. 10 godzin lotu...

   Marcie.

 Rano obudziłam się z podpuchniętymi oczami. Nie było przy mnie Brad'a, obudziłam się w łóżku. Nie miałam pojęcia jak się tam znalazłam, ale trudno. Gdy wstałam, poszłam do łazienki przemyć twarz. Nie przebierałam się z ciuchów w których wczoraj zasnęłam. Weszłam do kuchni. Rodzice jedli śniadanie. Przywitali się ze mną, a ja wymamrotałam niechętnie "dzień dobry". Wzięłam jogurt i łyżeczkę. Wróciłam do swojego pokoju i położyłam się do łóżka. Poprawiłam sobie poduszkę i położyłam laptop na kolanach. Otworzyłam jogurt o smaku owoców leśnych i oblizałam sreberko po czym je zgniotłam i rzuciłam na podłogę. Włączyłam laptop i uruchomiłam stronę na której mogę oglądać darmowo filmy. Postanowiłam że obejrzę film pod tytułem "Now Is Good". Film mi się spodobał i gdy się skończył ja miałam już mokrą twarz od kolejnej fali łez. Spojrzałam na zegarek, była 9:14. Dostałam SMS: "Od: Brad: Cześć. Przepraszam że się tak ulotniłem zostawiając Cię samą, ale w nocy wrócili twoi rodzice i twój tata kazał mi się zmywać. Mam nadzieję, że już z tobą lepiej. Niestety nie będziemy mogli się spotkać przez najbliższe kilka miesięcy. Zapomniałam Ci powiedzieć, ale wyjeżdżam dziś w trasę. Właśnie jestem w samolocie do Włoch. Wybacz, sam o tym zapomniałem".
 Zatkało mnie to.
 Jak to, nie będziemy mogli się spotkać przez najbliższe kilka miesięcy?! Teraz?! Akurat teraz kiedy go najbardziej potrzebuję?! Kurwa mać, to się nazywa jebane szczęście.
  Postanowiłam wreszcie wyjść z łóżka i iść się umyć. Wzięłam laptop i ładowarkę. Zaniosłam je do łazienki i położyłam na szafce z ręcznikami. Wróciłam do pokoju i weszłam do garderoby. Wzięłam z pułki legginsy, sweter i zwykłą białą bokserkę pod spód. Wzięłam jeszcze bieliznę i skarpetki z szuflady i weszłam do łazienki. Niestety mimo tego iż jak wstałam świeciło jeszcze słonko, chmurzyło się już i zapowiadało się na deszcz. W sumie to dobrze, bo dziewczyny nigdzie nie będą chciały iść. Podłączyłam laptop do ładowarki a ładowarkę do gniazdka i włączyłam swoją playlistę. Rozebrałam się i weszłam do wanny wypełnionej ciepłą wodą i pianą. W sumie to nie chciałam się kąpać, tylko poleżeć sobie w wodzie i zrelaksować się. Tym razem włączyłam swoją spokojniejszą listę utworów, znajdowały się na niej takie utwory jak: Emeli Sande- River, Ben Clocks- So Cold, Angus i Julia Stone- Devil's Tears. To tylko kilka z ok. 30, ale te trzy są moimi ulubionymi na właśnie taką pogodę jak dziś i mój nastrój.

********************************************************************************************************
Wybaczcie że tak długo kazałam Wam czekać na kolejny rozdział.
Sama mam ostatnio doła, który trwa już ok. 4 dni więc rozumiem naszą bohatrkę.
Liczę że Wy również zrozumiecie mnie. 
Wiem że rozdział jest krótki, ale cierpię na zespół pozbawienia weny.  
CZYTASZ?-KOMENTUJ!!!




                                                                                                                ~Jane